Czy zastanawiał się ktoś z Was, ile jest pomników Józefa Piłsudskiego w Polsce? Jeżeli doliczymy popiersia, epitafia, tablice i obeliski to wychodzi mniej więcej … bardzo dużo. I dobrze, niech będą! Na części z nich Marszałek stoi, na innych dosiada Kasztanki, tu i ówdzie głowa mu wystaje albo mosiężne litery znaczą jego pobyt lub przemarsz którejś z brygad. Był jednak kiedyś pomnik inny niż wszystkie, monumentalny, majestatyczny, ujmujący Piłsudskiego w pozycji siedzącej. Bodajże jedyny w historii pomnik, na którym marszałek siedział na krześle (a może na tronie?) Na ramionach miał żołnierski płaszcz, a w ręku trzymał księgę z wyrzeźbionym hasłem rewolucji francuskiej: równość, wolność, braterstwo. Pomnik stał w Kołomyi na centralnym placu, tuż obok ratusza. Monument znajdował się pod opieką niebyle kogo, bo legendarnego, elitarnego 49 Pułków Strzelców Huculskich, który wszystkie swoje uroczystości, defilady i odprawy przeprowadzał przy asyście naczelnego wodza. Ileż to razy synowie Czarnohory maszerując przed siedzącym Józefem żartowali między sobą, że chociaż raz mógłby wstać, kiedy my się tak staramy. Że chociaż na dźwięk trombity mógłby się zerwać. Ale on tylko siedział, siedział i patrzył łagodnie na jak mozolnie jednak systematycznie odradza się polska państwowość.
Meandry historii nie pozwoliły tej wyjątkowej instalacji przetrwać do naszych czasów. Konstanty Laszczka, profesor ASP w Krakowie umieścił figurę na piaskowcowym cokole 27 X 1929 r. a równo 10 lat później, po zajęciu Kołomyi przez armię czerwoną, pijana sowiecka swołocz wysadziła pomnik w powietrze. Świadkowie wspominali, że najpierw strzelali do monumentu pomstując, za krzywdy, które od Piłsudskiego doznali w 1920 r., a kiedy on ciągle niewzruszony patrzył na nich z pogardą, podłożyli materiały wybuchowe i … po jedynym „siedzącym Marszałku” pozostało wspomnienie i kilka wyjątkowych, pożółkłych zdjęć.