Wisloczek 12Gdy zapytałem we wrześniu 2013 r. pana Stefana Holutiaka z Pastwisk o dawnych mieszkańców doliny Wisłoka, wysiedlonych po II wojnie światowej na Ukrainę, opowiedział krótkie wydarzenie: „Wracałem kiedyś do domu od mogiły w Rudawce Rymanowskiej, którą opiekuję się od lat. Była jesień i robiło się już ciemno. Minął mnie samochód, a potem się zatrzymał. Gdy podszedłem, zauważyłem, że ma ukraińskie numery rejestracyjne. Kierowca powiedział, że mnie podwiezie. W środku była rodzina spod Tarnopola. Wracali z Wisłoczka. Przyjechali z ojcem, który się w tej wsi urodził. Zostawili mi adres, ale teraz go nie znajdę. Przyślę go panu”.

Po tygodniu od tej rozmowy otrzymałem list z adresem pana Iwana Białko. Ten wychodźca z Wisłoczka mieszkał w Podhajcach niedaleko Tarnopola. Zadzwoniłem do tamtejszej „Silskiej rady”. Odebrała kobieta, która po krótkiej rozmowie poleciła mi, abym się nie rozłączał. Po chwili słuchawkę podniosła córka p. Białko, która pamiętała pasażera z Pastwisk. O tacie, Iwanie, wówczas w wieku 86 lat, powiedziała: „Ma znakomitą pamięć. Lubi opowiadać o swoim Wisłoczku. Można do niego przyjechać”. Rankiem 23 listopada 2013 r. wspólnie z kol. Z. Dębickim byliśmy już w Podhajcach.

Suchodolski 02W naszej podróży przez Kresy, dzisiaj przeniesiemy się do Grodna i przemierzymy artystyczną drogę wraz z jednym z najwybitniejszych polskich malarzy historycznych. Okazja jest ku temu wyśmienita, gdyż 20 marca tego roku przypada, równa 150. rocznica jego śmierci.

January Suchodolski, bo o nim mowa, to jeden z najwybitniejszych polskich malarzy historycznych XIX wieku. Jego twórczość, pełna patriotyzmu i emocji, pozostawiła trwały ślad w kulturze narodowej, przybliżając kolejnym pokoleniom chwalebne momenty z dziejów Polski. Suchodolski urodził się 19 września 1797 roku w Grodnie, mieście które zapisało się złotymi zgłoskami w historii Polski. W młodości wstąpił do armii Księstwa Warszawskiego, gdzie uczestniczył w kampaniach napoleońskich. Doświadczenia wojenne miały ogromny wpływ na jego twórczość, gdyż to właśnie batalistyka stała się głównym tematem jego obrazów.

Po upadku Napoleona Suchodolski powrócił do Polski i związał się z kręgami artystycznymi Warszawy. Pobierał nauki u słynnego malarza Antoniego Brodowskiego, a później doskonalił swoje umiejętności w Rzymie. Jego talent szybko został dostrzeżony, a jego obrazy zaczęły zdobywać uznanie zarówno w kraju, jak i za granicą.

Myśląc o początkach Wróblika Szlacheckiego, musimy się cofnąć do końca XV w. Najstarszy dokument, który mówi o miejscowości, pochodzi właśnie z tego okresu, czyli z 1494r. Wieś nosiła różne nazwy – początkowo Targowska, później w 1518r. Targowce (prawdopodobnie była to nazwa inspirowana sąsiednimi Targowiskami). Nazwa Wróblik Szlachecki pojawiła się później.

Miejscowość była zamieszkiwana przez Łemków. Na Pogórzu Strzyżowskim znajdowały się cztery inne wioski. To właśnie razem z nimi Wróblik Szlachecki był enklawą etniczną, którą nazywano Górnikami lub Horniakami.

Końcem XVIII i początkiem XIX w. właścicielem wsi był Ignacy Grodzicki herbu Łada. W 1817 r. własność przejęła jego córka – Joanna. Jej mężem był Tomasz Wiktor. To właśnie on w 1855 r. widnieje w spisach jako właściciel wsi. Skorowidz z tego roku dostarcza nam także informacji o tym, że miejscowość należała do obwodu sanockiego oraz do dwóch parafii – greckokatolickiej oraz rzymskokatolickiej. Późniejsi właściciele wsi pochodzili właśnie z rodziny Wiktorów.

W tym okresie we Wróbliku powstała stacja kolejowa o nazwie nie Wróblik Szlachecki, a Rymanów Zdrój – miało to być ułatwienie dla kuracjuszy przybywających do pobliskiego uzdrowiska o tej właśnie nazwie.
W 1911r. właścicielami wsi byli Józef Bolanowski oraz Jan i Marianna Wołczański.

makuszyski8 stycznia 1884 r. w oddalonym zaledwie o 180 km od Rymanowa Stryju, urodził się jeden z najwybitniejszych polskich literatów Kornel Makuszyński. Jego ojciec, bardzo blisko związany z naszym regionem Edward Makuszyński, był weteranem armii austriackiej, który po zakończonej służbie osiadł w Brzozowie, gdzie pełnił funkcję pisarza urzędu kancelarii gminy. Młody Kornel dorastał w wielokulturowym Stryju, gdzie przesiąkał rodzinnym patriotyzmem i wielokulturowością miasta. Następnie przeniósł się do Przemyśla skąd wyjechał do Lwowa, gdzie ukończył gimnazjum oraz studiował polonistykę i romanistykę. Studia z romanistyki kontynuował następnie na paryskiej Sorbonie. Jego niespotykany talent literacki, jako pierwszy odkrył Leopold Staff, który spotkał 14. letniego Kornela w jednej z lwowskich cukierni, kiedy ten zajadając leguminę z sosem malinowym notował coś ukradkiem. Próby literackie młodego poety tak zaintrygowały Staffa, że ich spotkania stały się swego rodzaju rytuałem, w trakcie którego Leopold Staff, recenzował wiersze młodego poety.

Burzliwe dzieje pierwszej połowy XX. wieku sprawiły, że Makuszyński trafił w głąb Rosji, a następnie do Kijowa, gdzie w 1915 r. został prezesem Związku Literatów i Dziennikarzy Polskich oraz kierownikiem Teatru Polskiego. To właśnie w Kijowie Makuszyński był świadkiem rewolucji bolszewickiej, której barbarzyństwo i brutalność wywarła na nim ogromne piętno. Napisał wówczas, zbiór opowiadań o tytule „Radosne i Smutne”, zapewne nie spodziewał się, że jego dzieło literackie w którym precyzyjnie obnażał hipokryzję Ukraińców, ich chwiejność w obliczu narastającego, sowieckiego zagrożenia oraz absolutny bezsens komunizmu, sprawi że jego twórczość zostanie ocenzurowana, już w powojennej Polsce.

Skupmy się na książce „Radosne i Smutne”, gdyż jest ona absolutną perłą w twórczości Makuszyńskiego, perłą która została niemalże całkowicie zapomniana. Pierwszy raz dzieło wydano w 1922 r. i natychmiast zyskało statut bestselleru. Plastyczny język, którym autor opisywał świat ukraińskiego komunizmu, był tak realny dla współczesnych, że rysowane przez Makuszyńskiego obrazy zdawały się wychodzić ze słów, w które je ubrał i niemal za rękę prowadzić czytelnik wprost do opisywanych miejsc. Zresztą oddajmy głos mistrzowi Makuszyńskiemu: „Nie zapomnę do końca życia fizjonomii pierwszych ukraińskich bolszewików, którzy weszli do zdobytego Kijowa; przyszli z rewizją między innymi i do mojego zrujnowanego mieszkania, w poszukiwaniu broni. Najpierw tedy powiało, jakoby morowe powietrze: to połączone wonie wódki, okropnej machorki, brudu i juchtu. Potem się zwaliła gromada z pięćdziesięciu w szarych szynelach muzyków. Kałmuckie nosy i oczy chytre, na wsze strony biegające, podejrzliwe, a pożądliwie patrzące; każdy obwieszony pasami nabojów, każdy z karabinem i rewolwerem, który strzela niezmiernie łatwo, jeśli jego wściekłemu panu przyjdzie coś do zawszonej głowy. Straszny ten czambuł wszedł z brzękiem i hałasem, z wielkim tupetem i zgiełkiem, jak wchodzi gromada ludzi pijanych, na ich czele zaś, na czele tych nieszczęśliwych, bardzo nieszczęśliwych, starych, chorych na wściekłość głupców ich dowódca: czternastoletni żydek z rewolwerem w każdej ręce”.

Wisloczek 06Do 1946 r. Wisłoczek zamieszkały był prawie w całości przez Rusinów (Wołochów). Na początku lat trzydziestych XX w. wieś liczyła 116 budynków i 700 osób. Spis ludności z 1921 r. mówi, że w tamtym czasie we wsi było 677 grekokatolików, 3 katolików rzymskich i 5 Żydów. Możemy się tylko domyślać, jaki los spotkał rodzinę izraelicką podczas okupacji niemieckiej. W 1945 r. kilka rodzin, które straciły swoje domy w wyniku sowieckiego ostrzału wsi, wyjechało na Ukrainę. Prawdopodobnie wówczas Wisłoczek opuściła też polska rodzina Rabadów, która przeniosła się do Rymanowa.

Pozostała ludność została wysiedlona przez wojsko polskie 25 kwietnia 1946 r. Z dostępnych źródeł wynika, że było to 781 osób (184 rodziny). Dolina Wisłoczka opustoszała.

Wyjazd mieszkańców doprowadził do całkowitej zagłady nazw terenowych, gdyż nie utrwalono ich na piśmie i mapach. Podstawowym źródłem wiedzy o miejscowej toponimii stały się mapy topograficzne z lat trzydziestych XX w. w skali 1:100 000. Nomenklatura późniejszych opracowań kartograficznych, niezależnie od ich skali, ograniczała się do powielania nazw z map przedwojennych. A te zawierały zaledwie dwa miana, umiejscowione na południe od ówczesnej zabudowy: Jawornik i Dział. Dwie inne nazwy - Kiczerka (642 m) i Poharila g(ór)a zostały wpisane na austriacką mapę specjalną w skali 1 : 75 000 z roku 1877 (na późniejszych edycjach mapy nie występują). Było jasne, że we wsi, która przed wojną miała powierzchnię 15,22 km2, w tym 13,70 użytków rolnych, takich określeń terenu musiało dużo więcej.

Pelczar JozefDlaczego o nim w tym numerze? Jest mało znany wśród ludzi, nawet wierzących. Wprawdzie Jan Paweł II wyniósł go na ołtarze (beatyfikacja w czerwcu 1991 i kanonizacja w maju 2003) nie bez przyczyny, ale jakoś ta postać nigdy nie była mi bliska. Przyszła pora nadrobić lekcję z historii i religii. Inspirację znalazłam, będąc na Eucharystii w kościele parafialnym w Korczynie. Tam mówią: „nasz biskup”, a ja pomyślałam: „Nie mój, bo go nie znam”. Pora na „spotkanie”. Urodził się 17 stycznia 1842 roku w Korczynie jako trzecie spośród czwórki dzieci w rodzinie Wojciecha i Marianny. Jego matka, kobieta o niezwykle artystycznej duszy, bardzo religijna, każde ze swoich dzieci poświęcała Bogu przez Maryję podczas pielgrzymek do Leżajska. Józio był gorliwy jako ministrant, grzeczny, ale rozpieszczony, nieco egoistyczny – jeden z najmłodszych członków rodziny. W szkole pilny, bystry, pracowity i ambitny, dlatego też w wieku 8 lat opuścił szkołę parafialną i podjął naukę w szkole głównej w Rzeszowie. Tam kontynuował edukację gimnazjalną. Celująco złożył egzamin dojrzałości w 1860 roku i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Jak sam pisał, trafił na wspaniałych opiekunów i wybitnych mentorów: ks. rektora Marcina Skwierczyńskiego i ojca duchownego ks. Ignacego Łobosa. Mieli oni bardzo duży wpływ na progres wiedzy i rozwój duchowości Józefa. 17 lipca 1864 roku alumn Pelczar otrzymał święcenia kapłańskie po otrzymaniu dyspensy papieskiej, gdyż brakowało mu do wieku regulaminowego 1,5 roku. Pierwszą placówką, na którą został skierowany, był Sambor. Dał się poznać jako dobry mówca, spowiednik i serdeczny człowiek. Po roku pracy duszpasterskiej wyróżniający się prezbiter został skierowany na studia do Rzymu. Podjął nauczanie na dwóch uczelniach równocześnie: Uniwersytecie Gregoriańskim i Uniwersytecie Laterańskim.

Wisloczek 01Wisłoczek to dziś nieduża wieś w dolinie potoku o tej samej nazwie. Pod względem znaczeniowym hydronim ten jest zdrobnieniem od słowa Wisłok. Z tego też względu wydaje się, że miano osady poszło od cieku, a nie odwrotnie.

Jednak historia nazwy Wisłoczek nie jest taka prosta i - co ciekawsze - przenosi nas w czasy, kiedy stałe osadnictwo w dolinie Wisłoka powyżej Odrzechowej dopiero zaczęło się rozwijać.

Jeden z najstarszych dokumentów, który dotyczy doliny górnego Wisłoka, pochodzi z 1361 r. Jego fragment brzmi: „król Kazimierz nadaje Piotrowi i Pawłowi, braciom rodzonym z Węgier, Węgrom, miejsca puste zw. Wysloczkie aż do źródeł rzeki Wisłok” (cytat za A. Fastnacht, 2002, s. 226).

Zapisek ten jest bardzo pouczający i pozwala zrozumieć przynajmniej niektóre mechanizmy nazewnicze, które zachodziły we wczesnym etapie rozwoju stałego osadnictwa lub - być może - nawet w okresie go poprzedzającym.

Z tego jednego zdania można wnioskować:

1. w tamtym czasie zlewnia górnego Wisłoka nie była zamieszkała (loca deserta Wysloczkie);

2. zlewnia ta posiadała jednak nazwę, co oznacza, że była penetrowana przez człowieka. Ośrodkiem osadniczym dla tego regionu musiała być Odrzechowa;

3. wymienione Wysloczkie, wszystko na to wskazuje, należy rozumieć jako Wisłoczki. Taka nazwa mówi, że powyżej Odrzechowej nie było jeszcze potrzeby odróżniania Wisłoka od jego dopływów. Wystarczyło ogólne określenie miejsca, gdzie potoki - Wisłoczki - łączą się ze sobą i tworzą jedną rzekę Wisłok (ryc. 1);

Dybowski Benedykt30 stycznia 1930 r., w wieku 97 lat zmarł Benedykt Dybowski, chociaż urodził się w Adamarynie koło Mińska, to niemal całe swoje życie naukowe związał ze Lwowem, gdzie do dziś na Cmentarzu Łyczakowskim spoczywają jego doczesne szczątki. Kim był ten zasłużony, chociaż trochę zapomniany człowiek? Nadmienić należy, że brał czynny udział w przygotowaniu Powstania Styczniowego jako komisarz Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś. Po upadku powstania władze carskie zesłały go na 12 lat ciężkich robót na Syberii, a jego rodzinna posiadłość została skonfiskowana. Po kilku latach dzięki pomocy Wschodniosyberyjskiego Towarzystwa Geograficznego pozwolono mu osiedlić się nad Bajkałem i prowadzić tam badania. Kontynuował je jako lekarz na Kamczatce i na Wyspach Komandorskich. Leczył za darmo tubylców i dokumentował ich języki.

Na Kamczatce obszar jego praktyki lekarskiej, obejmował około 8 tys. km2 kwadratowych, Benedykt objechał go w całości, aż pięć razy. Wraz z kilkoma podległymi mu felczerami wykonał tytaniczną, nieznaną wcześniej pracę w zakresie poprawy zdrowia ludności tam zamieszkałej. Organizował doraźną pomoc sanitarną, tworzył szpitale dla ofiar epidemii tyfusu, trądu i ospy, stworzył także pierwszy na tamtych ziemiach przytułek dla trędowatych. Prowadził szeroko zakrojoną akcję humanitarną mającą na celu polepszenie bytu miejscowej ludności. Uczył nowoczesnej uprawy ziemi, stosowania nawozów, uprawiania europejskich warzyw, hodowli kóz, królików i reniferów, najczęściej osobiście finansując te działania. Przez plemiona syberyjskie zamieszkujące Kamczatkę nazywany był „Białym Dobrym Bogiem”, co chyba najdobitniej oddaje jego poświęcenie i zaangażowanie.

Badania naukowe, które prowadził na zesłaniu doprowadziły do odkrycia szeregu nowych form życia. Opisał 116 gatunków skorupiaków, odkrył 6 nowych gatunków ryb, 88 gatunków mięczaków i 9 gatunków gąbek. Chociaż formalnie przebywał na Syberii jako więzień, jego badania zostały docenione przez Towarzystwo Geograficzne w Petersburgu, które zaczęło finansować jego prace. Podczas jednej z ekspedycji niedaleko Władywostoku odkrył nowy gatunek jelenia, który do dziś nazywany jest jeleniem Dybowskiego.