Życie ludności Galicji przełomu XIX i XX w. tętniło na targach i jarmarkach. Na placach targowych spotykali się przedstawiciele wszystkich nacji tworzących kulturowy tygiel Karpat. Wytwarzane różnego rodzaju towary galicyjscy rolnicy i rzemieślnicy zwozili na place targowe i rynki miejskie celem ich spieniężenia. Dzięki handlowi życie tutejszej ludności stawało się po prostu lepszym, obfitszym, bardziej dostatnim i coraz bardziej nowoczesnym. Powozami konnymi przyjeżdżali tu polscy ziemianie, boso przychodzili chłopi, a także Rusini różnych grup etnicznych: Łemkowie, Bojkowie, Huculi.
Taborami zjeżdżali Cyganie handlujący końmi, parający się kotlarstwem i muzykowaniem. Byli tu także, a może przede wszystkim, Żydzi. Zanim miasteczko wstało z nocnego snu, żydowscy kupcy byli już na rynku. To właśnie Żydzi na przestrzeni wieków wytworzyli specyficzną kulturę, która kazała im mieszkać blisko rynku. Jeśli tylko mieli taką możliwość, budowali lub kupowali domy przy głównym placu miasteczka. Domy te pełniły dwojaką rolę: domów mieszkalnych i domów handlowych, towarowych. Ideałem antropologicznym tego ludu był „homo faber” - człowiek zręczny, pracowity, wytwórca, majster, a więc mistrz rzemiosła i handlu - pisze w swojej książce „Żydowska szkoła finansów” dr Leszek Niemczyk.
Handlowe życie tętniło też na rymanowskim rynku. Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku od wielu lat prowadzi badania etnograficzne oparte na wywiadach terenowych, które uzupełnione o badania archiwalne, dały możliwość rekonstrukcji zabudowy i życia społecznego miasteczka galicyjskiego z przełomu XIX i XX wieku. Muzeum dysponuje również dokumentami opisującymi organizację przestrzeni miejskiej Rymanowa. Możemy zatem spojrzeć na rymanowski rynek z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Na podstawie zgromadzonych dokumentów i przy odrobinie wyobraźni potrafimy odtworzyć dzień targowy na rymanowskim rynku.
„W XIX wieku targi odbywały się w każdy poniedziałek. W okresie międzywojennym miały one miejsce na rynku (targi poniedziałkowe) i za miastem, na „targowicy”. Nawierzchnia rynku była wówczas wyłożona kamieniami rzecznymi zwanymi burkaczami. Na targ przyjeżdżano wcześnie, o 4 lub 5 rano, aby sobie zająć najlepsze miejsce. Niekiedy był taki ścisk, że trudno było przejść, a tłum zalegał po Zdrój. Najwięcej było Rusinów (do 1947 roku). Nie było tutaj określonych miejsc do handlu i opłat targowych. Na rynku ustawiano przenośne stragany, były to ławy wpuszczane w słupki, na których opierał się płócienny, płaski dach. W zachodniej części rynku sprzedawali rzeźnicy, we wschodniej szewcy, zawieszając buty na „śrogach” (poprzeczce przytwierdzonej do dwóch słupków) i garncarze. W pobliżu szewców sprzedawano nabiał i warzywa, a środek rynku zajmowały wozy z drzewem i wyrobami drewnianymi, m.in. naczyniami bednarskimi przywożonymi z Lubatowej. Tutaj handlowali Rusini.
W północno- wschodniej części rynku, niedaleko ulicy z jatkami koncentrował się żydowski handel zbożem. Na straganach rzeźnickich sprzedawano wędliny, „szołdry”, czyli uwędzoną słoninę z mięsem. „Szołdry” miejscowi rzeźnicy wywozili również na targi do Dukli i Jaślisk. Żydzi handlowali także winem.
Za miastem zaś, odbywały się jarmarki. W XIX wieku w Rymanowie były cztery jarmarki; na św. Jakuba – 25 lipca, w dzień Narodzenia NMP – 8 września, na św. Wawrzyńca – 10 sierpnia i ten połączony był z odpustem, ponieważ św. Wawrzyniec to patron miejscowego kościoła oraz na św. Mikołaja – 6 grudnia. Trwały one po 6 dni, sprzedawano tu znaczne ilości wołów, nierogacizny i płótna.
Przed I wojną światową działała w Rymanowie spółka handlarska rzeźników. Stąd rzeźnicy wysyłali do Wiednia, na potrzeby wojska, 5 – 7 wagonów krów i cieląt. W tym samym czasie, a być może również w okresie międzywojennym, sprzedawano tutaj 200-300 świń. Targi związane były z zaspakajaniem potrzeb ludności w zakresie żywności, sprzętu gospodarskiego, czyli pełniły po części funkcję dzisiejszych sklepów.
XIX – wieczna zabudowa rynku była drewniana, prawie wszystkie budynki były parterowe, kryte gontem, z podcieniami słupowymi. Tylko niektóre z nich były murowane. Kiedy w 1904 roku wybuchł w rynku pożar, ogień strawił zabudowę drewnianą, którą odbudowano według dawnych wzorców, kryjąc dachówką. Przed I wojną światową było w mieście 12-14 wyszynków. Istniał zwyczaj, że mieszkańcy każdej z okolicznych wsi chodzili do znajdującego się w mieście „swojego” wyszynku. Niestety, w czasie I wojny światowej cała południowa część rynku uległa spaleniu, pozostała zabudowa dotrwała do 1944 roku.
W pierzei wschodniej, idąc w stronę Zdroju, znajdowały się: sklep żelazny, warsztat krawiecki Szpondera, piekarnia i cukiernia Zilwermana, szynk Majra, kamienica hr. J. Potockiego (wybudowana na miejscu istniejących do 1914 roku dwóch sklepów: korzennego- Sołtysika i bławatnego- F. Ziajki). W kamienicy ufundowanej przez J. Potockiego mieściła się Spółdzielnia Rolnicza. Przed II wojną światową funkcjonował tam także sklep żelazny i bławatny. Dalej znajdował się szynk Szyjasztofa, sklep korzenny i rybny Wolfa, galanteryjny Wolfa, poczta (w budynku tym mieścił się także sklep masarski W. Oberca o przezwisku „Kopynio”), szynk i kamienica, w której mieszkał adwokat Bielecki. Przedłużeniem tej części rynku była „ulica z jatkami”, która biegła w stronę Rymanowa - Zdroju. Otwierał ją sklep masarski Kapa, obok znajdował się zegarmistrz, sklep galanteryjny i cztery jatki rzeźnicze (w tym 3 Budrera i 1 Rudzkiego). Jatki były czynne przez cały rok.
Większość pierzei południowej zajmował kościół wraz z przyległymi zabudowaniami. Natomiast pierzeję północną otwierał warsztat fryzjerski, sklep żelazny Abramczana, budynek, w którym mieścił się sklep z wyrobami tytoniowymi. Sklep skórzany i bławatny Wimerlca, sklep korzenny i wapienny (sprzedaż wapna). Dalej galanteryjny, ambulatorium dentystyczne Hejzyka i sklep papierniczy. Kolejny bławatny, piekarnia, korzenny, szynk Margulesa oraz obuwniczy Wolfa.
Podobnym asortymentem handlowano w pierzei zachodniej, pojawiają się zatem obok galanteryjnego, skórzanego, papierniczego W. Zniczki, masarskiego, szynk i piekarnia Szrajbera”.
Pracownicy MBL w Sanoku wykonali szereg szczegółowych badań terenowych w miasteczkach Podkarpacia, aby można było odtworzyć wygląd rynku małego, podkarpackiego miasta z drugiej połowy XIX wieku i początku XX wieku. Zgromadzony w ten sposób materiał dał niezwykle mocne podstawy naukowe do stworzenia rekonstrukcji rynku miejskiego, z pokazaniem wszystkich jego funkcji: społecznych, gospodarczych i kulturowych. Małe miasta południowo-wschodniej Polski budowane z charakterystyczną urbanistyką, skupiały w sobie zróżnicowany skład narodowościowy - ludność polska, żydowska i ruska – co tworzyło bogatą kulturę galicyjskich miasteczek. Zakładane od średniowiecza przy ważnych szlakach handlowych, były rynkami lokalnymi, ośrodkami handlu, dawały zatrudnienie mieszkańcom. Zdobyte informacje pozwoliły pracownikom MBL w Sanoku na rekonstrukcję w sanockim skansenie - Galicyjskiego Rynku.
Dzisiaj rymanowski rynek zmienia swój wygląd. Jest nadal sercem miasta, ale inaczej prezentuje się niż w XIX wieku. Dostosowuje swoją architekturę do współczesnej, nowoczesnej i funkcjonalnej miejskiej struktury. Mamy nadzieję, że prowadzone obecnie prace renowacyjne spowodują, iż stanie się on niebawem wizytówką miasteczka.
Zygmunt Pelczar



