- Szczegóły
- Odsłony: 1470
Wrzesień w historii Polski, kojarzy nam się jednoznacznie z wybuchem II wojny światowej, to właśnie 84 lata temu nasz kraj padł ofiarą niesprowokowanej, brutalnej agresji niemieckiej. Za broń chwycili wówczas nie tylko żołnierze, ale również cywile, starając się zatrzymać brunatną nawałę. Do kanonów patriotycznej postawy przeszło zachowanie kapitana Władysława Raginisa, który oddał życie pod Wizną, kapitan Henryka Sucharskiego, który dzielnie bronił Westerplatte. Również jednostki kresowe zapisały w tym tragicznym okresie złotą kartę polskiego oręża. Pozwolę sobie przypomnieć historię szlaku bojowego 49 Pułku Strzelców Huculskich z Kołomyi.
Historia jednostki sięgała początków polskiej niepodległości, żołnierze rekrutujący się z mieszkańców Karpat Wschodnich, sformowani zostali w 1919 r. w odległym francuskim Quintin w Bretanii, a następnie przetransportowani do Borszczowa k. Tarnopola. Chrzest bojowy Pułk przeszedł w trakcie wojny z Bolszewikami rok później. Chłopcy walczyli pod Dubnem, Chorupaniem i na przedpolach Warszawy skutecznie broniąc przeprawa na rzece Wkra. W okresie pokoju dyslokowani zostali do Kołomyi, gdzie jednostka wspaniale wpisała się w krajobraz kulturowy miasta. Żołnierze, w swej symbolice utożsamiali się z kulturą regionu, używając tremibitów, nosząc huculskie kapelusze oraz regionalne wyszywanki.
- Szczegóły
- Odsłony: 1563
Marianna Tyszkiewicz z domu Pietruszyńska – piosenkarka, aktorka, autorka tekstów piosenek i wierszy, tancerka. To zdanie dostępne jest dla każdego, kto szuka informacji o Hance Ordonównej. Zdanie banalne, lakoniczne, ukazujące Mariannę jako osobę związaną zawodowo ze sceną. Dla niej jednak scena to była nie tylko profesja, to było powołanie, cały sens jej życia. Data urodzin nie jest jedna i nie była stała. Podawała ją w zależności od okoliczności i potrzeb. Był to prawdopodobnie rok 1902, 1904, a może nawet 1900. Przyjmuje się 4 VIII 1902, miasto Warszawa, w rodzinie kolejarza. Za zgodą ojca, który ciężko na to pracował, od wczesnego dzieciństwa uczęszczała do szkoły baletowej. Debiutowała jako nastolatka w teatrzyku rewiowym „Sfinks”. Po kilku latach wyjechała do Lublina, gdzie występowała w teatrze "Wesoły Ul". Tam zakochała się w Januszu Sarneckim. Podjęła wysiłek uzupełniający braki w wykształceniu. Pasjami pogrążała się w lekturze literatury pięknej i uczestniczyła w kursach przy lubelskim gimnazjum. Wprawdzie stanowili z Sarneckim jakiś czas parę, ale jej miłość była nieodwzajemniona. Z tego powodu podjęła nieudaną próbę samobójczą, której ślad, w postaci blizny na czole, zakrywała umiejętnie kapeluszami. Wielokrotnie zmieniała miejsce zamieszkania i zatrudnienia. Ostatecznie w 1920r. wyjechała do Lwowa – kabaret Bagatela, a później do Wilna, gdzie grała m.in. w teatrze „Lutnia”. Dzięki protekcji znanej i ekscentrycznej poetki Zofii Bajkowskiej, która udzieliła jej wsparcia lokalowego i finansowego, wystąpiła na deskach kabaretu Qui Pro Quo. Tam spotkała Fryderyka Jarosego, który stał się jej kolejną miłością i kierownikiem artystycznym. Dzięki Jarosemu stała się artystką dojrzałą, z ukształtowanym stylem scenicznym.
Czytaj więcej: Miłość wybaczyła jej wszystko - Hanka Ordonówna
- Szczegóły
- Odsłony: 1782
Nazwa miejscowa Posada została przeze mnie szerzej omówiona przy ojkonimii Rymanowa. Przypomnę tylko, że jest to jedna z najstarszych nazw w regionie i łączy się ją ze staroruskim wyrazem posad ‘podgrodzie, przedmieście’. Posada Górna do lat sześćdziesiątych XIX w. miała oficjalną nazwę Posada Wyżna, a odpowiadała jej wówczas po drugiej stronie Rymanowa Posada Niżna.
Wieś jest typową podgórską łańcuchówką. Oznacza to, że zabudowa ciągnie się wzdłuż doliny i pierwotnie składała się z kilku lub kilkunastu skupisk zagród (jak ogniwa łańcucha), między którymi były przerwy bez domów. W bardziej odległej przeszłości te zespoły chat były mniejsze, a przestrzenie między nimi dużo większe. W każdym takim skupisku mieszkali ludzie wywodzący się najczęściej z jednego rodu, na co wprost wskazują niektóre ich nazwy. W przypadku Posady Górnej, która pierwotnie ciągnęła się od Rymanowa aż po samo Deszno, można wyróżnić następujące części: Pod Okopiskiem, Górka, Młyn, Do Bocza, Leśniczówka, Dziubówka, Koło Malowanki, Osiek, Proboszczówka, Berdelówka i Kuczwarówka. Nazwy dwóch ostatnich, odnoszące się do fragmentów zabudowy w granicach obecnego Rymanowa Zdroju, nawiązują wprost od występujących tam nazwisk.
Dziubówka to grupa domów poniżej domu ludowego i między drogą główną a rzeką. Mój tato - Stanisław - opowiadał, że to gniazdo rodziny Krukar. Prawdopodobnie pierwszy osadnik o takim nazwisku przybył tu z Klimkówki i miał chatę w miejscu, gdzie obecnie mieszka rodzina Szul (pierwotnie Krukar, przydomek Jegier - określenie związane ze służbą w wojsku austriackim). Ród Krukarów rozrastał się. We wsi była tradycja, że gospodarstwo po ojcu przejmował syn. Sytuacja taka wymuszała stosowanie dodatkowej identyfikacji - tworzenie przezwisk, np. Dziuba, Kureczka, Chima, Zajączyk, Pawluncio, Pó(ł)ćwiartek, Jegier, Pilanek, Kociaba, Piekarz. Dzisiaj nie wiemy, kiedy one dokładnie powstały. Prawdopodobnie najstarszymi z nich są dwa pierwsze, a najmłodsze dwa ostatnie. Rzekomo linię Krukarów z bardziej spolegliwym temperamentem nazywano Kureczkami, a innych, bardziej żywych, Dziubami.
Czytaj więcej: Posada Górna nazwami opowiedziana. Część 1. Ojkominy: części Posady Górnej
- Szczegóły
- Odsłony: 1452
W Rymanowie 29 lipca 1898 roku urodził się Izaak Izydor Rabi (Isaac Isidor Rabi). Był synem krawca Dawida Rabiego i Janet z domu Teig. Cztery lata po jego urodzeniu rodzina przeniosła się do Stanów Zjednoczonych, gdzie zamieszkała w Nowym Jorku. Studiował chemię na Cornell University, gdzie w 1919 roku uzyskał tytuł bakałarza chemii. Po trzech latach podjął dalsze studia w zakresie fizyki na uniwersytetach: Cornell i Columbia. Mając 29 lat otrzymał tytuł doktora fizyki a w 1937 roku tytuł profesora. W 1940 roku został dyrektorem Instytutu Promieniowania.
W latach 1940 – 1945 kierował grupą naukowców pracującą w Massachusetts Institute of Technology nad konstrukcją radaru. Jego najważniejszym dokonaniem naukowym było opracowanie rezonansowej metody obserwacji właściwości magnetycznych jąder atomowych pozwalającej w latach późniejszych na powstaniu rezonansu magnetycznego. Za te osiągnięcie w 1944 roku otrzymał nagrodę Nobla. Posiadał najwyższe odznaczenie amerykańskie za zasługi dla kraju podczas II wojny światowej oraz francuską Legię Honorową. Był doradcą prezydenta D. Eisenhowera do spraw nauki. Jest autorem wielu prac z zakresu fizyki jądrowej, mechaniki kwantowej i magnetyzmu. W 1971 roku odwiedził swój rodzinny Rymanów. Jego żoną w 1926 roku została Helen Newmark, z którą miał dwie córki.
Zmarł 11 stycznia w 1988 roku w Nowym Jorku mając 90 lat. Noblistę upamiętnia tablica na budynku Szkoły Podstawowej w Rymanowie. Latem 2019 roku jego rodzina w osobach córki Margaret i czworga wnucząt odwiedziła Rymanów.
Tekst Rafał Głód
- Szczegóły
- Odsłony: 1447
Na obszarze Rymanowa występuje kilkadziesiąt nazw terenowych, które odnoszą się do wzgórz, pól i dróg. Znaczenie zdecydowanej większości z nich jest dla nas zrozumiałe, np. Pierwsza Góra, Druga Góra i Trzecia Góra w Łazach, Księże (pole) przy drodze do Sanoka, Droga Lorencowa, Droga Szepieńcowa w zachodniej części Posady Dolnej.
Toponimy, czyli nazwy terenowe, ze względu na zawartą w nich treść dzieli się na kilka grup semantycznych (znaczeniowych), np. nazwy topograficzne - opisujące teren, np. Stroma, Młaki, Wielkie Łąki, nazwy dzierżawcze - mówiące o przynależności obszaru do jakiegoś właściciela, np. Pulnarówka, Gaździkówka, Rabinówka, Lepietówka, Pańskie, Księże, nazwy kulturowe - nawiązujące do działalności człowieka w terenie, np. Stawki, Szubieniczna, Rajszule, Barbarka.
W niniejszym tekście ograniczam się do zaprezentowania kilku ciekawszych toponimów, których treści dzisiaj już nie rozumiemy lub w które wpisały się jakieś wydarzenia z przeszłości Rymanowa.
Czytaj więcej: Rymanów nazwami opowiedziany. Część 5. Nazwy terenowe
- Szczegóły
- Odsłony: 1476
8 VII obchodzimy w kalendarzu liturgicznym święto Jana z Dukli. Jest to postać związana mocno z naszym regionem, choć coraz częściej, szczególnie wśród młodszego pokolenia, pomijana w pamięci historycznej. Jan posiada tytuł patrona Korony i Litwy oraz miasta Lwowa, nadany przez papieża Klemensa XII oraz tytuł patrona archidiecezji przemyskiej. Duklan żył 600 lat temu. Urodził się w rodzinie mieszczańskiej w Dukli, stąd jego przydomek. Jego ojciec był prawdopodobnie piekarzem i wg tradycji to dawało małemu Jasiowi możliwość obdarowywania chlebem potrzebujących. W szkole parafialnej był niezwykle zdolnym uczniem, co zmotywowało proboszcza do wysłania go na dalsza naukę, a w konsekwencji na studia do Krakowa. Tam poznał Jana Kantego. Tenże zadziałał jako doradca, co do drogi dojrzałego życia Jana, kiedy ten porzucił studia i udał się na pustelnię. Początkowo żył w jaskini na górze Zaśpit, a później na Cergowej. Motywacją jego odosobnienia było rozeznawanie powołania. To tam odnalazł go Kanty i nakazał powrócić na studia. Jan ukończył naukę i złożył śluby zakonne. Został, dzięki swoim zdolnościom i wiedzy, kaznodzieją, a potem bardzo szybko przełożonym w Krośnie, a po kilku latach został przeniesiony do Lwowa na stanowisko kustosza- przełożonego okręgu lwowskiego. Świadczyło to o jego wysokiej pozycji w zakonie. Zasłynął jako znawca duszy ludzkiej; był znakomitym spowiednikiem i wielogodzinnym sługą konfesjonału. Ludzie przychodzili do niego szukać umocnienia i porady. Sławę przyniosły mu również jego kazania i katechezy, które najczęściej wygłaszał przed wejściem do kościoła, aby mogli ich słuchać wierni różnych obrządków. Marzeniem Jana była zmiana zgromadzenia na surowsze. Rodzaj zakonu wybierało się raz w życiu, a jego opuszczenie było traktowane jak dezercja z wojska. Na polskiej scenie kaznodziejskiej pojawił się, na zaproszenie króla Kazimierza Jagiellończyka i biskupa Oleśnickiego, Jan Kapistran. Był on założycielem nowej, surowszej gałęzi franciszkanów. Byli to obserwanci, zwani popularnie bernardynami. Duklan, porwany ich gorliwością złożył prośbę do przełożonych o możliwość pójścia do braci z nowego zgromadzenia. Wskutek nieporozumienia między nadawcą pisma a przełożonym, Jan złamał zasadę, zmienił zakon, posiadając na to zgodę, w roku 1463. U Bernardynów spędził jeszcze wiele lat życia. Zostawił po sobie zbiór kazań, których niestety nie odnaleziono.
Czytaj więcej: Jan zwany Duklanem - teolog, pustelnik, lekarz dusz
- Szczegóły
- Odsłony: 1486
Antoni urodził się 23 XI 906r. w Iwoniczu, w niezamożnej rodzinie. Matka – Franciszka z Jarocińskich była pokojówką na dworze Załuskich, osierociła go, gdy miał 3 lata. Ojciec – Szymon był robotnikiem naftowym. Wychowaniem Antka zajmowała się babcia. Ukończył w Iwoniczu szkołę ludową i jako młody chłopiec terminował u stolarza. W wieku lat 15 wyjechał do Zakopanego, gdzie w 1925r. ukończył jako rzeźbiarz ornamentalny Państwową Szkołę Przemysłu Drzewnego. Jego nauczycielem i mistrzem był Karol Stryjeński. Łączyła ich wielka zażyłość poprzez miłość do rzeźby i taternictwo. W tym czasie niewielu było wspinaczy górskich. Kenar był jednym z nich, przy czym nie zdobywanie szczytów go satysfakcjonowało, ale obcowanie z przyrodą i pięknem w samotności (często oddalał się od grupy i znikał na długo). Jego towarzyszami wypraw byli Bronisław Czech, Józef Krzeptowski, bracia Żuławscy, siostry Skotnicówne. Zawsze stanowił centrum towarzystwa. Wysoki, zgrabny, silny, utalentowany, małomówny, o wyraźnie oddziałującej sile charakteru. Tatry były dla niego miarą stosunku do świata. Świetnie mówił gwarą, przyjaźnił się i muzykował z góralami, a Karol Stryjeński stworzył o nim legendę. Posiadał znakomity instynkt wspinacza, obcował z górami na zasadzie absolutnej wolności. Taternictwo stało się dla chłopaka z ubogiej rodziny również drogą awansu społecznego. Antoni został wprowadzony do rodziny Stryjeńskich. Przez lata zyskał status członka tejże rodziny. Mimo trudnej sytuacji finansowej (pomoc z domu była skromna, szczególnie po śmierci ojca w 1924r., zasiłki Bratniej Pomocy i nagrody stanowiły sporadyczne przypływy gotówki) ukończył studia w Warszawie na ASP na Wydziale Rzeźby. Wspominał w notatkach noce spędzone w starej szafie na strychu lub pod mostem Poniatowskiego. Żywił się często tylko ogórkami i śledziami. „Za pan brat z głodem i chłodem, całe dnie spędzał w Akademii” - tak pisał prof. Jastrzębowski. Wymieniony z nazwiska profesor miał duży wpływ na sztukę Kenara. Z córką profesora ożenił się, jednak małżeństwo przetrwało niedługo, a definitywnie rozdzieliła je wojna. W 1932r otrzymał wyróżnienie w kategorii rzeźby w olimpijskim konkursie sztuki w Los Angeles. W 1938 wrócił do Zakopanego.
- Szczegóły
- Odsłony: 1491
„Aby pamięć powróciła do tych, co zapomnieli,
a pozostała wśród tych, co pamiętają”
Stanisław Lorenc urodził się 19.01.1920 r. w Łazach k. Rymanowa. 21 września 1939 roku, jako młody żołnierz kampanii wrześniowej, dotarł do Przełęczy Tatarskiej przy granicy z Węgrami. Przełęcz położona nad dopływem Prutu była miejscem, przez które udawali się na Węgry polscy uciekinierzy wojenni. Tym szlakiem, kilka dni wcześniej, przeszedł na Węgry Stanisław Vincenz, który w książce „Dialogi z sowietami” pisał: „Raniutko 18 września znaleźliśmy się na granicy węgierskiej, na przełęczy zwanej od wieków Tatarską. Tam nad dopływem Prutu teren wznosi się łagodnie, góry i połoniny łaskawie zniżają się i rozszerzają w naturalną bramę, jak gdyby chciały przepuścić zbiegów bez trudu. Od wieków przełęcz Tatarska ułatwiała ucieczkę na Węgry. I oto my wszyscy na przełęczy Tatarskiej, jak za dawnych czasów”.
Obaj Stanisławowie, uchodźcy różniący się wiekiem i bagażem doświadczeń życiowych, wtedy nie wiedzieli, że ojczystą ziemię żegnają na zawsze. Stanisław Lorenc został internowany na Węgrzech, ale nie pogodził się z klęską kampanii wrześniowej. W autobiografii wspominał „… na przełęczy Tatarskiej nasz porucznik przedstawił nam dwie możliwości: pierwsza, że możemy wrócić do domu, a druga, że możemy przejść przez granicę i zostać internowanymi na Węgrzech. Zdecydowałem się na internowanie. Pięć godzin później znaleźliśmy się w miasteczku Komarom. Tutaj uświadomiłem sobie, że nie byliśmy jedynym oddziałem, który przeszedł przez granicę. Na ogół byliśmy dobrze traktowani przez węgierskich wojskowych. Otrzymywaliśmy trochę kieszonkowego, za które mogliśmy kupować nieco artykułów pierwszej potrzeby w wojskowej kantynie. Następnie władze węgierskie umożliwiły nam dotarcie do Belgradu. Tu spędziłem tydzień przed wyruszeniem do Aten, skąd naszym słynnym liniowcem m/s Batory dopłynąłem do Bejrutu. Zostałem żołnierzem Brygady Strzelców Karpackich”.



