Być może przysłowia: „Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał” oraz „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci” nie są już tak popularne. Obecnie w języku występują inne, bardziej nowoczesne powiedzenia. Jednak te przysłowia już od dawien dawna starają się ukierunkowywać uwagę na to, jak ważne jest poddawanie refleksji procesu rozwoju psychicznego człowieka od dzieciństwa do dorosłości, szczególnie w kontekście czynników determinujących ten rozwój.
Dzieciństwo oraz adolescencja (okres dojrzewania) to czas, w którym mózg rozwija się najintensywniej i mały człowiek z łatwością (większą niż kiedykolwiek) rozwija swoje umiejętności, czy kształtuje przekonania o sobie, świecie, a także przyszłości.
Od najmłodszych lat dzieci słyszą różne przekonania powielane z pokolenia na pokolenie: „Dziewczynki są słabe, delikatne”, „Chłopcy nie płaczą, nie bądź baba!”, „Masz być taki silny jak tata”, „Jeśli nie potrafisz zrobić pierogów, jaka będzie z ciebie żona”. Trudno jest żyć, poznawać siebie, swoje marzenia, plany, powołanie, jeżeli już od najmłodszych lat słyszymy, co nam wolno, a czego nie wypada.
Dzieci chłoną, obserwują reakcje rodziców i dziadków w różnych sytuacjach społecznych. Zauważają, jak rozwiązują oni problemy oraz radzą sobie ze złością, strachem i smutkiem. Słuchają tego, co mówią do innych i o innych, a także o nich i do nich. To wszystko wpływa na to, jak będzie wyglądało ich dorosłe życie.
Wielu rodziców nie zastanawia się nad tym, jak łatwo ukształtować w dziecku dezadaptacyjne przekonania czy reakcje (np. „Świat jest niebezpieczny”, „Inni ludzie wykorzystują”, „Nie jestem wystarczająco dobry”), a ile trudu trzeba włożyć, aby zbudować swoimi postawami człowieka pewnego siebie, kochającego samego siebie i ludzi, realizującego swoje marzenia czy skutecznie radzącego sobie z niepowodzeniami pomimo wielu przeciwności losu. Posłużę się pewnym przykładem. Wielu rodziców pragnie, aby jego dziecko potrafiło wyrazić swoje zdanie, było gotowe stanowczo powiedzieć: „nie”, kiedy ktoś przekracza jego granice, ale w codziennym życiu nie bierze zdania dziecka na poważnie, np. nie pozwala mu zadecydować, czy chce pójść do cioci „na kolanko”. Uważnia wtedy potrzeby cioci, mówiąc: „bo cioci będzie przykro”, a unieważnia potrzeby własnego dziecka. W przyszłości taki uległy nastolatek rzadziej powie „nie”, bo przecież potrzeby innych są ważniejsze niż jego własne.
Dziecko, które „czuje”, że jest akceptowane tylko wtedy, gdy spełnia oczekiwania rodziców, uczy się tego, że na ciepło, przytulenie, dobre słowo, wspólnie spędzony czas musi sobie zasłużyć. Jako dorosły będzie na siebie wściekły, kiedy czemuś nie podoła. Uzna, że nie jest wystarczająco dobry. Nie może bowiem popełnić błędu (zinterpretuje go jako bezwzględną i niedopuszczalną porażkę, a nie wyzwanie, które go rozwinie i któremu podoła). Jest przekonany, że każda opinia na jego temat musi być pozytywna, w przeciwnym razie „czuje”, że nie zasługuje na uwagę. Pragnie jeszcze bardziej się starać (przestanie wypoczywać, sprawiać sobie przyjemności, realizować marzenia), bo potrzebuje akceptacji. W skrajnych przypadkach wierzy, że musi zasłużyć na wszystko, nawet na spędzenie z nim czasu. Angażuje się w toksyczne relacje. Podobnych przykładów można mnożyć.
Edyta Górniak śpiewała: „Do chmur każde drzewo się pnie. Skąd to wiedzieć masz, skoro ścinasz je?”
Jeżeli chcemy, aby nasze dziecko, wnuk czy ktoś dla nas bliski był asertywny, kochający siebie i ludzi, to dajmy mu przestrzeń, aby rozwijał się w poczuciu tego, że jego potrzeby, marzenia, emocje są ważne.



