30 stycznia 1930 r., w wieku 97 lat zmarł Benedykt Dybowski, chociaż urodził się w Adamarynie koło Mińska, to niemal całe swoje życie naukowe związał ze Lwowem, gdzie do dziś na Cmentarzu Łyczakowskim spoczywają jego doczesne szczątki. Kim był ten zasłużony, chociaż trochę zapomniany człowiek? Nadmienić należy, że brał czynny udział w przygotowaniu Powstania Styczniowego jako komisarz Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś. Po upadku powstania władze carskie zesłały go na 12 lat ciężkich robót na Syberii, a jego rodzinna posiadłość została skonfiskowana. Po kilku latach dzięki pomocy Wschodniosyberyjskiego Towarzystwa Geograficznego pozwolono mu osiedlić się nad Bajkałem i prowadzić tam badania. Kontynuował je jako lekarz na Kamczatce i na Wyspach Komandorskich. Leczył za darmo tubylców i dokumentował ich języki.
Na Kamczatce obszar jego praktyki lekarskiej, obejmował około 8 tys. km2 kwadratowych, Benedykt objechał go w całości, aż pięć razy. Wraz z kilkoma podległymi mu felczerami wykonał tytaniczną, nieznaną wcześniej pracę w zakresie poprawy zdrowia ludności tam zamieszkałej. Organizował doraźną pomoc sanitarną, tworzył szpitale dla ofiar epidemii tyfusu, trądu i ospy, stworzył także pierwszy na tamtych ziemiach przytułek dla trędowatych. Prowadził szeroko zakrojoną akcję humanitarną mającą na celu polepszenie bytu miejscowej ludności. Uczył nowoczesnej uprawy ziemi, stosowania nawozów, uprawiania europejskich warzyw, hodowli kóz, królików i reniferów, najczęściej osobiście finansując te działania. Przez plemiona syberyjskie zamieszkujące Kamczatkę nazywany był „Białym Dobrym Bogiem”, co chyba najdobitniej oddaje jego poświęcenie i zaangażowanie.
Badania naukowe, które prowadził na zesłaniu doprowadziły do odkrycia szeregu nowych form życia. Opisał 116 gatunków skorupiaków, odkrył 6 nowych gatunków ryb, 88 gatunków mięczaków i 9 gatunków gąbek. Chociaż formalnie przebywał na Syberii jako więzień, jego badania zostały docenione przez Towarzystwo Geograficzne w Petersburgu, które zaczęło finansować jego prace. Podczas jednej z ekspedycji niedaleko Władywostoku odkrył nowy gatunek jelenia, który do dziś nazywany jest jeleniem Dybowskiego.
W 1883 r., po 18 latach na Syberii, powrócił do ukochanego Lwowa, gdzie z marszu objął kierownictwo katedry zoologii na Uniwersytecie Lwowskim. Do Polski przywiózł niespotykane, liczące 110 tys. eksponatów, zbiory przyrodnicze, na bazie których stworzył Muzeum Zoologiczne. Warto dodać, że muzeum to istnieje do dnia dzisiejszego, co ciekawe nadal nosi imię Benedykta Dybowskiego.
W pierwszych latach niepodległej Polski został profesorem honorowym Uniwersytetów Lwowskiego i Wileńskiego, a także honorowym członkiem wielu towarzystw. Spuścizna po Dybowskim to około 170 prac naukowych poświęconych Syberii. Jego nazwisko zostało uwzględnione w nazwach 50 zwierząt.
Wielki Polak kochający swój kraj i pracujący dla niego nawet na obczyźnie, zmarł 30 stycznia 1930 roku. Po jego śmierci Józef Piłsudski wystosował do wdowy następujące słowa: „Czcigodna Pani! Z najgłębszym smutkiem dowiadując się o śmierci śp. Małżonka Jej, prof. Benedykta Dybowskiego, śpieszę wyrazić Pani mój serdeczny żal i współczucie w nieszczęściu, które ją spotyka. Piękna i czysta postać sp. prof. Benedykta Dybowskiego, jego gorący patriotyzm, który tchnął tyle ducha i wiary, oraz spuścizna naukowa, którą zostawił po sobie, stanowić będą bezcenny skarbiec ducha dla przyszłych pokoleń.”
Posłuchajmy więc Piłsudskiego, bo te przyszłe pokolenia o których pisał do żony Dybowskiego, to my. To na naszych barkach spoczywa pamięć o polskim Lwowie i Ludziach, którzy budowali jego niepowtarzalny klimat.
Krzysztof Buczek



