Bieszczady w ogniuGdy mówi się o zbrodni wołyńskiej, uwaga najczęściej skupia się na wydarzeniach z 1943 roku na Wołyniu. Tymczasem antypolska kampania prowadzona przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i jej zbrojne ramię Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) nie zakończyła się wraz z opuszczeniem Wołynia przez ludność polską. Jej tragicznym przedłużeniem były wydarzenia na terenach południowo-wschodniej Polski, obejmujących dzisiejsze Bieszczady, Beskid Niski oraz Pogórze Przemyskie. W latach 1944-1947 region ten stał się areną brutalnej wojny partyzanckiej, w której najbardziej ucierpiała ludność cywilna .

Po wkroczeniu Armii Czerwonej i ustanowieniu nowej granicy państwowej, oddziały UPA nie złożyły broni. Ich celem pozostawało utworzenie niepodległego państwa ukraińskiego, obejmującego również część terenów znajdujących się w granicach powojennej Polski. Na terenach powiatów leskiego, sanockiego, przemyskiego i lubaczowskiego dochodziło do licznych ataków na posterunki Milicji Obywatelskiej, Wojsko Polskie oraz administrację państwową. Jednocześnie ofiarami przemocy padali mieszkańcy polskich wsi, rolnicy, kolejarze, nauczyciele, leśnicy, duchowni i całe rodziny, których jedyną winą było polskie pochodzenie. Historyk Grzegorz Motyka podkreśla, że działania UPA na tych terenach miały charakter zarówno walki z aparatem państwowym, jak i terroru wobec ludności cywilnej, mającego doprowadzić do jej zastraszenia lub opuszczenia regionu.

Baligród był jednym z najważniejszych punktów oporu polskiej administracji w Bieszczadach i dlatego wielokrotnie stawał się celem ataków UPA. W okolicznych wsiach dochodziło do zabójstw pojedynczych mieszkańców oraz napadów na osady.

W 1944 i 1945 roku mieszkańcy żyli w ciągłym zagrożeniu. Po zmroku praktycznie zamierało życie, a wielu mieszkańców nocowało poza domami lub organizowało straże obywatelskie. Podobnie funkcjonował rejon Cisnej. Był to jeden z głównych obszarów działalności sotni UPA dowodzonych przez takich dowódców jak “Stiah” czy “Chrin”. Dochodziło tam do licznych zasadzek na drogach, ataków na transporty wojskowe oraz zabójstw osób uznanych za współpracowników polskiej administracji. Do najtragiczniejszych wydarzeń należały napady na niewielkie osady rozsiane w dolinie Sanu i w paśmie Bieszczadów. UPA traktowała przedstawicieli polskiej inteligencji jako osoby wzmacniające obecność państwa polskiego dlatego ze szczególną zajadłością zwalczano nauczyciele szkół powszechnych, księży rzymskokatolickich, pracowników administracji, kolejarzy I leśników. Ich śmierć miała nie tylko eliminować konkretne osoby, lecz także wywoływać efekt psychologiczny wśród lokalnej społeczności. Dokładnej liczby ofiar nie udało się jeszcze ustalić. Pomimo wielu lat od tamtch wydarzeń, w polskiej historiografii ciągle jest luka, która musi zostać wypełniona. Potrzebujemy pomników, grobów, symbolicznych miejsc pochówku, gdyż każde nazwisko wyryte w kamieniu przypomina, że historia Bieszczadów to nie tylko piękno gór, lecz również dramat pogranicza, na którym przez kilka powojennych lat przemoc stała się codziennością.

Krzysztof Buczek