człowiek i artysta niekonwencjonalny
Władysław Kandefer przyszedł na świat w Iwoniczu Zdroju 10 XI 1921 roku, tam też ukończył szkołę powszechną, by następnie podjąć naukę w Zakopanem w Szkole Przemysłu Drzewnego. Odejście z domu odbyło się w atmosferze „milczenia”. Ojciec wyrażał nadzieję, że Władek zostanie inżynierem wiertnikiem, a zainteresowany, bardzo zdesperowany, postawił sprawę jednoznacznie – albo rzeźba, albo nic. Inspiracją do twórczości rzeźbiarskiej byli Łemkowie, których pracę obserwował od dzieciństwa i która go fascynowała. Już jako mały chłopiec „dłubał” nożykiem różne formy. Uważał, że rzeźba ludowa jest pełna wdzięku i naturalizmu. W szkole zakopiańskiej zetknął się z Antonim Kenarem, również pochodzącym z Iwonicza , który uczył go rzeźby. Bardzo dobrze go wspominał: „Kenar to wspaniały człowiek i pedagog, który potrafił w człowieku rozbudzić zamiłowanie do piękna”. Razem jeździli na nartach. To wtedy złapał bakcyla do narciarstwa, w którym miał duże osiągnięcia. Wybuch II wojny światowej przerwał naukę. Władek czas wojny i okupacji spędził w rodzinnym Iwoniczu. Wykonywał protezy dla inwalidów wojennych. Dla Niemców też robił figurki, za które otrzymywał gratyfikacje żywnościowe. Jedna z figurek Matki Bożej ofiarowana oficerowi niemieckiemu zwolniła Władzia z obowiązku odśnieżania Iwonicza w 1941roku, a dla rodziny tego Niemca stała się talizmanem przynoszącym szczęście i spokój. Poinformowano o tym gości zebranych w BWA na wernisażu z okazji 90. rocznicy urodzin artysty. Wiadomość dotarła mailem z Holandii, a nadawcą była córka wymienionego Niemca.
W 1944r. kontynuował naukę w Zakopanem, a od 1946r. był już studentem krakowskiej ASP. Początkowo został zakwalifikowany do klasy prof. Popławskiego, od którego wiele się nauczył. Na roku IV mianował go swoim asystentem Ksawery Dunikowski. Po ukończeniu studiów parę miesięcy pracował przy boku prof. Szczepkowskiego i tę praktykę wspomina jako niezwykle owocną. W roku 1954 ze względu na sytuację rodzinną wrócił w iwonickie strony. Podjął pracę jako nauczyciel w Zespole Szkół Zawodowych w Miejscu Piastowym. W tym też roku ożenił się z Jadwigą, pielęgniarką, rodem spod Lwowa. Od roku 1979 współtworzył Liceum Sztuk Plastycznych w Miejscu Piastowym, którego został dyrektorem. Przyczynił się również do powstania krośnieńskiej Galerii BWA. Od roku 1982 przeszedł na emeryturę. Prowadził naukę rzeźby i rysunku w Uniwersytecie Ludowym we Wzdowie.
Uczniami byli ludzie z całej Polski, wielu wykazało się talentem i uzyskało kwalifikacje do pracy artystycznej. Sztuka Władka, bo tak o nim mówiono, miała charakter realistyczny. Inni twórcy w tym czasie odchodzili od rzeźby klasycznej do abstrakcji, impresjonizmu czy symbolizmu. On pozostał wierny rzeźbie klasycznej. Uważał, że rzeźba wymaga projektu, potem żmudnej pracy, aby jak mawiał : „nie straszyła”, a współczesność zachęca do szybkich działań i szokowania. „Dzieło artysty ma za zadanie coś przekazać, jest też formą wyrażania siebie” – tak twierdził. Nie przekonywały go prace zbyt nowoczesne, np. Hasiora czy innych artystów ekscentrycznych. Uprawiał wiele dyscyplin, począwszy od rzeźby, przez malarstwo, wyrób mebli, lutnictwo (wykonał 7 egzemplarzy skrzypiec, sam dobrze grał na skrzypcach, był samoukiem), po konserwację mebli i białej broni, wyplatał też z wikliny i słomy kapelusze itp. Potrafił konstruować niezwykłe sprzęty z drewna. W sobie tylko znany sposób zamykał w licznych dziełach tchnienie niezwykłości i nieoczywistości. Prostota, z jaką żył i tworzył, jest dziś dla nas nieprawdopodobna. Życiowo był minimalistą, ograniczał się do podstawowych potrzeb, żył bardzo skromnie, nie dbał o wynagrodzenie i zaszczyty. „Wawel”, jak mówił o swoim domu, był przykładem siedliska jakby sprzed wielu lat, jakby z poprzedniej epoki. W sensie twórczym był szczodrym dawcą – rozdawał dowody swego talentu każdemu, kto tego potrzebował. Był troskliwym ojcem dla trójki swoich dzieci, kochającym mężem dla żony, którą opiekował się do końca w jej chorobie i dobrym przyjacielem dla innych artystów i kolegów.
W pracach artysty widać jego indywidualny styl. W rzeźbie figuratywnej zaznaczona jest faktura, kompozycja jest zrównoważona, bryła zwarta. Ulubionym materiałem było drewno, w nim artysta wypowiadał się najpełniej i najdoskonalej. Rzeźby większe wykonywał w lipie, czereśni, sośnie i daglezji, często pozostawiając naturalną barwę drewna, z charakterystycznym usłojeniem. Rzadko swoje prace polichromował. Dużą grupę w dorobku twórczym stanowią postacie sportowców, uchwycone w ruchu, pełne dynamiki i ekspresji. Wiele prac początkowych czerpało ze stylu Dunikowskiego, np. „Spotkanie”, „Macierzyństwo”, „Brzemienna”. Piękną rzeźbą jest praca dyplomowa pt. „Elektromonter” z 1952roku, mało doceniana, gdyż reprezentuje styl socrealistyczny, który większości z nas źle się kojarzy. Oddzielną grupę twórczości stanowią realizacje pomnikowe. W tych pracach należy zwrócić uwagę na to, że pomnik , oprócz pomysłu, projektu i perfekcyjnego wykonania, musi uwzględniać miejsce w przestrzeni publicznej i właściwe wkomponowanie pracy w tę przestrzeń, np. sylwetka Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce, Gorlicach czy Krakowie. Dużą grupę tematyczną stanowi rzeźba religijna. Prace tego rodzaju wymagają dojrzałości, doświadczenia, ale i natchnienia. Postacie świętych, drogi krzyżowe, stiuki, stanowią wystrój wielu kościołów i kaplic, choćby tylko wspomnieć Majdan Sieniawski, Jabłonna, Szówsko, Rymanów Zdrój (dawny wystrój kościoła), Poronin, Forli we Włoszech i wiele innych. Kandefer jest autorem kilkudziesięciu prac upamiętniających pobyt Jana Pawła II w Polsce. Wielka grupa prac, bo ponad 130, to realizacje z zakresu medalierstwa. Są to realizacje trudne, ale bardzo ciekawe. Na małej powierzchni należy umieścić w sposób przejrzysty i klarowny dużo treści.
Za pracę twórczą i artystyczną, za pracę pedagogiczną oraz działalność społeczną został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką ZNP i Odznaką Zasłużony dla Województwa Krośnieńskiego.
Kandefer był człowiekiem towarzyskim. Spotykał się chętnie z wieloma ludźmi, odwiedzał szkołę, w której dawniej uczył i którą kierował. Był lubianym gawędziarzem, w ocenie merytoryczny, ale z dystansem i dużym poczuciem humoru. Bywał na przyjęciach i wernisażach. Tak właśnie go poznałam. Sympatyczny starszy pan z sumiastymi wąsami i w okularach ze słynnymi (rozpropagowanymi przez Tadeusza Sznuka z TVP) drewnianymi oprawkami. Otwarty na ludzi, przystępny, służący radą i pomocą innym. Chętnie dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem. Zawsze motywował młodych do podejmowania działań artystycznych, uzasadniając, że twórczość bardzo człowieka rozwija i uwrażliwia. Zmarł złożony wiekiem i chorobą 15 sierpnia 2016 roku. Jego doczesne szczątki spoczywają na cmentarzu w Iwoniczu. Spotkanie z tak niezwykłym człowiekiem zapada głęboko w pamięć. Rozmowy z nim coś w nas zmieniają, wyjaśniają, pozwalają odkryć jakiś aspekt rewelacji świata i ubogacają. Czuję wdzięczność, że dane mi było poznać człowieka tak wielkiego formatu.
Władysław Kandefer nie stworzył nowych trendów i wartości w historii sztuki, nie wejdzie on prawdopodobnie do panteonu wielkich twórców sztuki, ale pozostanie jedną z wielkich i ciekawych osobowości i artystów Podkarpacia. Jego dzieła są trwałym i pięknym śladem pozostawionym na Ziemi.
Składam serdeczne podziękowanie pani Halinie Józefczyk-Habrat ze Stowarzyszenia Przyjaciół Iwonicza-Zdroju za rozmowę i udostępnienie materiałów o Władysławie Kandeferze.
Małgorzata Śliwka



