Jan Duklan8 VII obchodzimy w kalendarzu liturgicznym święto Jana z Dukli. Jest to postać związana mocno z naszym regionem, choć coraz częściej, szczególnie wśród młodszego pokolenia, pomijana w pamięci historycznej. Jan posiada tytuł patrona Korony i Litwy oraz miasta Lwowa, nadany przez papieża Klemensa XII oraz tytuł patrona archidiecezji przemyskiej. Duklan żył 600 lat temu. Urodził się w rodzinie mieszczańskiej w Dukli, stąd jego przydomek. Jego ojciec był prawdopodobnie piekarzem i wg tradycji to dawało małemu Jasiowi możliwość obdarowywania chlebem potrzebujących. W szkole parafialnej był niezwykle zdolnym uczniem, co zmotywowało proboszcza do wysłania go na dalsza naukę, a w konsekwencji na studia do Krakowa. Tam poznał Jana Kantego. Tenże zadziałał jako doradca, co do drogi dojrzałego życia Jana, kiedy ten porzucił studia i udał się na pustelnię. Początkowo żył w jaskini na górze Zaśpit, a później na Cergowej. Motywacją jego odosobnienia było rozeznawanie powołania. To tam odnalazł go Kanty i nakazał powrócić na studia. Jan ukończył naukę i złożył śluby zakonne. Został, dzięki swoim zdolnościom i wiedzy, kaznodzieją, a potem bardzo szybko przełożonym w Krośnie, a po kilku latach został przeniesiony do Lwowa na stanowisko kustosza- przełożonego okręgu lwowskiego. Świadczyło to o jego wysokiej pozycji w zakonie. Zasłynął jako znawca duszy ludzkiej; był znakomitym spowiednikiem i wielogodzinnym sługą konfesjonału. Ludzie przychodzili do niego szukać umocnienia i porady. Sławę przyniosły mu również jego kazania i katechezy, które najczęściej wygłaszał przed wejściem do kościoła, aby mogli ich słuchać wierni różnych obrządków. Marzeniem Jana była zmiana zgromadzenia na surowsze. Rodzaj zakonu wybierało się raz w życiu, a jego opuszczenie było traktowane jak dezercja z wojska. Na polskiej scenie kaznodziejskiej pojawił się, na zaproszenie króla Kazimierza Jagiellończyka i biskupa Oleśnickiego, Jan Kapistran. Był on założycielem nowej, surowszej gałęzi franciszkanów. Byli to obserwanci, zwani popularnie bernardynami. Duklan, porwany ich gorliwością złożył prośbę do przełożonych o możliwość pójścia do braci z nowego zgromadzenia. Wskutek nieporozumienia między nadawcą pisma a przełożonym, Jan złamał zasadę, zmienił zakon, posiadając na to zgodę, w roku 1463. U Bernardynów spędził jeszcze wiele lat życia. Zostawił po sobie zbiór kazań, których niestety nie odnaleziono.

W podeszłym wieku stracił wzrok i władzę w nogach. Do kościoła był noszony na rękach współbraci. Tradycja zakonna podaje, że z chwilą utraty wzroku zyskał „wzrok ducha” – miewał widzenia Matki Bożej z Dzieciątkiem. Zmarł w opinii świętości 29 września 1484r. Kult świętego rozpoczął się przy jego grobie. Zaraz po śmierci działy się cuda i uzdrowienia za jego przyczyną, tak więc podniesiono jego ciało za ołtarz, co równało się zgodzie władz kościelnych na oddawanie mu czci. Utrwaliły kult liczne zagrożenia miasta Lwowa, szczególnie podczas najazdów w XVII w. Ludzie gromadzili się w kościołach, wzywając wstawiennictwa świętych. Mieszkańcy Lwowa uznali wstawiennictwo Jana podczas oblężenia miasta przez wojska Chmielnickiego i Tuchajbeja w 1648r, co uwiecznili m. in. Sienkiewicz w literaturze, czy Matejko w malarstwie. Jan z Dukli był beatyfikowany w 1733r. przez Klemensa XII, a kanonizowany w 1997 przez Jana Pawła II. Jego doczesne szczątki przywędrowały ze Lwowa, z kościoła św. Andrzeja, do Rzeszowa, w 1946r, po likwidacji zakonu przez władze komunistyczne. Od 1974r. znajdują się w prawej bocznej nawie klasztoru w Dukli.

Historia życia świętego jest niesamowita. Przybliża ją malarstwo Tadeusza Popiela znajdujące się w głównej nawie sanktuarium dukielskiego. Warto też wybrać się podczas wakacji na pustelnię św. Jana - to niezwykle urokliwe miejsce, położone w sercu lasu. W czasach, kiedy upadają autorytety moralne, łatwo zaciera się granica między dobrem a złem, wszystko staje się relatywne, a my czujemy się zagubieni na drogach naszego życia, pamiętajmy o świętym Janie. On ze swoją mądrością, wytrwałym szukaniem własnej drogi w ciszy i samotności oraz harmonią między zanurzeniem w Bogu i niezwykłą wrażliwością na ludzkie sprawy oraz potrzeby, daje nadzieję, że można pięknie przeżyć swoje ŻYCIE.

Małgorzata Śliwka