- Szczegóły
- Odsłony: 1536
Równe 40 lat temu, kiedy kończył się okres komunistycznego ustroju a ruch solidarnościowy przejmował władzę, stało się możliwe uzyskanie pozwolenia na budowę obiektów sakralnych. Ówczesny ks. proboszcz Franciszek Mróz zainicjował budowę kościółka na szczycie Kalwarii w miejsce dawnego, który w czasie wojny został doszczętnie zniszczony (jego fundatorką, jak i całej Drogi Krzyżowej, była hr. Anna Potocka).
Nowy kościółek został wybudowany w roku 1981 kierownikiem budowy był Jan Bolanowski. Po pewnym czasie ściany kościółka obłożono sidingiem. Jak się okazało, była to zła decyzja; silne wiatry zrywały siding, pojawiły się zacieki, a listwy zostały zniszczone przez kornika i zgniły. Stowarzyszenie „Nasz Rymanów” od pewnego czasu odnawia kalwaryjską Drogę Krzyżową. Postanowiono również przeprowadzić remont kościółka, zwłaszcza. Nowa elewacja zabezpieczy przed wiatrem i deszczem na wiele lat.
Podziękowania za rzetelne i sumienne wykonanie pracy należą się Panom Michałowi Ziębie, Stanisławowi Czerńcowi i Januszowi Gackowi. Stowarzyszenie składa również wyrazy wdzięczności firmie „Bogmar” i Państwu Skolarczykom za udostepnienie potrzebnych materiałów budowlanych, a także Zakładowi Gospodarki Komunalnej w Rymanowie za życzliwość i pomoc. Serdeczne podziękowania DARCZYŃCOM. Zasługą wielkiej hojności jest to, że kościółek został dobrze zabezpieczony i ładnie wygląda.
Wszystkim Darczyńcom – serdeczne Bóg zapłać!
Cz. Szajna
„Żyj tak, aby ślady twoich stóp przetrwały ciebie” Architektura Jana Sas Zubrzyckiego na Podkarpaciu
- Szczegóły
- Odsłony: 1566
Jan Sas Zubrzycki /1860 – 1935/, architekt urodzony w Tłustem na Podolu, uczeń Juliana Zachariewicza, profesor Politechniki Lwowskiej, pierwszy w niepodległej Polsce dziekan Wydziału Architektury tej uczelni. Twórca architektury kilkudziesięciu kościołów na obszarze dawnej Galicji Zachodniej i Wschodniej oraz ziemi kieleckiej. Profesor Jan Sas Zubrzycki w swoim dorobku ma ponad 150 dzieł architektonicznych, wśród nich kamienice, wille, ratusze, sądy, gmachy użyteczności publicznej, szkoły, cerkwie, synagogi, kościoły, kaplice, pomniki. Napisał kilkadziesiąt książek i artykułów o historii architektury i sztuki. Jego wybitną twórczość nagrodzono w 1929 roku Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Wielokulturowość rodzinnego miasteczka artysty we wschodniej Galicji oraz skromne życie odcisnęły trwałe piętno na dorobku przyszłego architekta. Wartości wyniesione z domu rodzinnego towarzyszyły mu do końca życia. Z jednej strony była to głęboka religijność, a z drugiej kultywowana w rodzinie romantyczna tradycja walk niepodległościowych. Romantyczna w swojej genezie jest także praktykowana przez całe życie postawa samodzielnego i nieustępliwego promotora walki o wzniosłe idee, prawdę, niezależność i polskość, a także wolność twórczą. Tęsknocie za krajem dzieciństwa dał wyraz w wydanym w 1930 roku pamiętniku pod znamiennym tytułem „Różaniec wspomnień rodzinnych”. Ta literacka „modlitwa” przywołująca obraz beztroskiego dzieciństwa pełnego świąt, karnawałów, odpustów, sąsiedzkich odwiedzin w drewnianych dworach, wesel z narodowymi tańcami i kolorowymi strojami, dobrze tłumaczy jego postawę życiową i przekonanie o konieczności walki o zachowanie tradycji, tożsamości narodowej. Czas dzieciństwa skończył się w roku 1871 wyjazdem do szkół, najpierw do powiatowego Śniatynia, później do Szkoły Realnej w Stanisławowie, którą ukończył w 1878 roku.
- Szczegóły
- Odsłony: 1650
W ostatniej części opisu nieistniejącej wsi Zawoje w dolinie Wisłoka zapraszam do poznania ogólnego rozlokowania dawnej zabudowy, po której ślady zachowały się do dzisiaj. W odtwarzaniu tego elementu historii nieoceniona jest przedwojenna mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego w Warszawie w skali 1: 100 000. Już pobieżny rzut oka na to opracowanie kartograficzne pozwoli nam się zorientować, jak wyglądała sieć osadnicza, dawny układ dróg i ówczesny zasięg lasu.
Mapa ta mówi nam, że Zawoje w 1938 r. liczyły 44 zagrody. Gospodarstwa skupione były na prawym zboczu doliny lewego dopływu Wisłoka, a tzw. Dolny Koniec znajdował się nad samą rzeką. Zapewne wieś swoim krajobrazem nie odbiegała od osad sąsiednich, ale miejscowy nauczyciel, Tadeusz Pajowski, w 1938 r. zanotował, że był wtedy tutaj zamieszkany budynek, który liczył sobie około 150 lat. Od innych wyróżniał się tym, że wszystkie belki jego ścian ciosane były toporem, nawet w przekroju poprzecznym, i łączone ze sobą za pomocą drewnianych kołków.
Prawdopodobnie w pierwszej połowie lat trzydziestych XX wieku mieszkańcy wsi własnym kosztem zbudowali szkołę. Niestety, nie wiemy, w którym miejscu. Szczegółowa analiza wspomnianej mapy WIG wskazuje, że mógł to być obiekt położony przy drodze do Tarnawki, odsunięty na północ od zwartej zabudowy wiejskiej. Nie ma go na starszych mapach austriackich. Z listu do redakcji czasopisma „Nasz Łemko” ze stycznia 1934 r., podpisanego „Zawijczany”, dowiadujemy się, że mieszkańcy poszukiwali w tamtym czasie nauczyciela: „Pobudowaliśmy sami za swoje pieniądze szkołę i nasi krewni przysłali nam nieco pieniędzy z Ameryki, to daliśmy przykryć szkołę blachą. Teraz chodzimy i prosimy, niech by nam dali jakiegoś nauczyciela, a oni [urzędnicy] ani w głowie nie mają, że nasze dzieci bez nauki dorastają. Od nas dużo narodu w Ameryce i Francji, to piszą, że bardzo źle bez pisma żyć na świecie. Dajcie nam jaką radę, przyślijcie jakiegoś pana, niechby nas i naszą dzieciarnię prowadził. [...] A my by pomogli mu biedować razem z nami”. Prawdopodobnie wymieniony T. Pajowski był tym pierwszym nauczycielem skierowanym do Zawoi.
- Szczegóły
- Odsłony: 1562
Życie ludności Galicji przełomu XIX i XX w. tętniło na targach i jarmarkach. Na placach targowych spotykali się przedstawiciele wszystkich nacji tworzących kulturowy tygiel Karpat. Wytwarzane różnego rodzaju towary galicyjscy rolnicy i rzemieślnicy zwozili na place targowe i rynki miejskie celem ich spieniężenia. Dzięki handlowi życie tutejszej ludności stawało się po prostu lepszym, obfitszym, bardziej dostatnim i coraz bardziej nowoczesnym. Powozami konnymi przyjeżdżali tu polscy ziemianie, boso przychodzili chłopi, a także Rusini różnych grup etnicznych: Łemkowie, Bojkowie, Huculi.
Taborami zjeżdżali Cyganie handlujący końmi, parający się kotlarstwem i muzykowaniem. Byli tu także, a może przede wszystkim, Żydzi. Zanim miasteczko wstało z nocnego snu, żydowscy kupcy byli już na rynku. To właśnie Żydzi na przestrzeni wieków wytworzyli specyficzną kulturę, która kazała im mieszkać blisko rynku. Jeśli tylko mieli taką możliwość, budowali lub kupowali domy przy głównym placu miasteczka. Domy te pełniły dwojaką rolę: domów mieszkalnych i domów handlowych, towarowych. Ideałem antropologicznym tego ludu był „homo faber” - człowiek zręczny, pracowity, wytwórca, majster, a więc mistrz rzemiosła i handlu - pisze w swojej książce „Żydowska szkoła finansów” dr Leszek Niemczyk.
Handlowe życie tętniło też na rymanowskim rynku. Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku od wielu lat prowadzi badania etnograficzne oparte na wywiadach terenowych, które uzupełnione o badania archiwalne, dały możliwość rekonstrukcji zabudowy i życia społecznego miasteczka galicyjskiego z przełomu XIX i XX wieku. Muzeum dysponuje również dokumentami opisującymi organizację przestrzeni miejskiej Rymanowa. Możemy zatem spojrzeć na rymanowski rynek z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Na podstawie zgromadzonych dokumentów i przy odrobinie wyobraźni potrafimy odtworzyć dzień targowy na rymanowskim rynku.
- Szczegóły
- Odsłony: 1529
Kult relikwii stanowi jeden z głównych przejawów pobożności chrześcijańskiej. Prawdziwy kult świętych nie tylko nie przeciwstawia się oddawaniu czci jedynemu Bogu, ale ma doprowadzić człowieka do jeszcze większego uwielbienia Stwórcy, który dopuszcza niedoskonałe stworzenia do udziału w swojej świętości. Jest to niewątpliwie integralna część wspólnoty wierzących w kościele.
Pierwsze czci oddawane przez chrześcijan świętym odnajdujemy w starożytnych kryptach. Czasem szczególnego rozkwitu kultu świętych była epoka prześladowań. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa, to właśnie męczennicy doznawali szczególnej czci. Takim przykładem do dzisiaj jest np. kult świętego Szczepana czy Wawrzyńca. Prawdziwy kult świętych jest niczym innym jak po prostu kultem Jedynego Boga, uwielbieniem jego Osoby w dziejach, które uczynił w swoich świętych. Jest także dziękczynieniem Bogu za to że pozwala grzesznym ludziom mieć udział w swojej świętości, że pośród grzechu doprowadza swoich wybranych do chwały nieba. Tajemnica świętych obcowania zakłada, że święci interesują się sprawami swych braci i sióstr żyjących na ziemi i orędują za nimi u Boga. Święci mają udział w szczęściu Boga, jak również mają udział w jego miłości do każdego człowieka a wstawiennictwo jest konkretną formą miłości. Święci są nie tylko orędownikami, stanowią szczególny przykład realizacji powołania. Kult świętych zawiera pragnienie ich naśladowania. Święci byli ludźmi podobnymi do każdego z nas. Święci dają wierzącym do zrozumienia, że we wszystkich okolicznościach życia, pomimo wszelkich słabości człowiek może otrzymać Bożą łaskę. Obok modlitw skierowanych do świętych, a właściwie, przez ich pośrednictwo zanoszonych do Boga, kościół oddaje cześć świętym poprzez pieśni, obrazy oraz kult relikwii. Pomaga to wiernym nawiązać kontakt ze świętymi przez zaangażowanie zmysłów człowieka. Modląc się przed materialnym przedstawieniem świętego, łatwiej jest człowiekowi stanąć w jego niematerialnej obecności, a mając dostęp do rzeczy pozostałych po świętych, łatwiej odczuć więź, która łączy nas z nimi.
- Szczegóły
- Odsłony: 1582
Genialny malarz, dramaturg, architekt i wizjoner. Dwukrotnie przebywał w Rymanowie Zdroju, pierwszy raz przyjechał tu 120 lat temu. Gdzie bywał? Z kim się spotykał? Jak upamiętnił swój pobyt na rymanowskiej ziemi?
Stanisław Wyspiański po raz pierwszy wysiadł na stacji kolei żelaznej w Rymanowie /stacja Wróblik/ latem 1901 roku. Przybył tu z całą rodziną: ciężarną Teosią i trójką dzieci: usynowionym Teodorem, Heleną i Mietkiem. Wynajęli powóz i zajechali do Deszna, małej łemkowskiej wioski. Zamieszkali w chacie niedaleko cerkwi. Dotarcie stąd do Domu Zdrojowego zajmowało twórcy 45 minut. Codziennie bywał na kąpielach w łazienkach mineralnych. Często można go było spotkać na deptaku, gdzie spacerując, popijał wodę Tytus. Nie przyjechał tu przypadkowo, doktorzy zalecali mu wody ze źródeł jodowo-bromowych dla podratowania złego stanu zdrowia. Nad kuracją wieszcza czuwał lekarz zdrojowy dr Jan Regiec, jeden z założycieli Polskiego Towarzystwa Balneologicznego. Nic dziwnego, że już niebawem Wyspiański mógł donieść w liście do swojego mecenasa, krakowskiego bakteriologa, Juliana Nowaka: „…czuję się zdrowszy niby”. Po zabiegach uzdrowiskowych twórca powracał do mieszkania i prowadził dyskusje z Szymonem Matusiakiem, polonistą, dyrektorem seminarium nauczycielskiego w Krośnie. Panów szczególnie zajmowały Mickiewiczowskie „Dziady”. Artysta planował wycieczki po okolicy, o czym czytamy w świetnej biografii Moniki Śliwińskiej„Wyspiański. Dopóki starczy życia”. Wybierał się do Dukli i Żmigrodu, zamierzał odwiedzić 100 wiosek i obejrzeć 100 kościołów.
- Szczegóły
- Odsłony: 1525
Zawoje to prawdopodobnie najmniej znana spośród dawnych wsi łemkowskich w okolicy Rymanowa. Istniała do 1946 r. nad niedużym, lewym dopływem Wisłoka, którego ujście znajduje się między Puławami a Wernejówką. Pierwsza wzmianka o jej istnieniu pochodzi z 1589 r. Przed ostatnią wojną były tu 44 zagrody. Nazwa pochodzi od słowa zawój (ruskie zawij), które oznacza ‘zakręt’ (rzeki, potoku). Ale, jak się wydaje, nie nawiązuje ona do krętości cieku, wzdłuż którego rozciągała się w przeszłości zabudowa osady, lecz do płaskich pól w meandrach Wisłoka, zwanych dawniej Zawojami. Po wsi pozostał tylko ogrodzony cmentarz z kilkoma nagrobkami i miejscem po cerkwi. Zachowała się też stara wiejska droga, której towarzyszą place po domach. Do Zawoi, odciętych od głównej drogi Puławy - Wernejówka Wisłokiem, nie jest łatwo dotrzeć. Dlatego miejsce to jest rzadko odwiedzane, a krajobraz szybko przenosi nas w czasie do dawnej Łemkowszczyzny.
Krótka praca o Zawojach składa się z dwóch części. W pierwszej omawiam topografię najbliższej okolicy, a w drugiej zapraszam do poznania pozostałości po osadzie. Wiele lat temu o wsi tej opowiadał mi jej były mieszkaniec, p. Stanisław Puchylski z Odrzechowej.



