przyczynek do dziejów miejscowości
Odnośnie poległych w wojnie obronnej 1939 roku (jak podaje K. Bolanowski) Krukar Stanisław poległ pod Limanową - walczył w brygadzie Pancerno-Motorowej generała Maczka, Różowicz Józef także poległ pod Limanową, a Paweł Krukar żołnierz Obrony Narodowej poległ w Rudkach pod Lwowem 12 września 1939 roku (w godzinach przedpołudniowych a wiem to dlatego, gdyż w tym samym czasie poległ mój dowódca Kompanii, Podporucznik Jenner (pochodzący z Limanowej), kiedy to nasze wojsko starało się powstrzymać zbliżające się do Lwowa niemieckie zmotoryzowane oddziały. W 1945 roku zginął syn Pawła Krukara, Stanisław, jako żołnierz LWP walcząc z Niemcami.
Kapitan Józef Ziajka podczas wojny obronnej był drugim adiutantem dowódcy 53 pułku piechoty w Stryju — zmarł później w Worochcie wskutek odniesionych ran.
W niewoli niemieckiej zmarł Stanisław Malicki z Posady Górnej, a ze Zdroju Michał Rudawski zmarł w Szwajcarii w obozie dla internowanych, gdzie Dywizja Piechoty generała Prugar - Ketlinga przekroczyła granicę po walkach we Francji. Znajdował się także w Szwajcarii Stanisław Krzysztyński (z zawodu piekarz - cukiernik), którego ojciec przed wojną dostarczał pieczywo dla Zdroju. Po wojnie powrócił do Rymanowa.
W Szwajcarii w obozie dla internowanych przebywał także mój kolega szkolny Władysław Śliwka, syn Józefa z Deszna (kiedy ja byłem w niewoli niemieckiej to korespondowaliśmy ze sobą). Władysław Śliwka w Szwajcarii ukończył studia ekonomiczne, obronił pracę doktorską i opanował 4 obce języki. Po wojnie wrócił do Warszawy, gdzie pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a później w różnych agendach Organizacji Narodów Zjednoczonych. Był w kontakcie z inż. Ignacym Potockim.
Po klęsce wrześniowej 1939 roku wielu polskich oficerów i młodych mężczyzn chciało przekroczyć granicę, by udać się poprzez Słowację do Węgier, a później przedostać się do Francji do tworzącego się tam Wojska Polskiego. Punktem przerzutu były między innymi Jaśliska. Pomocą służył zwłaszcza ks. Walerian Rąpała. Kiedy ksiądz został aresztowany, to w jego obronie stanęli księża grekokatoliccy. Jeden z nich udał się do władz niemieckich, pokazując ordery jakie otrzymał jeszcze od CK Austrii zapewniając, że ks. Rąpała jest niewinny, to odniosło skutek i księdza zwolniono. Świadczy to o tym, że stosunki polsko-łemkowskie były na ogół poprawne. Wiem o tym od ks. Pułkownika Stanisława Warchołowskiego rodaka z Jaślisk, który po wyzwoleniu był generalnym dziekanem Wojsk Polskich. Ks. Warchołowski opowiadał mi to kiedy z moim kuzynem odwiedziliśmy go w Warszawie. Siostra Księdza wyszła za mego stryja Wojciecha Bolanowskiego i zaraz po pierwszej wojnie wyjechali jako osadnicy na Podole (woj. tarnopolskie). W 1940 roku zostali zesłani do Kazachstanu, gdzie zmarli. Ich córka uchowała się w radzieckim sierocińcu, a syn nauczyciel wrócił z 1 Dywizją, jako chorąży do Polski. Dziewczynkę wyciągnął z sierocińca ks. Pułkownik i zajęła się nią nasza kuzynka w Warszawie, nauczycielka Józefa Niemczykowa, wdowa po kapitanie WP mająca kontakt z księdzem.
Po spaleniu Deszna, kiedy istniała groźba spalenia Jaślisk, delegacja obywateli miasteczka pojechała do Warszawy do ks. Pułkownika z prośbą o wysłanie wojsk celem ochrony miejscowości. Rzeczywiście jakieś oddziały wojskowe przebywały później w Rymanowie Zdroju.
Jako ciekawostkę chciałem podać, że w latach osiemdziesiątych odwiedził mojego brata Józefa pewien kuracjusz z Rymanowa Zdroju, przypominając się, że wczesną wiosną 1940 roku w niedzielę brat odwoził go do Jaślisk (widocznie ktoś zaufany go wysłał). Byli z nim jeszcze dwaj młodzieńcy 18-19 lat. Kuracjusz ten opowiadał, że z tej trójki jedynie on wrócił. Drugi kolega pozostał na zachodzie, a trzeci zginął w Brygadzie Powietrzno - Desantowej Generała Sosabowskiego.
Chciałem jeszcze uzupełnić, że aresztowany w 1940 roku Wincenty Oberc - wówczas kleryk Seminarium Duchownego w Przemyślu - przeżył obóz w Oświęcimiu chyba tylko dlatego, że posiadał obywatelstwo USA. Po wojnie ukończył studia teologiczne w Rzymie i wyjechał do Stanów. Odwiedził tylko raz rodzinne strony. Nie spotkałem się z nim, nie przyjeżdżał na żadne zjazdy rocznicowe szkoły średniej. Rodzeństwo sprowadził do siebie.
Na terenie Posady Górnej i Zdroju działał Pluton „ Armii Krajowej”, którym kierowałem od stycznia 1943 roku do stycznia 1945. Praktycznie działalność była zawieszona od czasu zbliżania się frontu we wrześniu 1944 roku. Oprócz AK na tym terenie działała jeszcze kontro wersyjna 3-osobowa grupa NSZ (Narodowe Siły Zbrojne), które nie weszły do struktur AK i AL po połączeniu. Kierował tą grupą Stanisław Dankiewicz. Za czasów PRL NSZ było bardzo krytykowane, zarzucano im, że jako Brygada Świętokrzyska wycofała się z Niemcami. Ostatnio te opinie się zmieniły. Jeśli chodzi o członków AK to żyją: Józef Ziajka (ur. 1906), pracował podczas okupacji w Leśnictwie Rymanów Zdrój, utrzymywał kontakt z inż. Ignacym Potockim zarówno podczas wojny, jak i po wyzwoleniu. Żyje Stanisław Oberc (ur. 1911), Stanisław Niemczyk (ur. 1914), Szul Włady sław (ur. 1914), Szwarc Józef (ur. 1921) i ja z rocznika 1919.
W czasie okupacji w Posadzie Górnej działał nasłuch radiowy tzw. radioodbiornik. Zainstalowano go być może z inspiracji i za wiedzą „Gestapo”, w dzielnicy zamieszkałej przez małorolnych rolników o sympatiach lewicowych gdzie uczęszczał rzekomy uciekinier radziecki z obozu jeńców, a był to z całą pewnością prowokator. Robiono to bardzo nieostrożnie, a w dodatku spotykający się tam byli częstowani alkoholem przez rzekomego zbiega i to jest dla mnie niezrozumiałe, że niektórzy uczestnicy tych spotkań mieli wykształcenie średnie, mieszkali w Katowicach i nie odróżnili rzekomego szpiega od prowokatora.
Na przykład podam, że w Rymanowie do końca oku pacji był nasłuch 2-3 osób w budynku i mieszkaniu pana Soleckiego w centrum Rymanowa obok apteki przy głów nej drodze. Po tym aresztowaniu mieszkańcy Posady Gómej byli rozżaleni na tych działaczy, że nieświadomych chłopów wciągnęli do polityki.
Piotr Bolanowski w Posadzie Górnej przechowywał Żyda Aizika Bobika (rodzina Bobików trudniła się handlem koni). Aizik Bobik opuścił dom, w którym się ukrywał zabierając ze sobą legitymację Straży Pożarnej na nazwisko Piotra Bolanowskiego, udał się w kierunku Sanoka i tam wpadł w ręce „Gestapo”. Matka Piotra udała się do Rymanowa w sprawie jego uwolnienia, niestety całą trójkę rozstrzelano.
Krewny w Ladzinie Józef Szepieniec całą wojnę przechowywał rodzinę żydowską, a ponieważ mieszkał niedaleko drogi do Nowej Wsi dlatego udało się zachować dyskrecję.
Podczas wojny przebywali w polskim wojsku na zachodzie po zwolnieniu z łagrów sowieckich: Jan Szajna ze Zdroju ul. Kasztanowa, Władysław Zarzycki z Posady Górnej, Józef Gubała, Michał Zmarz, Władysław Zmarz, Tadeusz Bilan - lotnik, Stanisław Niemczyk i Władysław Niemczyk - wyjechali do Australii, Stanisław Niemczyk St. Sierżant — pozostał w Anglii gdzie sprowadził żonę wraz z dziećmi.
Kiedy po aresztowaniach w listopadzie 1942 roku, w styczniu 1943 roku przejmowałem dowództwo w A K to członkowie podziemia prosili mnie ażeby wykonywać to bardzo ostrożnie. Wpadł tylko przypadkowo podczas łapanki w drodze do Rymanowa Jan Niemczyk, chociaż był ostrzegany, że łapią młodych ludzi, to odpowiedział, że ma legitymację strażacką i się nie boi. Nie wiadomo co się z nim stało.
Z Posady Górnej pochodzą księża rzymskokatoliccy:
- ks. Bartłomiej Krukar - był katechetą w Żeńskim Seminarium Nauczycielskim w Samborze, a przed samą wojną proboszczem w Sanoku,
- ks. Stanisław Czerniec - był proboszczem w powiecie jasielskim,
- ks. Jan Krukar - ostatnio był proboszczem we Wróbliku,
- ks. Prałat Józef Kilar pracuje w Kurii Przemyskiej,
- ks. Kapelan Wojskowy Stanisław Wiernusz,
- ks. Andrzej Gładysiewicz - po zwolnieniu z łagrów pracował w parafiach rzymsko-katolickich na Ukrainie za Zbruczem,
- ks. zakonny Jan Niemczyk,
- ks. Józef Królicki.
W okresie międzywojennym i podczas okupacji w Posadzie Górnej były trzy siostry zakonne: jedna była siostrą ks. Stanisława Czernieca, a pozostałe dwie siostrami ks. Jana Krukara. Oprócz tego było jeszcze kilka sióstr trzeciego zakonu tzw. „tercjarki”.
W grudniu 1944 Kierownik Urzędu Bezpieczeństwa w Sanoku urządzał wyjazd ludowców wojskowym samochodem do Lublina przez Rymanów. Z Rymanowa byli delegowani Józef Rygiel i Józef Bolanowski mój brat. Brat nie miał ochoty i wysłał mnie. Byli delegaci z okolic Sanoka, Nowosielec i Długiego, wśród których spotkałem kolegów z gimnazjum. Szefem tej ekipy był Tadeusz Sieradzki pochodzący z okolic Sanoka i podporucznik LW P Sieradzki (był szefem UB W Sanoku). Podporucznik Sieradzki był moim młodszym kolegą w gimnazjum. Zginął rok później z rąk podziemia WiN. W Lublinie odby wał się wtedy „Sylwester Chłopski” z okazji przemianowania PKWN w Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Podczas jazdy było bardzo zimno, a tu i ówdzie jeszcze strzelano, więc była to jazda trochę niebezpieczna.
W czerwcu 1946 roku uczestniczyłem w „Referendum - 3x tak” . Przewodniczącym tej komisji był sekretarz PPR Stanisław Królicki, zastępcą Wawrzyniec Kilar a członkami byli: Franciszek Bolanowski syn Józefa, Franciszek Bolanowski syn Pawła i jeszcze ktoś kogo nie pamiętam. Po obliczeniu głosów tylko niewielka ilość była za „3x tak”. Po zakończeniu głosowania przybył podporucznik jednostki stacjonującego w Zdroju wojska i odebrał wyniki głosowania.