Pelczar JozefDlaczego o nim w tym numerze? Jest mało znany wśród ludzi, nawet wierzących. Wprawdzie Jan Paweł II wyniósł go na ołtarze (beatyfikacja w czerwcu 1991 i kanonizacja w maju 2003) nie bez przyczyny, ale jakoś ta postać nigdy nie była mi bliska. Przyszła pora nadrobić lekcję z historii i religii. Inspirację znalazłam, będąc na Eucharystii w kościele parafialnym w Korczynie. Tam mówią: „nasz biskup”, a ja pomyślałam: „Nie mój, bo go nie znam”. Pora na „spotkanie”. Urodził się 17 stycznia 1842 roku w Korczynie jako trzecie spośród czwórki dzieci w rodzinie Wojciecha i Marianny. Jego matka, kobieta o niezwykle artystycznej duszy, bardzo religijna, każde ze swoich dzieci poświęcała Bogu przez Maryję podczas pielgrzymek do Leżajska. Józio był gorliwy jako ministrant, grzeczny, ale rozpieszczony, nieco egoistyczny – jeden z najmłodszych członków rodziny. W szkole pilny, bystry, pracowity i ambitny, dlatego też w wieku 8 lat opuścił szkołę parafialną i podjął naukę w szkole głównej w Rzeszowie. Tam kontynuował edukację gimnazjalną. Celująco złożył egzamin dojrzałości w 1860 roku i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Jak sam pisał, trafił na wspaniałych opiekunów i wybitnych mentorów: ks. rektora Marcina Skwierczyńskiego i ojca duchownego ks. Ignacego Łobosa. Mieli oni bardzo duży wpływ na progres wiedzy i rozwój duchowości Józefa. 17 lipca 1864 roku alumn Pelczar otrzymał święcenia kapłańskie po otrzymaniu dyspensy papieskiej, gdyż brakowało mu do wieku regulaminowego 1,5 roku. Pierwszą placówką, na którą został skierowany, był Sambor. Dał się poznać jako dobry mówca, spowiednik i serdeczny człowiek. Po roku pracy duszpasterskiej wyróżniający się prezbiter został skierowany na studia do Rzymu. Podjął nauczanie na dwóch uczelniach równocześnie: Uniwersytecie Gregoriańskim i Uniwersytecie Laterańskim.

Wisloczek 01Wisłoczek to dziś nieduża wieś w dolinie potoku o tej samej nazwie. Pod względem znaczeniowym hydronim ten jest zdrobnieniem od słowa Wisłok. Z tego też względu wydaje się, że miano osady poszło od cieku, a nie odwrotnie.

Jednak historia nazwy Wisłoczek nie jest taka prosta i - co ciekawsze - przenosi nas w czasy, kiedy stałe osadnictwo w dolinie Wisłoka powyżej Odrzechowej dopiero zaczęło się rozwijać.

Jeden z najstarszych dokumentów, który dotyczy doliny górnego Wisłoka, pochodzi z 1361 r. Jego fragment brzmi: „król Kazimierz nadaje Piotrowi i Pawłowi, braciom rodzonym z Węgier, Węgrom, miejsca puste zw. Wysloczkie aż do źródeł rzeki Wisłok” (cytat za A. Fastnacht, 2002, s. 226).

Zapisek ten jest bardzo pouczający i pozwala zrozumieć przynajmniej niektóre mechanizmy nazewnicze, które zachodziły we wczesnym etapie rozwoju stałego osadnictwa lub - być może - nawet w okresie go poprzedzającym.

Z tego jednego zdania można wnioskować:

1. w tamtym czasie zlewnia górnego Wisłoka nie była zamieszkała (loca deserta Wysloczkie);

2. zlewnia ta posiadała jednak nazwę, co oznacza, że była penetrowana przez człowieka. Ośrodkiem osadniczym dla tego regionu musiała być Odrzechowa;

3. wymienione Wysloczkie, wszystko na to wskazuje, należy rozumieć jako Wisłoczki. Taka nazwa mówi, że powyżej Odrzechowej nie było jeszcze potrzeby odróżniania Wisłoka od jego dopływów. Wystarczyło ogólne określenie miejsca, gdzie potoki - Wisłoczki - łączą się ze sobą i tworzą jedną rzekę Wisłok (ryc. 1);

Dybowski Benedykt30 stycznia 1930 r., w wieku 97 lat zmarł Benedykt Dybowski, chociaż urodził się w Adamarynie koło Mińska, to niemal całe swoje życie naukowe związał ze Lwowem, gdzie do dziś na Cmentarzu Łyczakowskim spoczywają jego doczesne szczątki. Kim był ten zasłużony, chociaż trochę zapomniany człowiek? Nadmienić należy, że brał czynny udział w przygotowaniu Powstania Styczniowego jako komisarz Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś. Po upadku powstania władze carskie zesłały go na 12 lat ciężkich robót na Syberii, a jego rodzinna posiadłość została skonfiskowana. Po kilku latach dzięki pomocy Wschodniosyberyjskiego Towarzystwa Geograficznego pozwolono mu osiedlić się nad Bajkałem i prowadzić tam badania. Kontynuował je jako lekarz na Kamczatce i na Wyspach Komandorskich. Leczył za darmo tubylców i dokumentował ich języki.

Na Kamczatce obszar jego praktyki lekarskiej, obejmował około 8 tys. km2 kwadratowych, Benedykt objechał go w całości, aż pięć razy. Wraz z kilkoma podległymi mu felczerami wykonał tytaniczną, nieznaną wcześniej pracę w zakresie poprawy zdrowia ludności tam zamieszkałej. Organizował doraźną pomoc sanitarną, tworzył szpitale dla ofiar epidemii tyfusu, trądu i ospy, stworzył także pierwszy na tamtych ziemiach przytułek dla trędowatych. Prowadził szeroko zakrojoną akcję humanitarną mającą na celu polepszenie bytu miejscowej ludności. Uczył nowoczesnej uprawy ziemi, stosowania nawozów, uprawiania europejskich warzyw, hodowli kóz, królików i reniferów, najczęściej osobiście finansując te działania. Przez plemiona syberyjskie zamieszkujące Kamczatkę nazywany był „Białym Dobrym Bogiem”, co chyba najdobitniej oddaje jego poświęcenie i zaangażowanie.

Badania naukowe, które prowadził na zesłaniu doprowadziły do odkrycia szeregu nowych form życia. Opisał 116 gatunków skorupiaków, odkrył 6 nowych gatunków ryb, 88 gatunków mięczaków i 9 gatunków gąbek. Chociaż formalnie przebywał na Syberii jako więzień, jego badania zostały docenione przez Towarzystwo Geograficzne w Petersburgu, które zaczęło finansować jego prace. Podczas jednej z ekspedycji niedaleko Władywostoku odkrył nowy gatunek jelenia, który do dziś nazywany jest jeleniem Dybowskiego.

SieniawaNajstarsze dokumenty wymieniają Sieniawę w 1437 roku. Wieś została założona w 1438 r i należała do Dobiesława z Sienna herbu Dębno. Był on uczestnikiem bitwy pod Grunwaldem i dowódcą oblężenia Malborka. Otrzymał ziemie rymanowskie prawdopodobnie za zasługi dla ojczyzny. Po jego śmierci dzieci i wnuki byli właścicielami tych ziem.

W XVIII wieku właścicielami Sieniawy stali się Ossolińscy i to wtedy w dniach 6 i 7 lipca 1768r. odbył się na polach między Sieniawą a Rymanowem zjazd szlachty - około 6 tysięcy osób złożyło przysięgę i ruszyło na czele z marszałkiem przez Krosno do Krakowa, by walczyć z zaborcami.

Z końcem XVIII wieku wieś została sprzedana jednemu z przywódców konfederacji barskiej — Ostaszewskiemu i potomkowie tego rodu byli jej właścicielami do końca XIX wieku. Od nich zakupił majątek Włodzimierz Gniewosz, wspomina go w swoim „ Pamiętniku” hrabina Anna Potocka jako właściciela Beska, stąd dolna część wsi wzdłuż obecnej ulicy Długiej nosi nazwę Gniewoszówka.

Do lat czterdziestych XX wieku Sieniawa była w większości wsią łemkowską. Zamieszkiwali ją Dolinianie przez sąsiadów zwani Rusinami.

Niewiele wiemy o mieszkańcach wsi w okresie międzywojennym. Ze wspomnień starszych ludzi można się dowiedzieć, że w poniedziałki ciągnęli na targ do Rymanowa, by sprzedać coś z gospodarstwa i zrobić potrzebne zakupy. Nie byli też bogaci, skoro po wojnie jedna z niewielu chat, które nie spłonęły, była chatą kurną. W 1944 roku spłonęło 98 budynków. Sieniawa liczyła wówczas 1047 mieszkańców. Wielu zabito, a w czasie walk z bandami spłonęło kolejne 9 domostw.

krygowskiWielka postacią kresowej nauki, o której należy przypomnieć, był urodzony 22 grudnia 1872 r. we Lwowie Zdzisław Krygowski. Jako syn wybitnego lwowskiego matematyk, również on wybrał drogę kariery akademickiej. Najpierw Politechnika Lwowska, której był rektorem, Lwowskie Towarzystwo Matematyczne, a od 1919 r. dziekan katedry Matematyki i Filozofii w Poznaniu. To właśnie Krygowskiemu, polskie służby specjalne poleciły zebranie najzdolniejszych matematyków w kraju i złamanie kodów niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”.

Maszyna Enigma, skonstruowana przez niemieckiego inżyniera, doktora Artura Scherbiusa w 1918 roku, była uważana za niezwykle skomplikowaną. Do jej działania wykorzystywano wirniki, które zmieniały sposób szyfrowania każdej litery w ciągu wiadomości, a zmiany te były oparte na bardzo skomplikowanej mechanice. Wydawało się, że złamanie szyfru Enigmy było zadaniem wręcz niemożliwym.

Jednak w połowie lat 30. XX wieku polscy matematycy wytypowani przez Krygowskiego w tym Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, zaczęli pracować nad rozwiązaniem tej zagadki. Dzięki ich pionierskim badaniom, a także wielkiemu wysiłkowi i determinacji, udało się wypracować pierwsze metody rozkodowywania wiadomości Enigmy, które później zostały udoskonalone.

W 1939 roku, w wyniku intensywnych prac nad łamaniem Enigmy, polscy matematycy byli w stanie opracować systematyczne podejście do rozkładania szyfru. To, co początkowo wydawało się niemożliwe, stało się rzeczywistością dzięki zastosowaniu matematycznych metod analizy, takich jak analiza permutacji i wykorzystanie kombinacji wirników.

Jednym z najważniejszych osiągnięć było opracowanie tzw. "wskazówki" – metody, która umożliwiała zrekonstruowanie ustawienia wirników maszyny Enigma, a tym samym odszyfrowanie wiadomości. Metoda ta stanowiła podstawę dalszej pracy nad złamaniem szyfru.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej, polski wywiad przekazał swoje wyniki prac nad Enigmą Brytyjczykom i Francuzom. Dzięki tej współpracy, alianccy kryptolodzy mogli kontynuować prace nad rozkodowywaniem niemieckich szyfrów, co miało decydujące znaczenie w dalszym przebiegu wojny.

Glebokie 03Południową, zalesioną część obszaru wsi Głębokie zajmuje przede wszystkim najwyższa część doliny potoku płynącego przez osadę. Jego zlewnia powyżej tzw. Śmiglówki, czyli ostatnich domów, zamknięta jest ze wszystkich stron wyraźnymi liniami grzbietowymi. Ma ona kształt trójkąta, którego ramiona schodzą się na wzgórzu 606 m. Południowo wschodnie biegnie od Kiczury w stronę Wołtuszowej, a zachodnie wyznaczają szczyty Dżbyru i Kopca. Podstawę wspomnianego trójkąta tworzą boczne grzbiety schodzące nad górny koniec wsi.

Pod względem administracyjnym zakreślony teren leży w granicach Głębokiego i Tarnawki. Do tej ostatniej, dziś nieistniejącej wsi, należy - ogólnie rzecz ujmując - tylko najwyżej położony pas zbocza zachodniego, ciągnący się pod Dżbyrem i Kopcem.

W omawianej zlewni występują lasy państwowe, gromadzkie (gminne) i prywatne. Te ostatnie, położone na wymienionych gruntach Tarnawki, zostały wykupione w przeszłości przez chłopów z Sieniawy. Nie wiemy, kiedy dokładnie to się stało, ale na mapie katastralnej z 1851 r. desygnuje je już nazwa „Sieniawski Las”. W Głębokiem od czasu tej sprzedaży określa się je Morgami. Ten sam teren w Posadzie Górnej jest znany jako Tarnawskie Krzaki.

Na wschodnim zboczu doliny są: enklawa lasu prywatnego o powierzchni około 22,7 ha, należąca do Wspólnoty gruntowej wsi Milcza oraz Las Gromadzki Beska. Miejsca te mają odpowiednio miana: Ubocz Milecka i Ubocz Beska. Wymienione trzy nazwy odzwierciedlają w jakimś zakresie dość zawiłą strukturę własnościową lokalnych lasów. Ale nazw terenowych jest tu o wiele więcej.

Rymanow ZdrojOdkrycie źródeł mineralnych 16 sierpnia 1876 roku dało początek dziejom Rymanowa Zdroju. Tu, gdzie dzisiaj funkcjonuje uzdrowiskowa infrastruktura, stało kilkanaście gospodarskich domów mieszkańców Posady Górnej. W trakcie przejazdu przez kamieniste koryto rzeki Tabor Stanisław hr. Potocki zauważył duże wywierzysko. Po zlokalizowaniu źródeł przez technologa Tytusa Sławika i przeprowadzeniu odpowiednich badań oddano wody lecznicze do eksploatacji. Hrabia Potocki wszedł prawnie w posiadanie tych terenów, poprzez zawarcie umowy z rolnikiem Dankiem Berdelem, właścicielem obszaru źródlanego, który jako rekompensatę otrzymał ziemię na innym terenie. Pierwszą analizę wód wykonano w latach 1877-78 w Wiedniu przez doktora Wesselskego. Sanocka Sekcja Towarzystwa Lekarzy Galicyjskich wydała o wodach pozytywną opinię, co przyśpieszyło oficjalne otwarcie uzdrowiska. Źródła otrzymały nazwy: Tytus, Klaudia i Celestyna. Funkcję uzdrowiskowego lekarza sprawował dr Józef Dukiet. Należy podkreślić, że wody rymanowskie badał także dr Bronisław Radziszewski. Rok 1881 był pierwszym oficjalnym rokiem funkcjonowania uzdrowiska. Hrabia Potocki zbudował „Zielony Domek” jako karczmę, wybudował pijalnię wód, założył park zdrojowy. W willi „Pod Kościuszką” znajdował się zarząd zdrojowy, poczta, restauracja, posterunek żandarmerii. Na Wystawie Lekarsko-Przyrodniczej w Krakowie, Zdrój otrzymał wyróżnienie w postaci srebrnego medalu, za wartości lecznicze wód. Rozbudowa Zdroju trwała, powstały wille „Gołąbek” i „Zofia”.

František Geisler – nauczyciel pięknego życia, historii, angielskiego i filantropii.

Frantisek GeislerHistoria, którą opowiem łączy się w czasie z październikiem, miesiącem, który właśnie przeminął, bo we wrześniu i październiku 1944 roku miała miejsce wielka bitwa zwana Operacją Karpacko-Dukielską, która dała w połączeniu z powstaniem słowackim, początek wyzwalania tego kraju. 6 października nasi południowi sąsiedzi obchodzą swoje narodowe święto, na pamiątkę dnia kiedy pierwsi żołnierze wkroczyli do Czechosłowacji.

Zacznę sformułowaniem, które przeczytałam w materiale historycznym, potwierdzającym słowa napisane wcześniej : „Ta historia, która zaczęła się podczas wojny, poprzez tragedię - miała szczęśliwe zakończenie – František syn znalazł miłość tam, gdzie jego matka utraciła swoją”. Jest to opowieść o poruczniku Armii Czechosłowackiej, Františku Josefie Geislerze, człowieku pełnym życia, uśmiechniętym, pogodnym, przyjacielskim i delikatnym. Nie miał żadnych wrogów, jak opowiadał jego kolega Jan Flax, był lubiany i poważany. Wysoki, szczupły, wysportowany, odnosił duże sukcesy wojskowe. Bardzo troszczył się o swoich żołnierzy. Kiedy Hitler zaanektował Czechosłowację František był studentem Rolnictwa na Uniwersytecie w Brnie. W grudniu 1939 wyjechał, wędrując przez wiele krajów do Francji, na wybrzeże Morza Śródziemnego. Tam, jako jeden z pierwszych brał udział w formowaniu Czechosłowackiej Brygady. Uważał, że jego powinnością była walka z najeźdźcą. Kiedy padła Francja wszyscy żołnierze zostali przetransportowani, przez Gibraltar, do Wielkiej Brytanii.

Tam szkolił się na komandosa, a później SOE, biorąc udział w akcjach specjalnych Armii Brytyjskiej i Czechosłowackiej w Europie. Początkiem 1944 roku akcje specjalne zostały wstrzymane i wojna dla Františka skończyła się. Ale dowiedział się, że nowo sformowana w Rosji Sowieckiej, II Czechosłowacka Brygada Spadochronowa potrzebuje wysoko wyszkolonych oficerów, jednostka miała być przerzucona na Słowackie Narodowe Powstanie. Dołączył na ochotnika i wyjechał z Anglii razem z innym w konwoju, 18 lipca 1944, W okolice Zarszyna dotarł we wrześniu. Został dowódcą II Batalionu i natychmiast przystąpił do walki. Wyzwalał Zarszyn – to była krwawa bitwa, poprzez pola minowe dźwigał swoich rannych żołnierzy. Potem bitwa o Besko, w niedzielę odpoczynek i przed świtem atak wzdłuż rzeki Wisłok do Pastwisk. 18 września rano prowadził swoich żołnierzy przeciwko niemieckim umocnieniom i tam padł, trafiony dwiema kulami. Został w tym miejscu na zawsze.