- Szczegóły
- Odsłony: 480
Jeszcze do niedawna niewiele osób wiedziało, że w latach 1937–1938, w samym sercu Związku Sowieckiego, doszło do planowej eksterminacji setek tysięcy Polaków. Operacja Polska NKWD – tak określają ją historycy – była jedną z największych akcji ludobójczych w Europie przed II wojną światową. Jej inicjatorem i głównym architektem był Nikołaj Jeżow, szef NKWD i prawa ręka Stalina w czasach Wielkiego Terroru.
Pod koniec lat 30. Józef Stalin widział w Polakach nie tylko mniejszość narodową, ale przede wszystkim „piątą kolumnę” rzekomo działającą na rzecz II Rzeczypospolitej. Oficjalnym pretekstem do ludobójstwa stała się walka z „polskim szpiegostwem” – paranoiczna wizja, że każdy Polak w ZSRR może być agentem. Na tej podstawie 11 sierpnia 1937r. Jeżow podpisał rozkaz operacyjny nr 00485, który przewidywał masowe aresztowania i fizyczną eksterminację Polaków zamieszkujących terytorium ZSRR.
Czytaj więcej: Z Kresów. Zapomniana zbrodnia - Operacja Polska NKWD
- Szczegóły
- Odsłony: 491
Jan Wyżykowski, wybitny inżynier i geolog, bez którego nie byłoby dzisiejszego Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi, urodził się 31 marca 1917 roku w Haczowie. Szkołę podstawową ukończył w rodzinnej miejscowości, a następnie kontynuował naukę w Rozwadowie i Krakowie, gdzie w roku 1936 zdał maturę w Liceum im. Jana III Sobieskiego. Po maturze pobierał lekcje śpiewu u profesora Bronisława Romańszyna, jednak choroba gardła uniemożliwiła mu dalszą edukację muzyczną. Rozpoczął więc studia na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, które przerwała II wojna światowa. Po jej zakończeniu rozpoczął wyższe studia na krakowskiej AGH. Od 1947 roku pracował w Bytomskim Zjednoczeniu Przemysłu Węglowego, gdzie zbierał materiały dotyczące technologii i przeróbki węgla kamiennego. W 1950 roku uzyskał stopień magistra inżyniera nauk technicznych. W latach 1951-1954 prowadził badania w niecce śród sudeckiej w okolicach Kamiennej Góry. Dnia 23 marca 1957 roku w rejonie wioski Sieroszowice natrafił na warstwy miedzi. Na głębokości ponad 655 metrów odkryto warstwę rudy o zawartości 1,4 % miedzi. Cztery wydobyte rdzenie zostały przewiezione do Państwowego Instytutu Geologicznego, gdzie przeprowadzone badania potwierdziły obecność miedzi. To odkrycie zapoczątkowało historię Zagłębia Miedziowego. W 1959 roku Jan Wyżykowski udokumentował największe w Europie złoża rudy miedzi w okręgu Lubin-Sieroszowice. Warto zaznaczyć, że o tych złożach wcześniej wiedzieli Niemcy, jednak po zakończeniu II wojny światowej nie zdążyli penetrować terenów miedziowych. W 1965 roku na podstawie napisanej dysertacji „Zagadnienie miedzionośności cechsztynu na tle budowy geologicznej strefy przed sudeckiej”, uzyskał stopień naukowy doktora nauk przyrodniczych. Dzięki Janowi Wyżykowskiemu, pochodzącemu z małej podkarpackiej wioski Haczów, rozpoczęła się praca jednej z największych polskich firm z branży miedzianej na świecie. Choć Kombinat Górniczo - Hutniczy Miedzi został oficjalnie powołany w 1961 roku, badania przeprowadzone przez Wyżykowskiego stały się fundamentem przyszłego rozwoju spółki. Mimo że na początku swojej drogi życiowej odkrywca interesował się śpiewem, jego przyszłość, z powodu choroby gardła, obrała zupełnie inny kierunek. Dorobek naukowy Jana Wyżykowskiego obejmuje około 30 prac publikowanych oraz 20 archiwalnych. Był wielokrotnie nagradzany prestiżowymi wyróżnieniami. Zmarł w Warszawie 31 października 1974 roku i został pochowany na warszawskich Powązkach.
Zygmunt Pelczar
- Szczegóły
- Odsłony: 468
Klimkówka - cicha i ustronna wioska, a jednak znana w szerokim świecie, gdyż tutaj na Podkarpaciu urodził się 6 lutego w 1865r. wielki duchowny, uczony, filozof, ks. Profesor Kazimierz Wais, który jak nikt inny, rozsławił rodzinną miejscowość. To ona wysłała go w daleki świat. Do Klimkówki Ksiądz Profesor często jednak powracał, aż wreszcie wrócił na zawsze. Ten wybitny kapłan urodził się w 1865r. w Klimkówce, wsi położonej między Rymanowem Zdrojem i Iwoniczem Zdrojem jako syn rolnika i cieśli Floriana Waisa i Marii Bigos. Gimnazjum ukończył w Jaśle, a studia teologiczne w Seminarium Duchownym w Przemyślu w latach 1885- 89. Wyświęcony na kapłana 21 VII w 1889r.pracował jako wikariusz w Gorlicach, Łańcucie i Przemyślu. Później wyjechał na studia filozoficzne najpierw do Innsbrucku, a potem do Rzymu na Uniwersytet Gregoriański, gdzie w 1894r. uzyskał doktorat z filozofii. W tym też roku wyjechał do Lowanium, by zapoznać się głębiej z filozofią neoscholastyczną pod kierunkiem Desire Merciera.
Od 1 X 1895r. wykładał filozofię w Seminarium Duchownym w Przemyślu. W 1897r. został mianowany profesorem filozofii chrześcijańskiej. W 1908r. proponowano mu kanonię w kapitule przemyskiej, ale wybrał katedrę filozofii na Wydziale Teologicznym we Lwowie. Wykładał tam filozofię i teologię fundamentalną. W roku akademickim 1917- 1918 był rektorem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Pracował tam 20 lat. W roku 1923 Episkopat Polski proponował mu stanowisko rektora KUL, którego nie przyjął. W grudniu 1927r. wskutek choroby zaprzestał wykładów, a w kwietniu w 1928r. osiadł w rodzinnej Klimkówce, w swoim domu zwanym ,,Księżówką”, gdzie kontynuował pracę pisarską, poszerzając swój ogromny dorobek. Zmarł w Klimkówce w 1934r. i tam został pochowany. Ks. Kazimierz Wais jest autorem wielu prac naukowych, podręczników akademickich, rozpraw i artykułów ze wszystkich prawie dziedzin filozofii. Na jego akademickich podręcznikach kształcił się m.in. młody Karol Wojtyła, który tak to wspominał:,, Ks. Kłósek dał mi Waisa i kazał z niego zdać egzamin. Ale ja nie mogłem sobie z nim poradzić. I nieraz dosłownie płakałem nad tą książką. Dopiero po dwóch miesiącach zacząłem coś rozumieć. W końcu otworzył mi się cały świat (…). Ukazał mi się nowy sposób podchodzenia do rzeczywistości.”
- Szczegóły
- Odsłony: 459
Przymiarki ze względu na swoje walory widokowe i łatwą dostępność są najbardziej popularnym wzniesieniem w okolicy Rymanowa Zdroju. Wznoszą się w grzbiecie między dolinami Taboru i Lubatówki, który w szczycie Hnatkowskiego Wierchu (649 m) nad nieistniejącą wsią Kamionka wiążę się z jednym z ważniejszych wododziałów w regionie, rozdzielającym dorzecza Wisłoki i Wisłoka. Wododział ten odchodzi od głównego grzbietu Karpat w szczycie Kanasiówki (Baby) na północny zachód i biegnie przez Jahryska, gniazdo Jawornika, Popową Polanę po wzgórza między Lubatową a Jasionką. W dorzeczu Wisłoki pozostaje Jasiołka, a wymienione już Lubatówka i Tabor są dopływami Wisłoka.
Te ważne linie orograficzne w przeszłości kształtowały przebieg głównych dróg. Ówczesna droga z Dukli do Jaślisk wiodła przez Jasionkę w stronę Szklar, gdzie łączyła się z traktem Rymanów - Węgry. Dzisiaj nawiązują do niej nazwy terenowe: Ruskie Gościńce w Jasionce oraz Drożyska nad górną Lubatową. Mieszkańcy Kamionki czy Zawadki kierowali się do Rymanowa działem między Bałucianką a Lubatową i dalej przez Przymiarki w stronę Kalwarii. Przy drodze tej pod Mogiłą stała żydowska karczma, której ślady są ciągle widoczne. Odcinki tej trasy mają różne lokalne określenia. Na wysokości Posady Górnej - Gościniec, na zachodnim stoku Mogiły - Lubatowska Droga, a od Przymiarek po Szklarską - Na Kamień. Ostatnią z nazw podał mi i objaśniał w 2023 r. Władysław Zając z Lubatowej: „Tą drogę nazywali Na Kamień, bo prowadzi od kamiennej kapliczki [pod Przymiarkami] do kamiennej kapliczki [na Szklarskiej]. Mówili, że przy tych kapliczkach stali kiedyś [pojedynczo] żołnierze i jeden drugiego zastrzelił”. Obie kapliczki są podobne - mają kształt czworokątnego, wysokiego słupa, który wieńczy metalowy krzyż. Obiekt pod Przymiarkami znajduje się na granicy Lubatowej i Bałucianki, około 770 m na południowy zachód od wiaty na grzbiecie. Według relacji Stepana Kyszczaka, byłego mieszkańca ostatniej z wymienionych wsi, był to „Chrest swobody”, czyli że tu zakopano pańszczyznę. W przewodniku „Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej” (2015 r., s. 116) przeczytamy, że: „Dla uczczenia pamięci walczących w latach 1914 - 1915 ustawiono [...] na granicy Bałucianki i Lubatowej kamienny krzyż”. Ta informacja nie może być prawdziwa, gdyż sygnaturę krzyża w tym miejscu znajdziemy już na mapach austriackich z drugiej połowy XIX stulecia. Kapliczka na Szklarskiej pochodzi prawdopodobnie z XVII w. Jest zaznaczona na mapie Mieg`a z lat 1779-83. Dziesiątki razy przemierzałem opisywaną trasę, ale dopiero po relacji W. Zająca zwróciłem uwagę na fakt, że kapliczki „wzajemnie się widzą”.
- Szczegóły
- Odsłony: 484
13 lipca 2025 r. – 82. rocznica apogeum zbrodni na Wołyniu
W letni poranek 11 lipca 1943 roku, podczas katolickiego święta – niedzieli – na Wołyniu rozegrała się jedna z najtragiczniejszych kart w historii stosunków polsko-ukraińskich. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), wspierana często przez miejscową ludność, przeprowadziła skoordynowany atak na blisko 100 polskich miejscowości. „Krwawa Niedziela” – jak nazwano ten dzień – stała się symbolem rzezi wołyńskiej, brutalnego ludobójstwa na ludności polskiej, a tym roku uznana została za święto państwowe.
Celem zbrodni było całkowite usunięcie Polaków z Wołynia i Małopolski Wschodniej. Ofiary były mordowane w sposób niewyobrażalnie okrutny – cięte siekierami, palone żywcem, rozrywane końmi. Napady rozpoczynały się zazwyczaj w czasie mszy świętej, kiedy ludność była zgromadzona w kościołach, bezbronna.
Historycy szacują, że tylko 11 lipca 1943 roku zginęło od 8 do 12 tysięcy Polaków. W całej rzezi wołyńsko-galicyjskiej liczba zamordowanych może sięgać nawet 100 tysięcy.
Ci, którym udało się przeżyć, często do dziś noszą w sobie niewyobrażalną traumę. Jedną z nich jest pani Stanisława Wiśniewska, w chwili zbrodni dziewięcioletnia dziewczynka z kolonii Parośla: „Obudziliśmy się nad ranem, usłyszeliśmy strzały i krzyki. Ojciec wybiegł z domu, żeby zobaczyć, co się dzieje. Już nie wrócił. Mama schowała mnie i siostrę pod sianem w stodole. Z tej kryjówki widziałam, jak nasi sąsiedzi ginęli – ci, których jeszcze wczoraj widziałam w kościele…”
Pan Henryk Kowalczyk, dziś mieszkający w Lublinie, jako dziecko stracił całą rodzinę: „Uciekaliśmy przez las, boso, głodni, przerażeni. Mama niosła brata na rękach, kiedy nagle padł strzał. Zginęła na miejscu. Mnie uratowała ukraińska sąsiadka, która ukryła mnie w piwnicy. Gdyby nie ona, nie byłoby mnie dziś tutaj.”
- Szczegóły
- Odsłony: 641
Opowiadam Państwu w tym cyklu o ludziach niezwykłych, w jakiś sposób związanych z naszym regionem. Były to osoby zasłużone dla nauki, kultury, duchowości religijnej i patriotycznej, czy znaczące dla rozwoju lokalnej społeczności. Przyszła pora i na takich ludzi, którzy wybili się na wysokie stanowiska państwowe. Zawsze wtedy zastanawiam się nad motywami ich działań. Czym kierowali się w podejmowaniu życiowych wyborów i ważnych decyzji. Czy na życie ludzkie składają się bardziej uwarunkowania środowiskowe, wychowanie czy predyspozycje psychofizyczne? A może jedno i drugie decydowało w przypadku wyboru drogi życiowej człowieka, o którym dziś piszę, człowieka niezwykle kontrowersyjnego.
Władysław Gomułka urodził się w Białobrzegach, aktualnie dzielnica Krosna, w 1905 roku, w rodzinie robotniczej Jana i Kunegundy. Edukację zakończył w wieku 12 lat, potem kształcił się zawodowo – został ślusarzem. Początkowo jego działalność lewicowa (PPSlewica) była nacechowana antypaństwowo, powodowała ciągłe zatargi z władzami kraju. Działał w organizacjach związkowych, w KPP, której działalność była wtedy nielegalna, a potem w PPS. W 1932 roku podczas strajku w Łodzi dostał ciężką ranę postrzałową w nogę, po której pozostał mu niedowład. Wtedy został skazany na 4 lata więzienia za próbę „zmiany przemocą ustroju państwa polskiego”. Po 2-letnim pobycie wyjechał do ZSRR, gdzie się leczył i uczył w Międzynarodowej Szkole Leninowskiej. Przeszkolenie wojskowe prowadził wówczas Karol Świerczewski. W 1936 roku pełnił funkcję sekretarza Komitetu Okręgowego KPP w Katowicach. Za organizowanie strajków i działalność wywrotową został skazany na więzienie, z którego uciekł do Warszawy, a potem na tereny okupowane przez Związek Radziecki. Po agresji Niemiec na ZSRR powrócił w rodzinne strony, do Krosna, aby organizować komórki PPR na Podkarpaciu. Wykazywał wielkie „parcie” do władzy. W 1941 został wybrany do zorganizowania komunistycznego podziemia w okupowanej Polsce, ale już po dwóch latach Kreml mocno go skrytykował za dążenie do uzyskania pewnej niezależności decyzyjnej.
Czytaj więcej: Krośnianin, o którym było głośno w Polsce Ludowej
- Szczegóły
- Odsłony: 629
Wernejówka to dawna osada łemkowska w zakolu Wisłoka powyżej Puław. Administracyjnie była to część wymienionej wsi, chociaż niektóre źródła łączą ją z Polanami Surowicznymi. Przysiółek przestał istnieć po wysiedleniu miejscowej ludności w kwietniu 1946 r. Dziś jest tu tylko jedno gospodarstwo, o którym było głośno w 2008 r., kiedy z rąk ówczesnego właściciela zginęło dwóch mężczyzn.
Wernejówka powstała jako wieś królewska w 1559 r. Nazwa osady pochodzi od nazwiska (przydomku) Wernej, które występowało wśród rusińskiej ludności Odrzechowej. W XIV - XVI w. Odrzechowa była ważnym ośrodkiem kolonizacyjnym. Z niej pochodzili osadnicy, którzy przygotowywali teren pod wsie zakładane na surowym korzeniu w dolinie górnego Wisłoka. Etymologia ludowa wiąże nazwę Wernejówka z ukraińskim słowem wernuły ‘wrócili’. Rzekomo w średniowieczu mieszkańcy wsi zostali uprowadzeni w tatarski jasyr, z którego szczęśliwie powrócili do swoich chat.
Mapa topograficzna WIG z 1938 r. mówi, że w przedwojennej Wernejówce było 20 zagród. Zabudowa ciągnęła się wzdłuż drogi wiejskiej, która do dziś zachowała się na prawym, niskim brzegu Wisłoka. Powyżej i poniżej dawnych domów przechodziła ona na drugą stronę rzeki. Utrudniało to dostęp do wsi przy wyższych stanach wody na Wisłoku.
W takich przypadkach jedyne połączenie zapewniała droga wiodąca prawym brzegiem na północ i łącząca się z trasą od Polan Surowicznych w pobliżu dzisiejszego mostu na Wisłoku.
- Szczegóły
- Odsłony: 645
13 czerwca 2025 r. była 115. rocznica jednego z najbardziej symbolicznych wydarzeń w historii polskiego oręża — szarży ułanów II Brygady Legionów Polskich pod Rokitną. To nie tylko opowieść o taktycznym epizodzie frontu wschodniego I wojny światowej — to przede wszystkim historia odwagi, męstwa i gotowości do najwyższej ofiary za nieistniejącą wtedy jeszcze na mapie ojczyznę.
W słoneczny poranek 13 czerwca 1915 roku, pod wsią Rokitna na Bukowinie, 2. szwadron 2. Pułku Ułanów pod dowództwem rotmistrza Zbigniewa Dunin-Wąsowicza otrzymał rozkaz wykonania frontalnej szarży na silnie ufortyfikowane pozycje rosyjskie. W dolinie przecinającej wzgórza czekały na nich okopy, zasieki i gniazda karabinów maszynowych.
Mimo pewności, że misja może skończyć się śmiercią, nikt z ułanów nie cofnął się przed rozkazem. Jeden z uczestników szarży, wachmistrz Henryk Szeptycki, tak wspominał ten moment:
„Patrzyliśmy po sobie w milczeniu. Wiedzieliśmy, że jedziemy w ogień, z którego wielu z nas nie wróci. Ale żadnego nie opuściła odwaga. Nawet młodzi chłopcy śmiali się cicho, poprawiając ostrgi.
”Szarża ruszyła o godzinie 9:00. Polscy kawalerzyści przebili się przez trzy linie rosyjskich okopów. Ułani walczyli wręcz, na bagnety i szable, zaskakując nieprzyjaciela. Jednak ogień karabinów maszynowych zebrał krwawe żniwo. Z 64 kawalerzystów poległo 17, wielu zostało rannych. Zginął też dowódca — rotmistrz Zbigniew Dunin-Wąsowicz.



