Kamionka mapa nazewniczaNa początku 1995 r. udało mi się nawiązać kontakt korespondencyjny z rodziną Kobielka, wywodzącą się z Kamionki, a w 1945 r. wysiedloną do Złoczowa pod Lwowem. Już w pierwszym liście Olena i Petro przekazali mi wiele informacji o swojej wsi, ponadto dołączyli kserokopię zdjęcia przedwojennej świątyni. Kilka miesięcy później otrzymałem krótką informację, że pan Petro będzie w Polsce w ostatniej dekadzie czerwca i chciałby się ze mną spotkać. Wiadomość ta sprawiła mi dużą radość, bo dawała nadzieję na wspólny pobyt w Kamionce.

Pewnego letniego wieczora wjechał na nasze podwórko bus na ukraińskich numerach rejestracyjnych. Wysiadł z niego tylko pan Petro, liczący wówczas około 70 lat. Szybko przeszedł do nurtującej go od dziesięcioleci historii, którą tak zapamiętałem: „W 1945 r. wysiedlono nas z Kamionki. Gdy czekaliśmy na transport we Wróbliku, wiedzieliśmy, że jak ruszymy, bandyci będą chcieli odpiąć ostatnie wagony i zabrać nasze konie i krowy. Do pilnowania tych wagonów zgłosiło się kilku ochotników. Wśród nich był mój ojciec. Gdy pociąg ruszył, wagony ze zwierzętami odczepiono. Osoby, które tam były, zostały zastrzelone. Przyjechaliśmy szukać miejsca, gdzie leżą. Mamy ze sobą trumnę na szczątki”. Następnego dnia pojechaliśmy do domu burmistrza Jana Rajchla. On uświadomił nas, że oficjalna procedura ekshumacji jest bardzo skomplikowana, długa i trudna do przeprowadzenia. Udaliśmy się więc do sołtysa we Wróbliku Szlacheckim. Sens jego wypowiedzi był mniej więcej taki: „Szukajcie, kopcie, ale aby nikt tego nie widział. Ale proszę, nie jutro. Jutro jest u nas odpust”. Po dwóch dniach wieczorem ponownie na podwórko wjechał ukraiński bus. Tym razem z Kobielką wysiadło trzech młodych mężczyzn. „Przekopaliśmy tyle ziemi, ile trzeba wybrać na fundamenty wielkiego budynku. Ludzie przynosili nam picie, a nawet jedzenie. Starsi wskazywali inne miejsca. Szliśmy tam i zaczynaliśmy kopać. Nic nie znaleźliśmy. Na cmentarzu w Zyndranowej pochowamy pustą trumnę...”. 23 czerwca przed południem spotkaliśmy się w Kamionce. Petro Kobielka i Mychajło Zawojski oprowadzali mnie po swojej rodzinnej wsi.

Ogólny podział tej miejscowości podałem w poprzedniej wycieczce. Odtworzone nazewnictwo terenowe prezentuje załączona mapa. Moi rozmówcy zapamiętali z Kamionki i jej otoczenia trzy krzyże. Kapliczka Jaweliakowa stoi do dzisiaj między zabudowaniami Zawadki a Abramowa, po południowej stronie drogi do Kamionki. Na Barnówce (łemkowskie Barniwka), czyli w środkowej części dawnej osady, można jeszcze teraz odszukać pozostałości Michalinkowego krzyża (Mychalynkiw chrest). Nie ma natomiast śladu po Bobrykowym krzyżu (Bobrykiw chrest) , który stał na rozstaju dróg w obniżeniu grzbietu między Wierchem a Siwicami. Obecnie miejsce to znaczy myśliwska ambona.

Kamionka była wsią biedną. Były tu rodziny bez ziemi, albo z małymi gospodarstwami rolnymi, np. Pajza Barna, Anastazja Barna, Anna Babij. Najbardziej zamożnymi rolnikami byli: Iwan Kuźmiuk, Fedor Barna (dwóch gospodarzy), Mychajło Jaweliak, Fedor Kyrpan i Iwan Frycz, którzy posiadali po 20 - 25 morgów ziemi.

W szerokiej okolicy sławni byli kamieńscy muzykanci - bracia Hryhor, Fedir i Iwan Koty. Instrumenty - skrzypce, basy - samodzielnie wykonywał dla całej kapeli pierwszy z wymienionych.

Sytuacja materialna zmuszała wielu mieszkańców do wyjazdu ekonomicznego za Ocean Atlantycki. Jednym z emigrantów był Mychajło Barna, którego losy po I wojnie światowej rzuciły do Brazylii, Argentyny, Urugwaju i Kolumbii. Gdy wrócił w 1934 r., osiadł w Wólce koło Klimkówki, a później, na Ukrainie, we wsi Hutysko koło Bereżan w obwodzie tarnopolskim. Przed ostatnią wojną był on znany w całej okolicy jako znakomity stolarz, bednarz i rzeźbiarz. Wykonywał wozy, sanie, stępy, beczki, drzwi i ramy okienne. Rzeźbił miniatury łemkowskich chat oraz palice z roślinnym ornamentem. Wiele wyrobów, które wyszły spod ręki M. Barny, znajduje się obecnie w Muzeum Historycznym we Lwowie.

Jesienią 1944 r. podczas walk o Przełęcz Dukielską większa cześć zabudowań Kamionki spłonęła. Pozostało około 10 chat i cerkiew. Dwie osoby (Paraska Frycz i Wasyl Kamiński) zaginęły. Na zniszczoną wieś napadły rabunkowe bandy z okolicznych polskich wsi. W 1945 r. ludność wysiedlono do sowieckiej Ukrainy. Ale najpierw pod eskortą wojska przeszła ona do stacji kolejowej we Wróbliku Szlacheckim. Wiemy już, że tam zginął wówczas ojciec Petra Kobielki - Iwan, a wraz nim jeszcze trzech mieszkańców Kamionki: Mychjało Barna, Iwan Czelak i Wasyl Bobryk. Ich ciał nigdy nie odnaleziono.

Wojciech Krukar