Rymanow Rynek stary 1Mieczysław Orłowicz kreśli bardzo ciekawy opis społeczeństwa Rymanowa. Przedstawia zróżnicowanie społeczne miasteczka, uwzględniając wykonywane zawody, poziom wykształcenia, status materialny i styl życia mieszkańców.

" ... W Rymanowie ojciec wynajął mieszkanie nadające się również na prowadzenie kancelarii notarialnej. Mieszkanie to znajdowało się w sąsiedztwie rynku, bardzo blisko sądu. Właścicielem był mieszczanin Białas. Mieszkaliśmy tutaj około 7 lat, a dopiero na ostatnie 2 lata trzeba było sprowadzić się do innego mieszkania, o wiele mniej wygodnego zarówno ze względu na położenie, jak i na rozkład pokoi. Kamieniczka Białasa miała od frontu mały ogródek oraz 8 pokoi z kuchnią, w tym 6 pokoi na parterze i 2 kawalerskie na pięterkach, które zajmowałem ja, jeszcze jako uczeń gimnazjalny, a tym bardziej później, kiedy byłem studentem i przyjeżdżałem tutaj na wakacje.

Kancelaria ojca znajdowała się na parterze, tamże była jeszcze kuchnia, pokój sypialny rodziców, salonik i pokój do kart między salonikiem a pokojem jadalnym. Resztę miejsca zajmowały rozmaitego rodzaju piwnice, składy, magazyny i strychy. W każdym razie miejsca było dość, każdy dla siebie miał jakiś pokoik, a dla gości również można było urządzić specjalny pokój, choć nie bardzo na nich liczono w Rymanowie, gdzie życie towarzyskie ograniczało się tylko do wizyt dość ceremonialnych i bardzo pretensjonalnych, nudnych i kosztownych przez kilka dni w roku.

Najbardziej etykietalne były obowiązkowe wizyty na święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, natomiast mniej etykietalne, ale bardziej sute były wizyty w dniu imienin pana domu, czy pani domu.

Trudno sobie wyobrazić, jak monotonnie płynęło życie za czasów galicyjskich, krótko mówiąc za rządów Franciszka Józefa I. Trzeba stwierdzić, że w owym czasie panowała kastowość i ekskluzywność urzędnicza. Z jednej strony okolice zamieszkiwało po dworach obywatelstwo ziemskie, w liczbie kilkudziesięciu rodzin w okolicach Rymanowa, nie utrzymujące stosunków towarzyskich z inteligencją, uznawano ich bowiem za niegodnych tego zaszczytu. Z drugiej strony inteligencja złożona z 10 rodzin nie stanowiła zgranego zespołu towarzyskiego. Byli wśród nich Polacy, Rusini, i to w jednych rodzinach Ukraińcy, w drugich Starorusini. Do grupy tej należało: czasem dwóch lekarzy, czterech urzędników sądowych, dwóch księży, poza tym adwokat, notariusz. Urozmaicały to towarzystwo panie bardzo różnego wieku, wykształcenia i narodowości, układające świat nie według własnych aspiracji i poglądów, ale według rang, tytułów i gwiazdek na kołnierzach swych mężów. Panowie dyskutowali przeważnie o aktach sądowych, kontraktach, procesach, panie zaś plotkowały. Najbardziej ulubionym tematem tych plotek były wady służących, Nie było dość słów potępienia na różne Marianny, Paraski. W dodatku co lepsze służące uciekały do Sanoka, który od Rymanowa nie był wiele większy, ale w oczach służących był Eldoradem, bo mieścił garnizon złożony nie tylko z piechoty, ale nawet z kawalerii. Tam żyć, nie umierać - mówiła każda Marianna, której w Rymanowie nie można było zatrzymać.

Zapytacie, co robiła reszta inteligencji w Rymanowie, chociażby np. nauczycielstwo szkół powszechnych, urzędnicy pocztowi albo podatkowi. Owszem byli, ale nie zaliczali się do inteligencji, bo nikt z nich nie miał wyższego wykształcenia akademickiego. Z takimi, jak mówiono, nie żyło się ani też nie bywało u nich, ani nie zapraszano na przyjęcia, bo cóż by na to powiedziała jakaś obecna tam pani radczyni albo pani mecenasowa. Nauczycielki nie zaliczały się do inteligencji, chociaż kończyły seminarium nauczycielskie. Nie dawało ono tytułu do tak wysokiego awansu społecznego, by bywać na tych samych przyjęciach, w których uczestniczyli absolwenci prawa czy medycyny. Z jednego fachu, mianowicie filozofii, nie mieliśmy w Rymanowie przedstawiciela, gdyż jako miejscowość pozbawiona szkół średnich nie wymagała wśród nauczycieli nikogo, kto by musiał kończyć ten fakultet. Wśród mieszczaństwa nie było żadnych ludzi wolnych zawodów o szerokim horyzoncie umysłowym. Byli tylko albo rzemieślnicy, albo dorożkarze, albo kupcy żydowscy. Takich fachowców jak lekarz weterynarii czy inżynier drogowy nie było ... "

Link do części 1 artykułu
Link do części 3 artykułu