Mieczysław Orłowicz urodził się 17 grudnia 1881r. w Komarnie. Z wykształcenia doktor praw, wypromowany na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, z zamiłowania krajoznawca, popularyzator turystyki. Działacz wielu organizacji turystycznych i sportowych m.in.: Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie, Towarzystwa Tatrzańskiego, Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Zawodowo zajmował się organizacją czynnego wypoczynku obywateli. Napisał niezliczoną liczbę przewodników, informatorów, bedekerów, artykułów publicystycznych, w polskiej literaturze krajoznawczej nazywany „Nestorem polskiej turystyki”. Jednymi z najciekawszych jego publikacji są: „Ilustrowany przewodnik po Galicji, Bukowinie, Spiżu, Orawie i Śląsku Cieszyńskim” oraz „Moje wspomnienia turystyczne”. Wszystkie prace bogato uzupełniane fotografiami, stanowią najlepszą dokumentację wielkich zasług Orłowicza w dziedzinie rozwoju amatorskiej fotografii artystycznej, którą traktował jako niezbędny element dla utrwalania odkrytych wartości turystycznych oraz najlepszy środek dla ich popularyzacji.
Latem 1895 roku Mieczysław Orłowicz przyjechał wraz z rodziną do Rymanowa. Jego ojciec otrzymał w miasteczku posadę notariusza. Tutaj przebywał do 1904 roku, zapoznając się z mapami i przewodnikami turystycznymi, z którymi planował pierwsze, samodzielne wycieczki górskie i bliższe podróże krajoznawcze. Szczególną uwagę zwracał na geograficzny, historyczny, architektoniczny i etnograficzny aspekt opisywanych miejsc. Tak też został ujęty przez Orłowicza opis Rymanowa i okolic:
„Z daleka wydawał się Rymanów złą posadą, jako miasteczko położone w okolicy bardzo ubogich wiosek łemkowskich w Beskidzie Niskim. Rymanów był miasteczkiem leżącym w powiecie sanockim. Okolica ta zaliczana była do Podola Sanockiego. Rymanów leżał nad rzeczką Tabą, dopływem Wisłoka. Taba wypływała na południe od Rymanowa wśród wzgórz Beskidu Niskiego i płynęła ku północy, gdzie wpadała do Wisłoka, zmieniając nazwę na Morawa. Nad Tabą leżał nie tylko Rymanów, ale także zakład kąpielowy Rymanów Zdrój. Rzeczka była mała, w dniach letnich toczyła niewielką ilość wody i to zanieczyszczonej często ropą naftową. W okresie letnich ulew, które często przybierają postać oberwania się chmury, Taba stawała się na kilka godzin nawet bardzo groźna i niebezpieczna. Przedmieście północne Rymanowa miało wygląd wsi, które ciągnęło się od miasteczka w kierunku dworca kolejowego i nazywało się Posadą Dolną. Przedmieście, które ciągnęło się w kierunku Rymanowa Zdroju nosiło nazwę Posada Górna. W okresie pobytu ojca w Rymanowie należało ono do tych nielicznych miasteczek w Galicji, które miały dużą przewagę ludności żydowskiej. Mniej więcej 80% ludności Rymanowa-miasta stanowiła ludność żydowska, natomiast ludność polska to niemal chłopi zamieszkujący oba przedmieścia. Rymanów - miasto było wówczas siedzibą jednego z najsłynniejszych rabinów-cadyków w Galicji, ściągały tu tłumy pielgrzymów żydowskich z całej Galicji. Rymanów jako małe miasteczko, liczące około 3 tysiące mieszkańców nie miało gimnazjum. Najbliższe gimnazja były w Sanoku i w Jaśle. Często wędrowałem z miasta do zdroju. Ale wędrówki tą samą drogą, w dodatku licho utrzymaną, pełną kurzu, a w razie małego nawet deszczu pełną jasnego błota, nie należały do przyjemności. Co gorzej, Rymanów słynął z wiatrów jeszcze gorszych niż halniak zakopiański. Nosiły one nazwę „wiatru rymanowskiego”. Wiały przez cały rok. W okresie dziewięciu zim spędzonych w Rymanowie stwierdziłem, że nigdy nie było tam śniegu. Śnieg padał każdej zimy, ale równocześnie wichry rymanowskie zagarniały szybko cały świeżo spadły śnieg w ogromne zaspy do wysokości chałup. Żadnych więc atrakcji dla narciarzy nie było. Przy takiej aurze turyści, ani narciarze nie zapuszczali się nigdy w okolice Rymanowa, Przełęczy Dukielskiej i Sanockiego Podola…”



