przyczynek do dziejów miejscowości

Na łamach Rocznika Rymanowa Zdroju tom V, w 2000 roku ukazał się artykuł Franciszka Bolanowskiego (ur. 1919 – zm. 2002) w którym przedstawił mało znane fakty z historii Posady Górnej i jej okolic. Poniżej przedstawiamy jego drugą i ostatnią część.
Franciszek Bolanowski.

Posada Gorna 02W okresie międzywojennym życic społeczno-kulturalne Posady Górnej skupiało się w Domu Gminnym (później gromadzkim). W latach dwudziestych z inicjatywy Jana hr. Potockicgo, który prawie zawsze uczestniczył w zebraniach Rady Gminnej utworzono orkiestrę dętą, utrzymywana ze składek mieszkańców. Hrabia Potocki wyasygnował 100 zł. a Wojciech Bolanowski z willi Słoneczna 50 z1. Członkami lej orkiestry byli miedzy innymi: Stanisław Krukar i Stanisław Niemczyk - trąbki, Filipowicz - klarnet, Jakub Macnar - puzon, innych już nie pamiętam. Funkcję dyrygenta sprawował początkowo jakiś Słowak a później Zygmunt Penar - z zawodu stolarz. W 1J0mu Gminnym odbywały sic imprezy towarzyskie, takie jak: zabawy taneczne, wesela, przedstawienia. Była scena teatralna, stół bilardowy, radioodbiornik. Mieściła si.,: tam
biblioteka i wypożyczalnia książek.

Jeszcze w latach trzydziestych powstało "Koło młodzieży", którego założycielką była Helena Bolanowska absolwentka Seminarium Nauczycielskiego w Sanoku. Jej działania wspomagali Stanisław Niemczyk, który po wojnie osiadł w Anglii, Antoni Bolanowski, Józef Kilar, Franciszek Różowicz, Władysław Ziajka, Jan Bolanowski, Andrzej Bolanowski, Władysław Kilar, Andrzej Krukar który brał udział w przedstawieniach (i podobno przeczytał wszystkie książki jakie znajdował się w bibliotece).

stare kolejeOstatnie wakacyjne dni proponuję wykorzystać na atrakcyjną wyprawę pociągiem linii kolejowej nr 108, zbudowanej z polecenia władz Austro-Węgier, przebiegającej przez Wróblik Szlachecki. Dokument koncesyjny na jej budowę podjęto w maju 1869 roku. Wśród koncesjonariuszy byli między innymi Adam ks. Sapieha i Michał hr. Załuski.

W 1872 r. powstał odcinek rozjazdu z linią 107 do obecnej granicy państwa, jako część Pierwszej Węgiersko-Galicyjskiej Kolei Żelaznej. Pozostałą część linii zbudowano w 1884 r., w ramach Galicyjskiej Kolei Transwersalnej. Od strony węgierskiej ważnymi dworcami były miejscowości: Satorjaujheli, Homonna, od polskiej Łupków i Zagórz. Ze stacji Satorjaujheli można było dojechać do Budapesztu Keleti, jadąc przez Miszkolc. W Przemyślu linia łączyła się z istniejącym od 1861 roku odcinkiem Kolei Galicyjskiej im. Karola Ludwika, biegnącej od Krakowa. Trzeba zaznaczyć, że połączenie kolejowe z Krakowa do Lwowa było blisko granicy z Rosją, istniało więc zagrożenie ze strony wrogich wojsk. W takiej sytuacji dla Austriaków koniecznością było stworzenie alternatywnej trasy przerzutu żołnierzy i zaopatrzenia. W tym celu powstała Galicyjska Kolej Transwersalna o podwójnym znaczeniu militarnym i gospodarczym. Aby linia spełniała w pełni swą rolę, konieczne było połączenie jej południkowymi liniami biegnącymi w głąb monarchii austriackiej przez Karpaty. Pierwszy odcinek linii Zagórz – Komańcza oddano do użytku 12 listopada 1872 roku, a miesiąc później odcinek do Łupkowa.

polskie TermopileSą w historii Polski wydarzenia, które jak kamień węgielny stanowią fundament naszej tożsamości, budują poczucie dumy narodowej, podnoszą na duchu i stanowią moralny drogowskaz dla przyszłych pokoleń. W wyboistej historii naszego narodu, mamy ich bardzo wiele i nie sposób robić jakichkolwiek rankingów, czy zestawień, kto Polskę bardziej kochał! Przelana krew w tym czy innym miejscu, w tej czy innej epoce waży tyle samo i jest zawsze najwyższą ofiarą, godną absolutnego szacunku.

Pamięć i szacunek należą się również 330 polskim obrońcom Lwowa, którzy 17 sierpnia 1920 r., podjęli się straceńczej misji zatrzymania pędzącej na Lwów bolszewickiej armii Siemiona Budionnego i sami zdecydowali się zaatakować dziesięciokrotnie liczniejsze oddziały sowieckie. Kapitan Bolesław Zajączkowski, głównodowodzący misją, zdecydował się zdobyć i utrzymać położoną 30 km na wschód od Lwowa stację kolejową w Zadwórzu, by tym samym związać walką Bolszewików i dać czas miastu na przygotowanie obrony. Polacy w brawurowym ataku zdobyli stację i otaczające ją wzgórza, narażając się tym samym na szaleńcze kontrataki Moskali.

Nierówna walka trwała 11 godzin, w trakcie których obrońcy odparli kilkanaście ataków sowieckiej kawalerii. Kiedy skończyła się amunicja, dzielni Polacy ruszyli z bagnetami i kolbami na nacierających komunistów. W późnych godzinach nocnych, gen. Zajączkowski wraz z kilkoma pozostałymi przy życiu żołnierzami, ostatnimi nabojami odebrali sobie życie, by tym samy uniknąć pojmania.

Sieniawa2 04Wschodnią granicę Sieniawy od wieków wyznaczał Wisłok i dolny odcinek - około jeden kilometr długości - potoku Głebokiego. Po spiętrzeniu wód rzeki zaporą, jej przebieg się nie zmienił, a to oznacza, że odwzorowuje ona dawne koryto Wisłoka na powierzchni zalewu. Na północnym wschodzie grunty Sieniawy od pól beskich oddziela krótki, głęboki jar potoku, który płynie po południowej stronie skrzyżowania dróg na tzw. Kanale. Stojący w pobliżu budynek dawnej karczmy, która na starej mapie ma nazwę „Wesoła”, a w pamięci okolicznych mieszkańców „Ślepa”, znajduje się już na terenie Beska. Około 700 m na zachód zbiegały się granice Sieniawy, Beska i Rymanowa (teraz Łazów). Leżący tam zespół zabudowań po północnej stronie drogi z Sanoka do Krosna, obecnie złożony z 7 gospodarstw, jest administracyjnie rozdzielony między te trzy miejscowości.

Od tych domów na południowy zachód płynie mały ciek, który w połowie swego biegu do Raczty, pod wzgórzem z wiatrakami, przecina drogę nr 28. Potoczek ten rozdziela grunty Sieniawy i Rymanowa. Dalej tereny tych osad rozgranicza polna droga, doprowadzająca do Bartoszowa. Stawy i ogródki działkowe pozostają po stronie rymanowskiej. W pobliżu tych ostatnich zaczyna się granica między Sieniawą a Głębokiem. Ma ona zupełnie inny charakter. Nie opiera się o linie naturalne, ale wiedzie wzdłuż polnej drogi - w przeszłości zapewne granicą łanu - na wschód, do potoku Głębokiego. Taki jej przebieg może świadczyć, że role Głebokiego zostały niejako wykrojone z terenu pierwotnej Sieniawy. Do zagadnienia tego powrócę przy omawianiu nazewnictwa wsi Głębokie.

człowiek i artysta niekonwencjonalny

Kandefer WladyslawWładysław Kandefer przyszedł na świat w Iwoniczu Zdroju 10 XI 1921 roku, tam też ukończył szkołę powszechną, by następnie podjąć naukę w Zakopanem w Szkole Przemysłu Drzewnego. Odejście z domu odbyło się w atmosferze „milczenia”. Ojciec wyrażał nadzieję, że Władek zostanie inżynierem wiertnikiem, a zainteresowany, bardzo zdesperowany, postawił sprawę jednoznacznie – albo rzeźba, albo nic. Inspiracją do twórczości rzeźbiarskiej byli Łemkowie, których pracę obserwował od dzieciństwa i która go fascynowała. Już jako mały chłopiec „dłubał” nożykiem różne formy. Uważał, że rzeźba ludowa jest pełna wdzięku i naturalizmu. W szkole zakopiańskiej zetknął się z Antonim Kenarem, również pochodzącym z Iwonicza , który uczył go rzeźby. Bardzo dobrze go wspominał: „Kenar to wspaniały człowiek i pedagog, który potrafił w człowieku rozbudzić zamiłowanie do piękna”. Razem jeździli na nartach. To wtedy złapał bakcyla do narciarstwa, w którym miał duże osiągnięcia. Wybuch II wojny światowej przerwał naukę. Władek czas wojny i okupacji spędził w rodzinnym Iwoniczu. Wykonywał protezy dla inwalidów wojennych. Dla Niemców też robił figurki, za które otrzymywał gratyfikacje żywnościowe. Jedna z figurek Matki Bożej ofiarowana oficerowi niemieckiemu zwolniła Władzia z obowiązku odśnieżania Iwonicza w 1941roku, a dla rodziny tego Niemca stała się talizmanem przynoszącym szczęście i spokój. Poinformowano o tym gości zebranych w BWA na wernisażu z okazji 90. rocznicy urodzin artysty. Wiadomość dotarła mailem z Holandii, a nadawcą była córka wymienionego Niemca.

z kresowJózef Piłsudski powiedział kiedyś, że: „naród, który traci pamięć, staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmującym dane terytorium”. Skoro marszałek wiedział o tym sto lat temu, to jak dzisiaj możemy nazwać naród, który celowo usuwa, pomija, subtelnie wypycha ze swojej przestrzeni społecznej pamięć o miejscach i ludziach, którzy za ten naród ponieśli najwyższą ofiarę?

Był taki czas, kiedy wschodnie województwa II Rzeczypospolitej stały się ołtarzem, na którym ukraińscy zbrodniarze przelali krew setek tysięcy niewinnych osób, ludzi których jedyną winą było to, że byli Polakami. Ten bezrozumny, bestialski, wręcz satanistyczny obłęd w imię którego niemowlęta nadziewano na sztachety, gwałcono córki na oczach ich ojców i ćwiartowano starców, nazywał się ukraiński nacjonalizm. Bestie, które tego dokonywały mają swoje imiona i nazwiska, miejsca pochodzenia, zamieszkania – jednak, jak dotąd, nie zostały w pełni rozliczone. Potrafimy skutecznie ścigać zbrodniarzy niemieckich, sowieckich, co więc stoi na przeszkodzie, aby z równym zaangażowaniem rozliczyć i ukraińskich?

Pytanie, niemalże retoryczne i bez odpowiedzi. Wmawia się nam, że zawsze jest zły czas: w okresie PRL pamięć o Kresach była zakazana, by nie drażnić sowieckiego „Wielkiego Brata”, w latach 90. tych, przekonywano, że jak państwowość ukraińska okrzepnie, to wszystko wyjaśnimy. Na to nałożyła się jeszcze, nieszczęsna doktryna Jerzego Giedroycia, który w imię dobrych relacji z Ukraińcami, postulował „totalne pojednanie” i niemalże likwidację pamięci o wschodnich województwach II Rzeczypospolitej. XXI wiek jest również „złym czasem”, bo najpierw szereg rewolucji, później budzenie ukraińskiej tożsamości narodowej, teraz wojna.
Nie sposób mieć o to pretensję do strony Ukraińskiej, oni mają swój interes w polityce historycznej i bardzo precyzyjnie go realizują. Łajać należy więc naszych polityków, dyplomatów, którzy nie trafią, nie chcą, boją się, wstydzą (proszę wybrać dowolne) zadbać o naszą pamięć i tożsamość naszego narodu!

Historia Łazów nigdy nie została spisana, nie zapisano również przypowieści krążących wśród mieszkańców wsi o czasach przeszłych. W źródłach archiwalnych również niewiele można znaleźć, a źródła te są dostępne głównie dla badaczy historii (np. Państwowe Archiwum Historyczne Ukrainy we Lwowie).

Niewielka wzmianka dot. czasów wczesnośredniowiecznych Rymanowa i okolic zawierająca informację o stanowisku osadnictwa zlokalizowanego na terenie Łazów występuje w publikacji M.Parczewskiego: Początki sąsiedztwa polsko-rusko-słowackiego w świetle danych archeologicznych. Kolejna informacja związana z tą miejscowością zawarta jest w tzw. Metryce Józefińskiej, opisującej szczegółowo pod kątem polityki fiskalnej dworu wiedeńskiego wsie i miasteczka galicyjskie. Grunty miejskie rozpościerały się na trzech niwach: .., druga, zw. Łazy, zasadzała się na gruntach przy posadzie Niżnej, aż do pół wsi Milczy; (Rymanów, dzieje miasta i Zdroju, opracowanie zbiorowe pod redakcją Feliksa Kiryka, s.95, 1985).To tyle co dotyczy najstarszych dziejów wsi, a właściwiej byłoby używać nazwy przysiółka rymanowskiego Łazy.

Z nowszej historii Łazów należy wspomnieć lata 1955 - 1960, kiedy to mocą uchwały Miejskiej Rady Narodowej odłączono od miasta Łazy i włączono je do Gromadzkiej Rady Narodowej Posada Dolna, a 1 stycznia 1960r. włączono ponownie do Rymanowa z całą gromadą Posada Dolna. A wieś Łazy zlokalizowana była w wąwozie potoka bez nazwy. Była i jest wsią rolniczą . Zwyczajowo dzieliła się na trzy części : Łazy I , II i III czyli Dolina. Największą częścią były Łazy II i tutaj mieściły się najważniejsze "Instytucje" czyli Sołtys, szkoła, sklep i biblioteka.

Sieniawa 01Sieniawa to duża i stara wieś na lewym, płaskim brzegu Wisłoka. Chociaż najstarsza wzmianka o niej, mówiąca o młynie sieniawskim (molendino Syenauensi) (A. Fastnacht 2002, s. 132), zapisana została w 1437 r., to prawdopodobnie osada istniała wcześniej, w czasach ruskich, czyli już przed pierwszą połową XIV w. Przypuszczalnie wówczas w jej granicach znajdowały się też tereny dzisiejszego Głębokiego. Ta ostatnia miejscowość wyrosła później jako przysiółek Sieniawy - Pawłowa Wola.

Dokument z 1443 r. wymienia nazwiska mieszkańców: Chodor i Seńko. Z dużym prawdopodobieństwem można uznać je za ruskie, ale raczej jest to już ślad migracji wołoskich, niż relikt starszego osadnictwa. A kolonizacja wołoska musiała odegrać istotną rolę w rozwoju wsi, skoro w 1921 r. na 952 mieszkańców aż 844 było grekokatolikami. W okresie międzywojennym ludność Sieniawy zaliczano do grupy etnograficznej Dolinian, a nie do Łemków. W 1945 r. ze wsi wysiedlono na Ukrainę 178 rodzin (802 osoby). Pozostała po nich drewniana cerkiew z 1874 r. Wychodźców osiedlono w rejonie kozowskim na Tarnopolszczyźnie.

Nazwa miejscowości nie daje się interpretować jednoznacznie. Najstarszy jej zapis - Szynyawa - pochodzi z 1438 r. Językoznawcy objaśniają ją na gruncie języka wschodniosłowiańskiego. W. Makarski (1986, s. 147) - łączy to miano z ukraińskim si(-y)n`awa ‘głębia w rzece’, a Z. Stieber (1948, s. 46) sądzi, że polska forma - Sieniawa - jest spolszczeniem ruskiej, oznaczającej ‘siną wodę’. Dodam, że mamy jeszcze dwie Sieniawy: wieś koło Rabki oraz miasto w północnej części województwa podkarpackiego.