Kwesta 2023 03Pokolenie seniorów, ludzi w podeszłym wieku jest drogocennym skarbem wiedzy historycznej. Zdarza się, że nie wykorzystamy tego źródła i ślad po kimś się zaciera. Czasem spóźnimy się ze swoimi zamiarami uwiecznienia kogoś czy jakiegoś wydarzenia i straty są niepowetowane. Tak jest w przypadku bohatera tego artykułu. Wiedza rodziny jest fragmentaryczna, gdyż zachowana tylko we wspomnieniach młodszego pokolenia, a żyjący dziś, najstarsi w środowisku, nie pamiętają człowieka, który był od nich o 20 lat starszy i w wieku dojrzałym opuścił okolicę. Nasz bohater nie doczekał się pełnej biografii, choć zapewne na nią zasłużył. Myślę, że należy to na miarę naszych możliwości nadrobić.

Władysław Śliwka, bo o nim mowa, urodził się w Desznie w 1919 roku. Ojcem jego był Józef Śliwka, a matką Katarzyna z Wołczańskich, mająca już syna Stanisława. We wczesnym dzieciństwie Władka jego matka zmarła i wychowywała go druga żona Józefa – Julia, z którą Józef miał jeszcze ośmioro dzieci. Tak więc nasz bohater wzrastał w rodzinie chłopskiej wśród licznego rodzeństwa.

Nie mamy żadnych wiadomości na temat jego dzieciństwa i młodości poza tym, że lubił czytać, a nauka przychodziła mu z łatwością. Kiedy wybuchła wojna, zaciągnął się do wojska i uczestniczył w walkach w różnych miejscach. Tak trafił do Francji, a kiedy ta poddała się Hitlerowi, przekroczył granicę Szwajcarii i tam pozostał. Ukończył studia i uzyskał dwa doktoraty z prawa i ekonomii. W Szwajcarii założył rodzinę, ożenił się ze swoją wielką miłością -Miriam i miał z nią dwoje dzieci; Stasia i Lusię, które w dzieciństwie odwiedzały Deszno, ale w późniejszym czasie kontakt był coraz rzadszy, aż do zaprzestania odwiedzin i coraz skromniejszej korespondencji. Przedstawiciele rodziny z Deszna byli zapraszani w odwiedziny do stryja Władysława. W ich ocenie był on człowiekiem wielce zapracowanym, ambitnym, zdyscyplinowanym, perfekcjonistą, szanującym pracę, tradycję i osiągnięcia innych. Był ciepły i serdeczny w kontaktach z rodziną i znajomymi. Dbał niezwykle o dobre wychowanie i rzetelne wykształcenie swoich dzieci, doceniał i podkreślał te wartości jako warunki konieczne na drodze do awansu społecznego.Kwesta 2023 03

Po wojnie wrócił z rodziną do Polski i osiadł w Warszawie, gdzie odbudował i wyremontował mieszkanie przy Wspólnej. Niedługo po powrocie do Warszawy Władysław otrzymał propozycję pracy ekonomisty w rządzie. W związku z tym, że znał kilka języków (ostatecznie wiadomo, że posługiwał się biegle siedmioma), otrzymał propozycję pracy dyplomatycznej. Od roku 1954 był członkiem polskiej delegacji przy Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli w Wietnamie. Prace w delegacji trwały do lat 70-tych. Od wyjazdu do Wietnamu zrodziła się pasja podróży po świecie. Wiele z nich odbył wraz z żoną. Odwiedził wszystkie kontynenty. Pełnił funkcje nie tylko korespondenta wojennego, ale również pisał reportaże i sporządzał kroniki fotograficzne. Jego pasją stało się poznawanie ludzi, ich życia, zwyczajów, trudności z jakimi się zmagają i radości jakie są ich udziałem. Opisywał też postawy ludzi w warunkach wojennych i ich trudną codzienność. Analizował ekonomiczno-społeczny kontekst historii milionów ludzi, których „jutro” było niepewne, zależne nie tylko od urodzajów, ale przede wszystkim od światowych mocarstw. W 1959 roku zaczęła się jego przygoda z Afryką. Wtedy to towarzyszył pierwszej polskiej misji oficjalnej dla Afryki zachodniej. Pracował potem dłuższy czas w tym regionie jako korespondent prasy polskiej.

Wydał kilka książek z podróży, m.in. „Podwójne życie Sajgonu”, „Harmattan i wielki deszcz”, „Ryż i dynamit” , „Świt nad Nigrem”. Napisał wiele reportaży i felietonów.

W roku 1964, na bazie, a właściwie na „ruinach”, czasopism „Chiny” i „Afryka” powołano nowy miesięcznik „Kontynenty”, do którego Władysław Śliwka pisał artykuły i którego mianowano go pierwszym naczelnym redaktorem. To on wprowadził do redakcji „Kontynentów” znaną z tandemu podróżniczego z Tonym Halikiem, Elżbietę Górską-Dzikowską, która wspomina: „nasz naczelny to stateczny, budzący zaufanie pan, dobry szef i dziennikarz, darzący zaufaniem swoich pracowników, pozwalający im na swobodę dziennikarską”. Niedługo pełnił tę funkcję. Ze względu na wyjazd na Daleki Wschód zastąpił go na tym stanowisku Leon Onichimowski.

Władysław Śliwka- Szczerbic, bo taki miał przydomek, zmarł w 1997 roku w Warszawie i tam jest pochowany. Skąd przydomek i dlaczego taki, nie wiemy, ale od początku, od czasów wojny go używał. Być może był to wojenny pseudonim. Nie ulega wątpliwości, że była to postać niezwykła. Chłopak z wielodzietnej, wiejskiej rodziny musiał mieć nie tylko wielki potencjał możliwości intelektualnych, ale też upór i wytrwałość w dążeniu do celu, jakim było osiągnięcie pozycji w hierarchii społecznej oraz w świecie nauki. Niezwykła pracowitość, ambicja w połączeniu ze zdolnościami i wyczuciem estetycznym i literackim sprawiły, że nie przeszedł przez życie nie zostawiwszy po sobie śladu. Tym, co poznawał, obserwował, zgłębiał, dzielił się w pracy literackiej. Starał się zwrócić uwagę na wiele problemów ówczesnego świata i choć jego spojrzenie na ontologię czy genezę życia nie było religijne, to zachwyt nad naturą i człowiekiem był głęboko duchowy i autentyczny. Pamiętajmy o nim, bo to przykład determinacji dążeń ku nowej, nieznanej, być może lepszej rzeczywistości. To jakby nasz rymanowski Arkady Fiedler.

Korzystałam z pozycji, których autorem jest Władysław Śliwka-Szczerbic, relacji i wspomnień pana Adama Śliwki, bratanka Władysława Śliwki-Szczerbica oraz zdjęć, które mi udostępnił. Dziękuję rodzinie państwa Adama i Barbary Śliwków za pomoc w przygotowaniu materiałów do artykułu.

Małgorzata Śliwka