- Szczegóły
- Odsłony: 1124
Pokolenie seniorów, ludzi w podeszłym wieku jest drogocennym skarbem wiedzy historycznej. Zdarza się, że nie wykorzystamy tego źródła i ślad po kimś się zaciera. Czasem spóźnimy się ze swoimi zamiarami uwiecznienia kogoś czy jakiegoś wydarzenia i straty są niepowetowane. Tak jest w przypadku bohatera tego artykułu. Wiedza rodziny jest fragmentaryczna, gdyż zachowana tylko we wspomnieniach młodszego pokolenia, a żyjący dziś, najstarsi w środowisku, nie pamiętają człowieka, który był od nich o 20 lat starszy i w wieku dojrzałym opuścił okolicę. Nasz bohater nie doczekał się pełnej biografii, choć zapewne na nią zasłużył. Myślę, że należy to na miarę naszych możliwości nadrobić.
Władysław Śliwka, bo o nim mowa, urodził się w Desznie w 1919 roku. Ojcem jego był Józef Śliwka, a matką Katarzyna z Wołczańskich, mająca już syna Stanisława. We wczesnym dzieciństwie Władka jego matka zmarła i wychowywała go druga żona Józefa – Julia, z którą Józef miał jeszcze ośmioro dzieci. Tak więc nasz bohater wzrastał w rodzinie chłopskiej wśród licznego rodzeństwa.
Czytaj więcej: Władysław Śliwka-Szczerbic - wybitny syn rymanowskiej ziemi
- Szczegóły
- Odsłony: 1143
Przedwojenna nauczycielka z miejscowej szkoły - Bronisława Nadziakiewiczowa - tak w 1936 r. opisała położenie obu miejscowości: „Królik Polski i Wołoski leżą w dolinie rzeki Tabor (dawniej Murmawa albo Morwawa), zamkniętej od wschodu, południa i zachodu pasmem górskim wygiętym w kształcie podkowy, zwróconej końcami ku północy, ze szczytami Jawornik 761 m n.p.m. i Osiecznik 633 m n.p.m. Pasmo to jest zarazem działem wód pomiędzy składającym się z licznych mniejszych i większych potoków, dorzeczem rzeki Tabor, a Wisłokiem na wschodzie i Jasiołką na południu”.
Góra Jawornik, wznosząca się na południowy wschód od Królika i najwyższa w okolicy, jest pow-szechnie znana. Na mapach trzeciego zdjęcia austriackiego z drugiej połowy XIX w., na zachód od Królika, jest też oronim Osiecznik. Nie znajdziemy go jednak na późniejszych, polskich opracowaniach kartograficznych. I słusznie, gdyż wzniesienie to miejscowi nazywają Dalnia Góra. Ci sami mieszkańcy termin Osiecznik, gwarowo Osicznik, odnoszą do lasu, położonego na zachód od tzw. Dąbrówki w górnej części Królika Polskiego.
Hydronim Morwawa omawiałem przy przeglądzie nazw wodnych Rymanowa. Przypomnę tylko, że to określenie „naszej” rzeki zachowało się do dzisiaj w Haczowie i Iskrzyni, a wyżej zostało zastąpione przez Tabę, która później na mapach austriackich otrzymała zniekształconą postać Tabor. Plan katastralny Królika Polskiego z 1851 r. zawiera wyjątkową informację. Główny ciek płynący przez wieś opisany jest jako Morwawa! Czyżby ta średniowieczna forma zachowała się tutaj aż do połowy XIX w? Jeżeli faktycznie tak było, to mamy argument przemawiający za tym, że wyparcie Morwawy przez Tabę mogła być związane z rozwojem osadnictwa wołoskiego.
Czytaj więcej: Królik Polski i Wołoski nazwami opowiedziane. Część 2. Nazwy gór i wód
- Szczegóły
- Odsłony: 1083
W Kościele parafialnym pw. św. Wawrzyńca w Rymanowie.
Kościół parafialny pw. św. Wawrzyńca w Rymanowie został zbudowany w latach 1779-1781, dzięki fundacji Józefa Kantego Ossolińskiego. Architektem i budowniczym obiektu był Antoni Stroiński. W 1880 roku Józef Kanty Ossoliński zmarł i cała inwestycja z powodu braku funduszy została znacząco spowolniona. Wprawdzie gmach świątyni został ukończony, ale prace wykończeniowe i wyposażenie kościoła trwały przez cały okres XIX wieku. Na początku zainstalowano ołtarz główny. Nad kamienną mensą znajdował się przymocowany do tylnej ściany obraz Matki Bożej Bolesnej, przeniesiony z poprzedniego kościoła. Po bokach na kamiennych cokołach były posadowione duże figury św. Piotra i św. Pawła (obecnie znajdują się w przedsionku kościoła). Ponieważ nie było trwałej nadstawy ołtarzowej, na tylnej ścianie namalowano iluzjonistyczną część ołtarza (postacie świętych, anioły). Podobnie wyglądało pozostałe wyposażenie ołtarzowe świątyni w nawie i kaplicach.
W połowie XIX wieku staraniem ówczesnego proboszcza ks. Aleksandra Obrotowskiego wzniesiono w nawie kościoła nowe ołtarze. Jednym z nich był ołtarz św. Wojciecha i św. Stanisława. Dwukondygnacyjny ołtarz św. Wojciecha i św. Stanisława jest umieszczony we wnęce na ścianie zachodniej w nawie kościoła. W jego centrum znajduje się obraz przedstawiający wizerunki obu świętych. Postacie ukazane są w ten sposób, jak gdyby prowadziły ze sobą dysputę. W lewym dolnym rogu została umieszczona postać św. Piotrowina, którego wskrzesił św. biskup Stanisław. Z prawej strony pod stopami św. Wojciecha leży wiosło, atrybut męczeństwa. Nad dwoma postaciami świętych znajduje się anioł, który prowadzi biskupów poprzez męczeństwo do świętości. Dolna część ołtarza zdobiona prostymi płycinami, z dekoracją snycerską o motywach roślinnych. Na mensie ołtarzowej ustawiony jest w złoconej ramie obraz św. Teresy od Dzieciątka Jezus, autorstwa Władysława Lisowskiego z Sanoka, a w najwyższej części znajduje się obraz św. Floriana. Kolorystyka ołtarza utrzymana jest w gamie zbrudzonej zieleni z elementami marmoryzacji. Ołtarz wymagał podjęcia prac konserwatorskich. W 1906 roku ołtarz był odnawiany przez Władysława Lisowskiego z Sanoka. Z biegiem czasu połączenia stolarskie uległy rozluźnieniu, zauważalne też były ślady bytowania drewnojadów. W obrębie struktury uwidoczniły się zniszczenia mechaniczne poszczególnych elementów snycerskich. Okazało się także, że struktura ołtarza została przemalowana, a elementy złocone były mocno zdegradowane. Całego zadania odnowy ołtarza podjęła się, wraz z firmą „Centuari”, konserwator dzieł sztuki mgr Katarzyna Kasperkowicz. W październiku 2023 roku zakończyły się prace konserwatorskie, które trwały trzy lata.
- Szczegóły
- Odsłony: 1187
Amelia Załuska to kobieta na swoja epokę niezwykła. Bardzo dobra matka i żona, a równocześnie artystka w swej twórczości niezależna i samodzielna. Zasłynęła jako kompozytorka, poetka, malarka i współzałożycielka nowego uzdrowiska Iwonicz-Zdrój. Jej matką była Maria Neri, włoska śpiewaczka, a ojcem sławny muzyk, książę Michał Kleofas Ogiński. Amelia była kobietą gruntownie wykształconą, znała literaturę, osiągnięcia nauki, posługiwała się biegle kilkoma językami: francuskim, angielskim, niemieckim, włoskim, rosyjskim, wykazywała znajomość łaciny i litewskiego, słynęła z nienagannych manier i kulturalnego obycia. Od dziecka była kształcona u wybitnych muzyków. Biegle opanowała grę na fortepianie, ale posiadała również wiedzę teoretyczną, która przygotowała i uprawniała ją do tworzenia własnych kompozycji. Tworzyła walce, polonezy, mazurki. Pisała też utwory na skrzypce, skomponowała kilka romansów wokalnych, okolicznościowe śpiewy solowe i chóralne. Jest autorką bardzo oryginalnych walców, opublikowanych anonimowo w Wiedniu, o tytule „ Les Echos d`Iwonicz” (Echa Iwonicza).
Urodziła się 10 grudnia 1805 r. w Zalesiu na Litwie, w rodzinie Ogińskich, którzy byli jednym z najznamienitszych rodów Rzeczypospolitej. Łączyło ich pokrewieństwo m. in. z Czartoryskimi i Radziwiłłami. Ojciec Amelii był właścicielem licznych majątków na Litwie oraz pałaców w Warszawie, Grodnie i Wilnie. Jej dom rodzinny był otwarty na sztukę i kulturę. Gościli w nim politycy, artyści czy naukowcy z całej Europy. Gabriela z Guntherów Puzynina pisała w pamiętnikach: „Michałostwo ks. Ogińscy mieli trzy piękne córki, a dom pełen był nauczycieli, cudzoziemców, wesoły, ożywiony. Ten dom czynił piękne Zalesie rajem ziemskim”.
- Szczegóły
- Odsłony: 1212
Króliki Polski i Wołoski zajmują najwyżej położoną część dorzecza dzisiejszego Taboru. Pod koniec XIV w. właścicielem tego obszaru był Zyndram z Maszkowic, który wydał w 1389 r. niejakiemu „Hanzloni dicto Jon” przywilej na lokację wsi na prawie niemieckim w lesie zwanym Poloni. Tę nazwę - moim zdaniem - należy rozumieć jako Polany. W takiej interpretacji mówi ona o wcześniej prowadzonej tu trzebieży i przygotowywaniu terenu pod stałe osadnictwo. W pamięci przedwojennych mieszkańców Wisłoczka zachował się przekaz, że pierwotnie ich wieś była umiejscowiona na wododziale Wisłoka i Taboru u północnych podnóży Jawornika i nazywała się Polany.
Nowa osada miała powstać powyżej istniejącego już Deszna i pierwotnie - w związku z powyższym Jon - miała się nazywać Iohanne. Ale już w następnym stuleciu znana była jako Królikowa. Ta nazwa jest analogiczna do sąsiednich ojkonimów: Wołtuszowa i Bałutowa (dziś Bałucianka). Na przełomie XVI i XVII w. zastępuje ją forma obecnie używana, która jest nazwą osobową i zarazem rdzeniem nazwy starszej. Nie wiemy dokładnie, do czego nawiązuje. Czy pochodzi od polskiego krolik ‘namiestnik królewski zarządzający pewnym terytorium”, czy jest zdrobnieniem od nazwy osobowej Krol.
W drugiej połowie XVI w. powyżej Królikowej/Królika, na świeżo wykarczowanym terenie, zaczęła powstawać wieś, którą zasiedlali Wołosi. W ówczesnych dokumentach ma nazwy: Nova Krolikowa, Krolikowa Wola, Królik Wyżny lub Królik Wołoski. Pierwsze dwa określenia są typowo kolonizacyjne, kolejne jest topograficzne, a ostatnie etniczne. W XVII w. występują już obok siebie formy znane dzisiaj: Królik Polski (1654 r.) i Królik Wołoski (1673 r.) (Fastnacht A., 2007, s. 141-142; Prochaska A., 1887, s. 569-570), ale na mapie Mieg`a z końca następnego (1779-83) stulecia jest zestawienie: Krulich Polsky i Krulich Rusky.
Czytaj więcej: Królik Polski i Wołoski nazwami opowiedziane. Część 1. Nazwy wsi i ich części.
- Szczegóły
- Odsłony: 1189
Komańcza położona nad Osławą i jej dopływem Barbarką, skupiała w sobie kulturę Łemków, Bojków, Polaków, Żydów i Romów. O symbiozie żyjących tu mniejszości etnicznych i narodowych przypominają świątynie, cmentarze, krzyże, kapliczki. Komańczę założono w 1512 roku w dobrach królewskich ziemi sanockiej, przy szlaku handlowym prowadzącym na drugą stronę Karpat. Miejscowość jest jedną z najstarszych osad w tej części Beskidu Niskiego. U progu XX wieku dobra stały się własnością hr. Józefa Potockiego z Rymanowa. Wybudowana pod koniec XIX wieku szeroka linia kolejowa, wiodąca przez Przełęcz Łupkowską do Zagórza i Przemyśla, zmieniła sytuację gospodarczą okolicy. Łącząc Przemyśl z Budapesztem, zwiększyła transport pasażerski po obu stronach Karpat. Zaczął się opłacać handel bydłem, którego każdą ilość kupowała armia austriacka, a także łatwiej można było transportować drewno. Kamieniem milowym w rozwoju tych okolic była kolejka wąskotorowa na trasie Łupków – Cisna, której budowę rozpoczęto w 1890, a ukończono w 1898 roku. Ciuchcia wożąca drewno z gór i towary dla ludzi pozytywnie wpłynęła na ożywienie gospodarcze w „zabitych deskami” wsiach. Dawała przy tym zatrudnienie ludziom, powstawały pierwsze tartaki i zakłady obróbki drewna, rozwijał się handel. Dobry czas dla Komańczy i okolic powstrzymała I wojna światowa. U schyłku działań wojennych podjęto tu próbę ustanowienia przez nacjonalistów ukraińskich odrębnej władzy, którą historia odnotowała, jako Republikę Komańczańską, w ramach proklamowanej w listopadzie 1918 roku Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Inicjatorem utworzenia Republiki był ojciec Pantełejmon Szpylka z Wisłoka Wielkiego. Na jej czele stał były oficer austriacki, Andrij Kyr. Łemkowie z tzw. Łemkowszczyzny Wschodniej opowiedzieli się po stronie ukraińskiej. W skład Republiki Komańczańskiej weszło 33 osady, warto wymienić te wioski: Komańcza, Baligród, Cisna, Balnica, Maniów, Wola Michowa, Osławica, Łupków, Radoszyce, Smolnik, Duszatyn, Prełuki, Mików, Jawornik, Rzepedź, Turzańsk, Kulaszne, Szczawne, Dołżyca, Wisłok Wielki, Moszczaniec, Czystogarb, Darów, Surowica, Płonna, Karlików, Morochów, Sukowate, Wysoczany, Mokre, Puławy, Przybyszów, Kalnica. Jej dwumiesięczną działalność zakończyła interwencja 3 Batalionu Strzelców Sanockich, który końcem stycznia 1919 roku przeprowadził pacyfikację wsi
- Szczegóły
- Odsłony: 1150
Skromna, ale elegancka, ładna i sympatyczna, najczęściej uśmiechnięta, okazjonalnie lubiła zakładać kapelusze i koronkowe rękawiczki, posługiwała się piękną polszczyzną, którą szlifowała w Studium Nauczycielskim we Lwowie. Do Deszna przyjechała w październiku 1944 r. wraz z rodziną Uszyńskich, tak jak ona zatrudnionych na stanowisko nauczycieli. Miała wówczas już 36 lat. Czas dzieciństwa i młodości spędzony w Kamionce Strumiłowej pod Lwowem oraz okres wielkiej miłości do lotnika, który zginął w bitwie o Anglię, okryła zasłoną milczenia. Jej rodzice zostali wywiezieni na Syberię i tam pomarli, natomiast bracia, w wyniku porozumienia Majski-Sikorski, przedostali się do armii Andersa i wraz z wojskiem przeszli szlak bojowy. Jeden z nich pozostał w Anglii i tam założył rodzinę. Co najmniej dwukrotnie pani Zofia go odwiedziła, przywożąc stamtąd eleganckie ubiory i smakołyki, którymi raczyła swoich uczniów. Drugi brat wrócił do Polski, założył rodzinę, a trójka jego dzieci - Michasia, Jurek i Zbyszek, często gościła u cioci Zosi, a nawet czasowo realizowała obowiązek szkolny pod jej opieką. Wszyscy osiągnęli wykształcenie, a Michalina obroniła doktorat z matematyki. Panią Zofię od zesłania na Syberię uchroniło to, że była nauczycielką dzieci nie tylko polskich, ale również ukraińskich. Pani Maruszniak niemalże 30 lat swojego życia spędziła w Desznie jako kobieta niezamężna, oddana pracy, aktywna w środowisku lokalnym. Osiem ostatnich lat życia spędziła u kuzynek w Pile i tam nagle zmarła 4 VIII 1981 r.
Dlaczego piszę o tej osobie? Zasłużyła ona bowiem na wdzięczną pamięć kolejnych pokoleń. Była pedagogiem przez wielkie „P”, wspaniałą przedwojenną nauczycielką, której wielkim powołaniem była służba dzieciom. Pani Zofia – zawsze spokojna, cierpliwa i opanowana. Jej pogoda ducha rozlewała się na całą szkołę, tworząc ciepłą rodzinną atmosferę. Była uczynna i koleżeńska, szanowana i lubiana przez kolegów po fachu i rodziców swoich uczniów. Miała taki autorytet, że nie musiała stosować kar. Karą dla ucznia był jej smutek. Dużą wagę przywiązywała do opanowania przez dziecko podstawowych technik szkolnych tj.: czytania, pisania i rachowania. Często powtarzała, że bez tego nie będzie postępów w nauce ani żadnego szkolnego sukcesu. Dzieci, które miały jakiekolwiek problemy z opanowaniem szkolnych umiejętności, zostawiała po lekcjach na pracę indywidualną. Nikogo nie przekreślała, nie dyskryminowała czy dyskredytowała ze względu na słabe wyniki. Wierzyła w każde dziecko. W każdym umiała znaleźć coś dobrego i jakiś talent. Zachęcała do czytelnictwa i pożyczała książki z wielkiej szafy, która nazywana była „biblioteką”. Potem rozmawiała z dziećmi o treści przeczytanych pozycji, aby dyskretnie sprawdzić, czy przeczytały i co zrozumiały. Cierpliwie tłumaczyła kwestie trudne dydaktycznie, a rozproszenia i nieuwagę w czasie lekcji potrafiła obrócić w żart i wyprostować. Znała życie i problemy wielu rodzin. Dyskretnie i taktownie pomagała tam, gdzie było to konieczne. Szczególną opieką otaczała dzieci, które doświadczyły absencji chorobowej. Wiele godzin poświęcała na wyrównywanie ich braków. Dużo serca i pomocy doświadczały od niej półsieroty. Dawna uczennica, która wcześnie straciła matkę, wspomina: „Ukochana pani Maruszniak nauczyła mnie czytać i pisać, rozmiłowała w poezji, ale przede wszystkim zastępowała mi mamusię”.
Czytaj więcej: Pani Zofia Maruszniak - ukochana nauczycielka
- Szczegóły
- Odsłony: 1154
Józef Maksymilian Ossoliński urodził się w 1748 r. w Woli Mieleckiej. Był powieściopisarzem, poetom, wybitnym przedstawicielem oświecenia, ale nade wszystko gorliwym patriotom. Kiedy po III rozbiorze Polski, rozpoczął się proces brutalnego wynaradawiania, a Rosjanie rozkradli największe polskie księgozbiory, zrodziła się w nim myśl, by stworzyć instytucję w której uda się zgromadzić i zachować najwspanialsze perły polskiej kultury. W tym celu nawiązał kontakty z innymi znacznymi rodami i rozpoczął budowę swojej wielkiej kolekcji. 13 listopada 1817 r. Ossoliński odkupił od władz austriackich znajdujący się we Lwowie stary, pokarmelitański klasztor i uzyskał od cesarza Franciszka II Habsburga zgodę na stworzenie Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich. Idą instytut było badania rodzimej historii i literatury, gromadzeni dóbr kultury oraz powołanie stowarzyszenia naukowców upowszechniających tę wiedzę. Przez ponad 100 lat, aż do odzyskania niepodległości, Ossolineum stanowiło najważniejszy ośrodek pracy nad historią i kulturą polską, pomimo szykan i represji, związani z nim naukowcy podtrzymywali narodowego ducha stając się łącznikiem pomiędzy pierwszą a drugą Rzeczypospolita. W dwudziestoleciu międzywojennym Zakład posiadał bardzo wielu darczyńców, którzy to właśnie we Lwowie chcieli zdeponować swoje rodzinne skarby, m.in. potomkowie Henryka Sienkiewicza przekazali prawa autorskie do jego dzieł na rzecz Ossolineum.
Kres istnienia Zakładu, w formie jaką stworzył Józef Ossoliński, nastąpił we wrześniu 1939 r. Najpierw armia sowiecka rozkradła depozyty kosztowności składowane w Ossolineum przez dziesiątki lat. Znajdowały się tam obrazy, elementy ze złota i srebra. W trakcie niemieckiej okupacji, hitlerowcy zarządzili, na początku 1944 r. by wywieźć ze Lwowa do Krakowa najstarsze i najcenniejsze zbiory, ale tylko te tworzone w języku niemieckim. Misję tę powierzyli prof. Mieczysławowi Gębarowiczowi, który pomimo grożącego mu niebezpieczeństwa spakował do niemieckich skrzyń najcenniejsze działa, ale tworzone w języku polskim. Dzięki temu w bezpiecznych piwnicach Biblioteki Jagiellońskiej znalazły się m.in. rękopis „Pana Tadeusza”, cała spuścizna Juliusza Słowackiego i Aleksandra Fredry, łącznie ponad 8000 jednostek archiwalnych i chociaż Niemcy ostatecznie zdeponowali skrzynie w okolicach Złotoryi, to kolekcji udało się przetrwać.



