W przewodnikach Mieczysława Orłowicza znajdujemy również opis Rymanowa Zdroju. Autor kreśli historię rymanowskiego uzdrowiska z końca XIX stulecia. Oto fragment ciekawych spostrzeżeń Orłowicza odnoszący się do funkcjonowania kurortu.

Rymanow Zdroj pijalnia„Okres wypoczynkowy w Rymanowie Zdroju trwał corocznie od 15 maja do 20 września i składał się z trzech sezonów: dwóch tanich – od 15 maja do 15 czerwca oraz od 20 sierpnia do 20 września. W pierwszym i trzecim sezonie, mimo o wiele tańszych cen, panowały pustki. Restauracja nie była czynna poza okresem do 31 sierpnia, orkiestra wyjeżdżała z Rymanowa, panowała tu zatem nie tylko pustka, ale i głucha cisza. Dopiero w kilka dni po rozdaniu świadectw w szkołach średnich Galicji Wschodniej następował masowy najazd gości na zakład rymanowski. W dniu 17 lipca, bez względu na pogodę, zakład zapełniał się do ostatniego pokoju. Taki stan trwał przez 5 tygodni. Po 25 sierpnia wiało tu pustką. Byłem stałym gościem Rymanowa Zdroju mniej więcej od 13 czerwca do 31 sierpnia. Na deptaku przygrywała rano i po południu orkiestra zakładowa. W czwartki od 5 do 7 po południu w dworcu zdrojowym, z ogromną salą balową, odbywały się zabawy dla dzieci zwane z niemiecka „kinderbale”, które cieszyły się ogromnym powodzeniem. Na bale te przychodziły dzieci w wieku od lat 6 w górę. Trzeba bowiem uwzględnić, że Rymanów podobnie jak później Rabka, był uzdrowiskiem o wodach jodowo-bromowych dla dzieci. Pod opieką matek dziatwa stanowiła główną klientelę tego zakładu. Tutaj w willach należących do Potockiego były tylko mieszkania. Nie było miejsca na jadalnię, na kuchnię, gdzie można było gotować obiady. Potocki bowiem bał się spowodowania pożaru w drewnianych willach. Dlatego na obiady trzeba było chodzić do restauracji zakładowej, w której należycie przestrzegano zasad bezpieczeństwa.

Pobyt w uzdrowisku był więc dość kosztowny, ale to nie wzruszało Potockiego, twierdził on bowiem, że nie chce mieć w uzdrowisku, podobnie jak było w Iwoniczu, publiki zbyt biednej i zbyt brudnej. Szczególnie obawy te wyrażał pod adresem proletariatu żydowskiego, chałatowego. Właściciele Iwonicza, hr. Załuscy, nie żywili widocznie obaw podobnych Potockiemu w Rymanowie. Dopóki nie znałem uzdrowiska i jego okolic, te moje ranne wędrówki i popołudniowe z Rymanowa Miasta do Rymanowa Zdroju poświęcone były zwiedzaniu całego uzdrowiska z wszystkimi malowniczymi willami, rozrzuconymi po wzgórzach i dolinach, oraz zwiedzaniu okolicznych lasów, przeważnie jodłowych, starych i pięknych na górze Zamczysko i na Łysej Górze, które otaczały zakład kąpielowy z obydwu stron, chroniąc go jako tako od rymanowskiego wiatru, a w zimie od zawiei śnieżnych. W tym czasie były tu trzy źródła z wodami jodowo-bromowymi. Niedaleko źródeł nakrytych altaną, stały łazienki mineralne z kilkudziesięciu wannami do kąpieli oraz rozciągał się tzw. deptak, gdzie grała rano i wieczorem orkiestra zakładowa. W dni powszednie koncertu tej orkiestry słuchali wyłącznie miejscowi goście. Na niedzielę i święta przyjeżdżali tu goście z dalekiej okolicy, przeważnie właściciele dóbr ziemskich, popisując się pięknymi zaprzęgami i końmi. Byłem także na górze Wołtuszowskiej. Stąd rozciągał się piękny widok na okoliczne góry.

W niedzielę, w porze wieczornej odbywały się w Rymanowskim Zakładzie Kąpielowym zabawy z tańcami. Można było iść na taką zabawę nawet w marynarce, w koszuli sztywnej białej, nakrochmalonej, w rękawiczkach i lakierkach na nogach. Znajomość z damami zawierało się szybko, ale powiem szczerze, że nie było w czym wybierać, bo wszystkich dam mogących tańczyć i chcących tańczyć było w najlepszym razie kilkanaście. Mężczyzn zawsze było mniej i deficyt dawał się odczuwać bardzo dotkliwie. Tańczono mazura, walca z figurami. Trzeba w dodatku wiedzieć, że w owym czasie aż do wybuchu I wojny światowej w 1914 roku nie wypadało nigdzie w Galicji, a tym samym w Rymanowie Zdroju, aby danserki na bale przychodziły bez odpowiedniej opieki i taką opieką dla żony był mąż, dla panny matka, ciotka albo starsza siostra zamężna.
Zauważyłem w okolicy Rymanowa Zdroju piękne, wiejskie stroje ludowe. Nosili je Łemkowie, mieszkający w głębi gór, od strony, jak wówczas mówiono – węgierskiej granicy. Wsie przez z nich zamieszkałe nazywano łemkowskimi. Zaczynały się one od Zakładu Kąpielowego w Rymanowie Zdroju oraz od wsi Deszno i Wołtuszowa. W nich to znajdowały się piękne drewniane cerkwie z minionych wieków. Interesujące były nie tylko cerkiewki, ale także budownictwo chat i miejscowych stodół. Wszystkie domy były kryte słomą, a dachy czterospadowe, ściany malowane w barwne pasy”.

Dorobek M. Orłowicza i jego zasługi dla rozwoju polskiej turystyki jest ogromny. Za swój niekwestionowany wkład w popularyzację turystki oraz działalność teoretyczno-programową i pisarską został uhonorowany odznaczeniami m.in. Krzyżem Kawalerskim i Oficerskim Orderu Polonia Restituta. Dla uczczenia tego wielkiego Polaka w 1974 roku nadano jego imię bieszczadzkiej przełęczy położonej między Smerekiem a Połoniną Wetlińską. Jest patronem szlaków i domów turystycznych, ulic w Warszawie, Jarosławiu, Przemyślu. Organizowane są Ogólnopolskie Rajdy Turystyczne imienia Mieczysława Orłowicza.

Link do części 1 artykułu
Link do części 2 artykułu