Lozanski Jan„Orzeł”, „Bokser”, „Madejski”, podporucznik Polskich Sił Zbrojnych, kurier Komendy Głównej Armii Krajowej.

W miesiącu, w którym tak wiele mówi się o II wojnie światowej, chciałam zainteresować Państwa postacią Jana Łożańskiego. Dla wielu jest on zapomniany, a przecież jest to postać prawdziwa. Nie wymyślił go żaden pisarz ani scenarzysta filmowy. Łożański był, żył pięknie, choć podręczniki historii mówią o tym niewiele albo wcale. Był to bohater wielki, ale cichy –beskidzki kurier, „Orzeł” z Budapesztu. Zasługi takich jak on, w czasie wojny, niejednokrotnie decydowały o jej przebiegu, wpływały na losy nacji, rodzin czy pojedynczych jednostek ludzkich.

Jan Łożański urodził się w Posadzie Zarszyńskiej 4 II 1912 roku w rodzinie kolejarskiej. Był synem Franciszka i Franciszki z domu Czaja. Posiadał siostrę Irenę, którą Niemcy bestialsko zamordowali na początku wojny w trakcie przeprowadzonej na niego obławy. Był wszechstronnie utalentowany w zakresie różnych dyscyplin sportowych i miał do sportu zamiłowanie. Uprawiał jako młody chłopak piłkę nożną, lekkoatletykę, boks, koszykówkę i narciarstwo, osiągając liczne sukcesy. W 1933r. w Lublinie zajął II miejsce w biegu przełajowym, ustępując tylko Wiktorowi Kramkowi, medaliście Polski z lat 30-tych. W 1934r. zdobył bokserskie mistrzostwo juniorów okręgu lubelskiego i wiele innych prestiżowych osiągnięć. Był człowiekiem ambitnym, bardzo pracowitym w kwestii rozwoju osobistego. W 1934 roku zdał maturę i został zawodowym wojskowym. Brał udział w kampanii wrześniowej, w 6 Pułku Strzelców Podhalańskich. Wzięty do niewoli zdołał się wydostać i wrócić do Zarszyna. W grudniu 1939r. przedostał się na Węgry, mając zamiar udać się do Francji i wstąpić do formowanego tam, polskiego wojska. Na Węgrzech przyjął jednak propozycję służby kurierskiej. Odbył 2-tygodniowy kurs, a w styczniu 1940r. złożył przysięgę i ruszył w pierwszą trasę przez Tatry. Następne przejścia wiodły już przez Beskid Niski. Jego zadaniem było opracowanie trasy przez Beskidy i Bieszczady. Wschodnie tereny Beskidu Niskiego, obok Tatr, były terenem aktywnych działań polskiego podziemia. Łożański stworzył trasę nazwaną „Jaga ”, która zaczynała się we Wróbliku i wiodła przez Ladzin, Posadę Górną, Rymanów Zdrój, Górę Polańską, Polany Surowicze, Wolę Niżną, Jasiel, Haburę, Medzilaborce, Michalowce, Malczyce, Humenne, do Satoraljaujhely, a dalej pociągiem do Budapesztu.

Głównym punktem kontaktowym była willa „Nagłowice” w Rymanowie Zdroju. Dziś już nie istnieje, spalona została od pocisku w czasie wojny. Usytuowanie willi to dzisiejsza Zdrojowa 52. Tam stacjonował kierownik kurierów, Józef Rak ps. „Korab” oraz szef AK na cały ten rejon, Łukasz Świtalski. Należy w tym miejscu wspomnieć o niezwykłej kobiecie Franciszce Różowicz, pseudonim „Babcia”, której dom był miejscem noclegów, dożywiania i opatrywania ran kurierom. Usytuowanie tej niezwykłej chałupy znajdowało się w miejscu dzisiejszego adresu zdrojowego: Nadbrzeżna 191. Babcia Franciszka była osobą ciepłą, otwartą, ale i niesamowicie operatywną. Potrafiła porozumieć się z nacjami zamieszkującymi okolice w ich językach i była bardzo skuteczna w działaniach „odbijania” zatrzymanych polskich żołnierzy. Przeżyła wojnę i są ludzie, którzy ją zapamiętali. Trasa „Jaga” funkcjonowała pod tym kryptonimem do 1942 roku, a po reorganizacji, nieco ją przesunięto i otrzymała pseudonim „Kora”. Głównym punktem kontaktu stały się Nowosielce. Pokonywanie tras to wyprawy kilkusetkilometrowe. Po drodze głównie lasy, pola i łąki. Teren niezwykle niebezpieczny, bo na dużym odcinku odkryty, liczne patrole niemieckie i słowackie, straż graniczna, dlatego kurierzy, bo oprócz Jana było ich jeszcze ośmioro, w każdej chwili ryzykowali życiem. Nasz Orzeł przemierzył ją 45 razy. Przemycał broń, ważne informacje i dokumenty, pieniądze, zbiegłych żołnierzy, ochotników do walki na obczyźnie. Dwukrotnie był zatrzymywany przez gestapo. Za każdym razem udało mu się uciec - raz zbiegł z pociągu, drugi raz opuścił więzienie na Węgrzech uszkodzone wskutek bombardowania. Jeszcze podczas trwania wojny podjął studia w Budapeszcie jako Jan Madejski. Pod koniec wojny i po jej zakończeniu realizował zadania wynikające z kontaktów II Korpusu Andersa z konspiracją antykomunistyczną w Polsce. Przeprowadzał przez granicę m.in. gen. S. Rostworowskiego i oficerów sztabu. W marcu 1945r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy sowieckiego kontrwywiadu, ale z braku dowodów zwolniono go. Cudem przeżył i nie trafił na przymusowe „wczasy” na zauralskie ziemie. W trakcie kontynuacji studiów nadal odbywał trasy Budapeszt – Warszawa, Budapeszt – Kraków i z powrotem. W czerwcu 1946r. wymknął się Sowietom i trafił do Wiednia, a stamtąd do Ankony. I kolejne misje - przeprowadzki do Włoch rodzin generałów i różnych stopni oficerów polskich. W lipcu 1947r., dzięki pomocy konsulatu w Wiedniu, powrócił oficjalnie do Polski. Kolejna misja była prowokacją, podczas której został zatrzymany. Więziono go w Cieszynie i na Mokotowie. Przeżył wiele przesłuchań, tortur za bycie żołnierzem Armii Krajowej, a więc wrogiem Polski Ludowej. Odmówił także współpracy z UB i wyrokiem z marca 1948r. został skazany na śmierć. Karę zamieniono na 15-letnie więzienie i skierowano go do Wronek. W tym czasie bardzo chorował, m.in. na gruźlicę węzłów chłonnych. Po śmierci Stalina wniósł wniosek o rewizję wyroku i został objęty amnestią. Powrócił w 1956 roku w rodzinne strony, założył rodzinę (żona Władysława i córka Beata), pracował jako rejonowy agronom w Sanoku. Udzielał się jako trener piłki nożnej w „Sanoczance” i w „Stali Sanok”, a jako członek ZBOWiD-u wygłaszał prelekcje i pracował społecznie. Jego wspomnienia zostały opublikowane w „Roczniku Sanockim”. W 1971 roku uczestniczył w I Zjeździe Kurierów. Brał udział w organizowanych rajdach „Szlakiem kurierów beskidzkich”. Spisał wspomnienia, które zostały opublikowane po jego śmierci. Zmarł 21 czerwca 1990 roku i jest pochowany w Sanoku.

Słowa wypisane na grobowcu: „Są ludzie i czyny tak silne i potężne, że śmierć przezwyciężają, że żyją i obcują z nami na zawsze” wypowiedziane kiedyś przez Piłsudskiego, niech będą podsumowaniem tych paru informacji o chłopcu stąd, człowieku niezwykłym, nietuzinkowym sportowcu, patriocie, żołnierzu niezłomnym i uzasadnieniem do pilnej potrzeby przekazywania młodzieży takich prawdziwych historii.

Małgorzata Śliwka