Rymanów lokował w dobrach królewskich w 1376 roku książę Władysław Opolczyk, ten sam który ufundował Klasztor Jasnogórski i sprowadził do niego cudowny obraz Matki Boskiej z Bełza. Niewątpliwie w chwili lokacji wytyczono rynek, drogi dojazdowe do przebiegających nieopodal gościńców i kwartały pod zabudowę mieszkalną. Miejsce pod miasto wybrano na cyplu wzgórza, uwzględniając naturalne ukształtowanie terenu , sprzyjające jego obronności. Organizujące się miasto zapewne jeszcze przed 1382 rokiem stało się własnością prywatną Dymitra z Goraja i Klecia, jednego z najbardziej wpływowych ludzi w ówczesnej Polsce. W 1400 roku Rymanów otrzymała w spadku córka Dymitra - Katarzyna , która w 1413roku wyszła za mąż za Dobiesława z Oleśnicy i Sienna, uczestnika bitwy pod Grunwaldem, jednego z głównodowodzących oblężeniem Malborka. Dobiesław zbudował tu wcale okazały dwór obronny , co sugeruje informacja, iż Katarzyna chętnie i często w Rymanowie razem ze swoimi jedenastoma synami przebywała. Tak liczna rodzina musiała mieć stosowne dla tej pozycji społecznej lokum. Naprzeciw dworu wybudował Dobiesław murowany kościół. Dwór , mający spełniać ówczesne wymogi obronne został zbudowany na samym skraju cyplu wzgórza opadającego w stromo do rzeki Tabor i oddzielonego po obu bokach dwoma głębokimi wąwozami, którymi obecnie biegną ulice: Podgórze i Grunwaldzka. Cypel odpowiednio zniwelowano oraz oddzielono od miasta fosą i być może umocniono palisadą z bierwion. W tym to dworze Dobiesław gościł w 1419 roku króla Władysława Jagiełłę, natomiast w lutym 1440 roku podejmował swojego bratanka Zbigniewa Oleśnickiego, już w ów czas kardynała i faktycznie pierwszą osobę w Polsce, jeżeli nie liczyć króla Władysława Warneńczyka. Kardynał Oleśnicki wracał z Budy właśnie z jego koronacji na władcę Węgier i jechał do Sanoka, do jego matki królowej Sońki, która natenczas mieszkała w tamtejszym zamku, zdać relację. Dobiesław, kiedy wszedł w spór z biskupem przemyskim , nie zawahał się w 1439 roku uczynić zajazd w prawie 50 zbrojnych na jego folwark i dwór w Króliku.

Pobito służbę biskupią przywieziono do Rymanowa i wtrącono do lochów. No, a gdzieżby miały być te lochy, jak nie w pańskim dworze. Jego syn Andrzej, będący także właścicielem Głębokiego , w 1475 roku uwięził w wieży Stanisława młynarza z Głębokiego, oskarżonego o kradzież wołu. A zatem była i przy dworze wieża, która pełniła zarówno funkcję karceru, jak i obronne. Mamy zatem pod koniec XV wieku w Rymanowie dwór obronny z lochami i wieżą. Andrzej Sienieński przekazał Rymanów starszemu synowi Wiktorynowi, który podobnie jak jego ojciec, często tu przemieszkiwał. Po nim władał miastem od 1537 roku Zbigniew, kasztelan i starosta sanocki. Dwukrotnie żonaty, z drugiej żony miał córkę Zofię i jej w posagu zapisał miasto, skutkiem czego po roku 1567 przeszło ono w ręce jej męża Andrzeja Stadnickiego, który sprzedał je swojemu bratu Marcinowi. W 1594 roku Eryk Lassota von Steblau, habsburski poseł podróżujący z Węgier na Zaporoże przez Rymanów, w swoim dzienniku podróży zanotował : Rymanów – duży otwarty plac targowy i dom należący do pana Andrzeja Stadnickiego. Tamże prawie każdy zwykły człowiek mówi częściej po niemiecku niż po polsku. Także „domem” nazwał von Steblau zamek w Lesku, który w owym czasie był budowlą piętrową o wymiarach około 37 na 17,5 metra, co daje prawie 650 metrów kw. powierzchni jednej kondygnacji. W tym ”domu” czyli dworze rymanowskim były nie tylko lochy służące jako więzienie, ale także izba tortur, bo kiedy w 1597 roku przesłuchiwano tu Janusza z Szyki, tenże zeznał będąc na męce, że puszczał w obieg fałszywe pieniądze. Marcin Stadnicki, brat Andrzeja w roku 1619 wystawił we dworze rymanowskim akt fundacji prepozytury rymanowskiej. Stadnicki gruntownie wyremontował kościół rymanowski i być może także zmodernizował dwór, dlatego nie bez powodu w 1632 roku Szymon Starowolski nazwał go już zamkiem. : … Rymanów, Dynów i Lesko swoje mają zamki….Miał też Marcin Stadnicki zamek w Rybotyczach i rezydencję w Kosztowej, a jednak jego druga żona (Marcin zmarł w 1629 roku) Magdalena Białobrzeska mieszkała tu 1645 roku, po czym dobra przeszły na ich jedyną córkę Mariannę , poślubioną przez Michała Zebrzydowskiego, wojewodę krakowskiego. Przestronne zatem musiało być to rymanowskie mieszkanie, skoro nad inne je przekładała. Zebrzydowski Rymanowem się raczej nie zajmował, możliwe, że nawet tu nigdy nie był. Dobra przekazał jako posag córce Helenie, która poślubiła Jana Opalińskiego, cześnika koronnego. Tenże Opaliński, wystawiając 7 października 1674 roku dokument w sprawie popostwa w Wołtuszowej, napisał: dano na zamku moim rymanowskim. Także w roku następnym wystawiono dokument, sygnując go określeniem: na zamku rymanowskim. Po śmierci Opalińskiego dobra jego przeszły na siostrzeńca żony Jana Samuela księcia Czartoryskiego, wojewodę wołyńskiego. W ordynacji wydanej przez niego mieszczanie rymanowscy mogli od wyroków samorządu miejskiego odwoływać się do zamku rymanowskiego. Od Czartoryskiego odkupił dobra rymanowskie Franciszek Stadnicki z Leska i przekazał w posagu córce Annie, zamężnej za Piotrem Stadnickim. Po raz kolejny Rymanów stał się posagiem, kiedy to w 1745 roku wziął go za Teresą Stadnicką Józef Oossoliński, wojewoda wołyński. Tenże najchętniej, zwłaszcza pod koniec życia, mieszkał w Rymanowie. Czyżby zatem rymanowski zamek był przestronniejszy i wygodniejszy niż zamek w Dukli i Lesku, które także były jego własnością? W dokumentach z 1754 i z 1755 roku użyto określenia urząd zamkowy, a zatem mieszczący się w zamku. Kiedy Ossoliński umarł w roku 1780 , dobra rymanowskie znów stały się posagiem. Odziedziczyła je (formalnie podział spadku nastąpił 2 listopada 1786 roku) jego córka Teresa, zamężna za Józefem Potockim, który sprzedał je w 1798 roku Franciszkowi Skórskiemu.

I w ciągu tych 18 lat „ bezkrólewia” ( Teresa z mężem mieszkała najczęściej w Wiedniu) zamek rymanowski musiał popaść w zupełną ruinę. Podobnie miała się sytuacja z zamkiem Ossolińskiego w Lesku, który odziedziczyła druga z jego córek Marianna, zamężna za Józefem Mniszchem. Oto jak wyglądał tamten zamek już w 1793 roku. Dach zamku zgniły i upadły, mury częściowo porozwalane. Na drugim piętrze jedna sala rozwalona, w pozostałych pięciu pokojach sufity i podłogi zgniłe. Większość pomieszczeń bez okien, piece i kominki pozawalane, piwnica pod galerią zawalona…Ruina zamku leskiego w 1799 roku dostała się jako wiano Xsaweremu Krasickiemu, który już od 1805 roku podejmował działania zmierzające do jego odbudowy, trwającej 38 lat i ostatecznie zakończonej w 1843 roku. Ruiną rymanowskiego zamku Skórscy nie byli zainteresowani. Zapewne doszli do wniosku, że łatwiej i taniej będzie zbudować rezydencję od podstaw w innym miejscu. Zresztą zmieniły się koncepcje architektoniczne i nikt zamków obronnych już nie budował, a wręcz przerabiał je na pałace. Miejsca przy starym zamku nie było za wiele, ledwie trochę ponad pół hektara, za mało na park z prawdziwego zdarzenia. No i położenie nieszczególne, niemal w środku miasta. Starowolski wspomniał także o zamku w Dynowie. Otóż po nim, podobnie jak po rymanowskim, nie pozostał żaden ślad na ziemi.

Andrzej Potocki