- Szczegóły
- Odsłony: 1337
Czy zastanawiał się ktoś z Was, ile jest pomników Józefa Piłsudskiego w Polsce? Jeżeli doliczymy popiersia, epitafia, tablice i obeliski to wychodzi mniej więcej … bardzo dużo. I dobrze, niech będą! Na części z nich Marszałek stoi, na innych dosiada Kasztanki, tu i ówdzie głowa mu wystaje albo mosiężne litery znaczą jego pobyt lub przemarsz którejś z brygad. Był jednak kiedyś pomnik inny niż wszystkie, monumentalny, majestatyczny, ujmujący Piłsudskiego w pozycji siedzącej. Bodajże jedyny w historii pomnik, na którym marszałek siedział na krześle (a może na tronie?) Na ramionach miał żołnierski płaszcz, a w ręku trzymał księgę z wyrzeźbionym hasłem rewolucji francuskiej: równość, wolność, braterstwo. Pomnik stał w Kołomyi na centralnym placu, tuż obok ratusza. Monument znajdował się pod opieką niebyle kogo, bo legendarnego, elitarnego 49 Pułków Strzelców Huculskich, który wszystkie swoje uroczystości, defilady i odprawy przeprowadzał przy asyście naczelnego wodza. Ileż to razy synowie Czarnohory maszerując przed siedzącym Józefem żartowali między sobą, że chociaż raz mógłby wstać, kiedy my się tak staramy. Że chociaż na dźwięk trombity mógłby się zerwać. Ale on tylko siedział, siedział i patrzył łagodnie na jak mozolnie jednak systematycznie odradza się polska państwowość.
Meandry historii nie pozwoliły tej wyjątkowej instalacji przetrwać do naszych czasów. Konstanty Laszczka, profesor ASP w Krakowie umieścił figurę na piaskowcowym cokole 27 X 1929 r. a równo 10 lat później, po zajęciu Kołomyi przez armię czerwoną, pijana sowiecka swołocz wysadziła pomnik w powietrze. Świadkowie wspominali, że najpierw strzelali do monumentu pomstując, za krzywdy, które od Piłsudskiego doznali w 1920 r., a kiedy on ciągle niewzruszony patrzył na nich z pogardą, podłożyli materiały wybuchowe i … po jedynym „siedzącym Marszałku” pozostało wspomnienie i kilka wyjątkowych, pożółkłych zdjęć.
- Szczegóły
- Odsłony: 1687
Społeczeństwo przedwojennej Wólki było wyjątkowo homogeniczne. Jednorodność ta była widoczna w strukturze narodowej (etnicznej) - wieś zamieszkiwali wyłącznie Rusini - oraz religijnej - wszyscy byli grekokatolikami i nimi pozostali do czasu wysiedleń. Inaczej sytuacja wyglądała we wsiach położonych w głębi gór, zwłaszcza w okolicy Tylawy, których mieszkańcy po 1928 r. masowo przechodzili na prawosławie.
Andrij Suchorśkyj, urodzony w Wólce w 1929 r., w swoich wspomnieniach dzielił się ciekawym spostrzeżeniem, dotyczącym mowy swoich rodaków: „W Wólce, Bałuciance i Desznie besida była taka sama, ale już w Króliku [Wołoskim] mówili inaczej, zamiast „ł” używali „l”, np. u nas: były, pryszły, piszły, a u nich: byli, pryszli, piszli”.
Stosunki z sąsiednią ludnością polską układały się dobrze, ale lepiej z mieszkańcami Iwonicza niż pobliskiej Klimkówki. Wynikało to z faktu, że ludzie z tej pierwszej wsi mieli mniej ziemi, niektórzy pracowali w uzdrowisku i w związku z tym nie posiadali koni. Często przychodzili do wóleckich gazdów z prośbą, aby ci przyjechali obrobić im pole. „Gorzej odnosiły się do nas osoby z Klimkówki. Nasze żinky chodziły w łemkowskiej odzieży, a dzieci z tej wsi krzyczały za nimi: Rusinki, Rusinki! i rzucały kamieniami. Ale ojcowie żyli dobrze” - podsumowuje Suchorśkyj.
- Szczegóły
- Odsłony: 1934
Mieczysław Orłowicz kreśli bardzo ciekawy opis społeczeństwa Rymanowa. Przedstawia zróżnicowanie społeczne miasteczka, uwzględniając wykonywane zawody, poziom wykształcenia, status materialny i styl życia mieszkańców.
" ... W Rymanowie ojciec wynajął mieszkanie nadające się również na prowadzenie kancelarii notarialnej. Mieszkanie to znajdowało się w sąsiedztwie rynku, bardzo blisko sądu. Właścicielem był mieszczanin Białas. Mieszkaliśmy tutaj około 7 lat, a dopiero na ostatnie 2 lata trzeba było sprowadzić się do innego mieszkania, o wiele mniej wygodnego zarówno ze względu na położenie, jak i na rozkład pokoi. Kamieniczka Białasa miała od frontu mały ogródek oraz 8 pokoi z kuchnią, w tym 6 pokoi na parterze i 2 kawalerskie na pięterkach, które zajmowałem ja, jeszcze jako uczeń gimnazjalny, a tym bardziej później, kiedy byłem studentem i przyjeżdżałem tutaj na wakacje.
Kancelaria ojca znajdowała się na parterze, tamże była jeszcze kuchnia, pokój sypialny rodziców, salonik i pokój do kart między salonikiem a pokojem jadalnym. Resztę miejsca zajmowały rozmaitego rodzaju piwnice, składy, magazyny i strychy. W każdym razie miejsca było dość, każdy dla siebie miał jakiś pokoik, a dla gości również można było urządzić specjalny pokój, choć nie bardzo na nich liczono w Rymanowie, gdzie życie towarzyskie ograniczało się tylko do wizyt dość ceremonialnych i bardzo pretensjonalnych, nudnych i kosztownych przez kilka dni w roku.
Czytaj więcej: Rymanów w opisie Mieczysława Orłowicza - cz. 2
- Szczegóły
- Odsłony: 1960
Mieczysław Orłowicz urodził się 17 grudnia 1881r. w Komarnie. Z wykształcenia doktor praw, wypromowany na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, z zamiłowania krajoznawca, popularyzator turystyki. Działacz wielu organizacji turystycznych i sportowych m.in.: Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie, Towarzystwa Tatrzańskiego, Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Zawodowo zajmował się organizacją czynnego wypoczynku obywateli. Napisał niezliczoną liczbę przewodników, informatorów, bedekerów, artykułów publicystycznych, w polskiej literaturze krajoznawczej nazywany „Nestorem polskiej turystyki”. Jednymi z najciekawszych jego publikacji są: „Ilustrowany przewodnik po Galicji, Bukowinie, Spiżu, Orawie i Śląsku Cieszyńskim” oraz „Moje wspomnienia turystyczne”. Wszystkie prace bogato uzupełniane fotografiami, stanowią najlepszą dokumentację wielkich zasług Orłowicza w dziedzinie rozwoju amatorskiej fotografii artystycznej, którą traktował jako niezbędny element dla utrwalania odkrytych wartości turystycznych oraz najlepszy środek dla ich popularyzacji.
Czytaj więcej: Rymanów w opisie Mieczysława Orłowicza - cz. 1
- Szczegóły
- Odsłony: 1462
Będzie to krótka historia jednego pomnika, którego szalone dzieje są tak nierzeczywiste, jak czyny, których dokonał król umieszczony na jego cokole. I chociaż mamy grudzień, to będzie to opowieść listopadowa, a nawet ponadczasowa jedynie w listopadzie umiejscowiona.
20 listopada 1898 r. we Lwowie było ciepło i słonecznie. Dziennikarz „Kurjera Lwowskiego” napisał nawet, że pogoda była wymarzona, że …„sam Pan Bóg zrobił wyłom w jesieni, by godnie przywitać swojego pomocnika” (który jakby nie patrzeć, zabezpieczył chrześcijańskość Europy na kilkaset lat). Pomysł uhonorowania wielkiego króla zrodził się dziesięć lat wcześniej, a misji odtworzenia podjął się lwowski rzeźbiarz ormiańskiego pochodzenia Tadeusz Barącz. Cóż to był za człowiek! Sam artysta zrezygnował z gaży za wykonanie zlecenia, a racjów miejskich jedynie o pensję dla pomocnika poprosił. Nie wzdrygnął się nawet, gdy pierwotny, kamienny pomnik został nagle na zmieniony na taki z brązu.
Ale wróćmy do programu uroczystości odsłonięcia, który był przebogaty! Rozpoczęto od mszy w katedrze łacińskiej. Następnie wszyscy zgromadzeni, w tym delegacje miast pod murami których król walczył, w długim kondukcie, klucząc lwowskimi uliczkami, przeszli na Wały Hetmańskie. Towarzystwa sportowe, kulturalne, duchowieństwo, arystokracja, ale i mieszczaństwo udało się na plac, gdzie w blasku pochodni stał niewzruszony, a skrywany od miesięcy, monumentalny pomnik Jana III Sobieskiego.
Stał tak król w centrum Lwowa przez 46 lat. W 1944 r. wraz z nastaniem sowieckiego miru, król zaczął zawadzać, przeszkadzać. Budzić rewizjonistyczne skojarzenia. Że to niby jak? Że tu Polska, że on bitwy na terenie Związku Radzieckiego prowadził. Przecież to reakcyjne kłamstwa! Trzeba się go pozbyć! Długo myśleli towarzysze, co z Janem III zrobić? Pewnego dnia, przyglądając mu się uważnie doszli do wniosku, że wąsy ma, buławę ma, na koniu siedzi – tylko czapkę zmienić, napisy wymazać, w kontusz mniej zdobny ubrać i będzie … Bogdan Chmielnicki!
Chwalić Pana, Kacapy nie zdążały oszpecić monarchy, bo „centrala” postanowiła pomnik przewieść do Warszawy. I tak, niespodziewanie, znalazł się Sobieski pod pałacem wilanowskim. Długo tam nie zabawił, bo w przypływie euforii, w 1965 r. postanowiono przewieść go do Gdańska i na Drzewnym Targu ustawić. Nasz jubilat stoi tam od 57 lat, świętując dzisiaj swoje 114 urodziny. Wszystkiego najlepszego pomniku króla.
- Szczegóły
- Odsłony: 1595
Jak wspomniałem w poprzedniej części, w przedwojennej Wólce było 39 zagród i 233 mieszkańców. Domy znajdowały się przy drodze, która z Klimkówki Kopalni podchodziła pod główny grzbiet Przymiarek. Obecnie jej odcinek w rejonie dawnej zabudowy jest mocno zatarty w terenie. Współcześnie używana droga biegnie równolegle i od strony zachodniej ogranicza zadrzewiony obszar, na którym kiedyś stały domy.
W Wólce nie było ani cerkwi, ani cmentarza. Mieszkańcy uczęszczali do świątyni albo do Deszna (cerkiew parafialna), albo do Bałucianki (cerkiew filialna). We wsi były dwie kapliczki, ale nie zachowały się po nich żadne ślady. Nie było tu domu gromadzkiego, a najbliższa szkoła podstawowa znajdowała się w sąsiedniej Bałuciance. W okresie międzywojennym w Wólce prowadzili prace inwentaryzacyjne studenci Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. W każdej z badanych wsi dokonywano pomiaru trzech chałup: najstarszej, typowej i najmłodszej. Wówczas najwięcej lat miała tu chyża z 1886 r. Jej widok ogólny, przekrój poprzeczny oraz rzut poziomy znajdziemy m.in. w książce profesora Ignacego Tłoczka „Dom mieszkalny na polskiej wsi” (Warszawa 1985, s. 76). Chociaż została ona tam podpisana jako chałupa bojkowska, to nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z przykładem budownictwa łemkowskiego z naszej Wólki! Jak widać, stały tu kiedyś jednobudynkowe zagrody, obejmujące mieszkanie z komorą oraz część gospodarczą, obie pod wspólnym dachem. Układ pomieszczeń wyrażał troskę o zabezpieczenie izby i stajni przed stratami ciepła.
Czytaj więcej: Wólka. Historia dawnej wsi (część 3: domy i mieszkańcy)
- Szczegóły
- Odsłony: 1500
Wólka jest najmłodszą wsią wołoską w okolicy Rymanowa. Pierwsza wzmianka o niej w dokumentach pojawia się w 1577 r., czyli ponad wiek później niż Bałucianki i Wołtuszowej (1470 r.), i blisko dwieście lat po powstaniu Deszna (1387 r.). Osada zwana była wówczas Wolą Klimkowską. Już to pierwotne określenie wiele mówi nam o początkach osady. W przeszłości Wola odnosiła się do wsi, których mieszkańcy byli czasowo zwolnieni od czynszów i robocizn na rzecz pana wsi lub kościoła. W naszym regionie taka „wolnizna” wynosiła zazwyczaj 24 lata. W tym okresie „nowi” osadnicy mieli przygotować teren do założenia wsi. W pierwszej kolejności prace polegały na trzebieniu lasów i rozszerzaniu użytków rolnych. Potem powstawała zabudowa. Karpackie Wole to przysiółki osad macierzystych. Najstarsza nazwa Wólki wskazuje, że powstała ona na terenie Klimkówki. Jeżeli od początku była to wieś ruska, to osadnicy nie pochodzili z tej miejscowości, ale z sąsiednich, starszych wsi wołoskich, np. Deszna, Bałucianki. Deminutywna forma nazwy wsi mogła dotyczyć nie tylko jej wielkości, ale odnosić się do długości samej wolnizny. Ta była krótsza, jeżeli teren był już częściowo zagospodarowany. W części pierwszej zwracałem uwagę na nazwy terenowe Wólki. Toponim Podosznianki, sygnujący pola po wschodniej stronie dawnej zabudowy, może mówić, że grunty te pierwotnie były w granicach Deszna (Deszno w języku łemkowskim to Doszno). Możliwe, że jeszcze przed lokacją opisywanej wsi były to już tereny rolne. Kulturowe nazwy terenowe: Czerteż, Łazy, Pasika, które pierwotnie wskazywały miejsca trzebieży lasów, są rozlokowane dalej, na obrzeżach osady.
- Szczegóły
- Odsłony: 2482
Chociaż Przymiarki należą do najczęściej odwiedzanych gór w okolicy Iwonicza i Rymanowa Zdroju, to położona na ich północnych stokach Wólka pozostaje całkowicie zapomniana. Przez teren tej nieistniejącej dziś wsi prowadzi droga gruntowa. Jej początek znajduje się na pierwszym zakręcie utwardzonej drogi z Klimkówki na Suchą Górę. Miejsce odejścia jest oznaczone drogowskazem „Przymiarki 25 min.”. Po krótkim podejściu lasem wyjdziemy na łąki dawnej Wólki. Do końca ostatniej wojny było tu 39 gospodarstw, przy czym zabudowa ciągnęła się po lewej stronie naszej drogi na długości około jednego kilometra. Niestety, w terenie zachowało się niewiele śladów po osadzie. W Wólce nie było nigdy ani cerkwi, ani cmentarza, a miejsca po do-mach zostały rozjechane przez spychacze w ramach rekultywacji gruntu w latach siedemdziesiątych XX w. Wtedy też została zniwelowana dawna droga wiejska, która pierwotnie biegła równolegle do naszej trasy, ale około 60 m na wschód od niej. Tylko przy wyjściu z lasu zachował się jej krótki odcinek. Biegnie on prosto na południe, podczas gdy droga współczesna pnie się w prawo na łąki. Przy nim znajduje się czytelne miejsce po budynku, prawdopodobnie jedyne takie w dolnej części wsi. Podobne ślady trzech - czterech domostw można odszukać w górnej Wólce, pod samym grzbietem Przymiarek. Poza tym o dawnej zabudowie przypominają nam stare buki i jawory oraz z rzadka rosnące drzewa owocowe, a także symboliczna mogiła autochtonki Marty Szul, która zginęła tu śmiercią tragiczną. Dzieje wsi i dawnych jej mieszkańców przedstawię w kolejnych „wycieczkach”. Teraz przejdę do ogólnego opisu topografii Wólki. Z pierwszej wycieczki w ten rejon pamiętamy, że główny grzbiet Przymiarek zwyczajowo był dzielony - idąc od wschodu - na: Kopę (Patryję), Przymiarki (właściwe), Wierch i Uhliska. Wszystkie te miejsca były w granicach Bałucianki, gdyż grunty Wólki zaczynały się niżej na północnym stoku.



