- Szczegóły
- Odsłony: 1402
Komańcza położona nad Osławą i jej dopływem Barbarką, skupiała w sobie kulturę Łemków, Bojków, Polaków, Żydów i Romów. O symbiozie żyjących tu mniejszości etnicznych i narodowych przypominają świątynie, cmentarze, krzyże, kapliczki. Komańczę założono w 1512 roku w dobrach królewskich ziemi sanockiej, przy szlaku handlowym prowadzącym na drugą stronę Karpat. Miejscowość jest jedną z najstarszych osad w tej części Beskidu Niskiego. U progu XX wieku dobra stały się własnością hr. Józefa Potockiego z Rymanowa. Wybudowana pod koniec XIX wieku szeroka linia kolejowa, wiodąca przez Przełęcz Łupkowską do Zagórza i Przemyśla, zmieniła sytuację gospodarczą okolicy. Łącząc Przemyśl z Budapesztem, zwiększyła transport pasażerski po obu stronach Karpat. Zaczął się opłacać handel bydłem, którego każdą ilość kupowała armia austriacka, a także łatwiej można było transportować drewno. Kamieniem milowym w rozwoju tych okolic była kolejka wąskotorowa na trasie Łupków – Cisna, której budowę rozpoczęto w 1890, a ukończono w 1898 roku. Ciuchcia wożąca drewno z gór i towary dla ludzi pozytywnie wpłynęła na ożywienie gospodarcze w „zabitych deskami” wsiach. Dawała przy tym zatrudnienie ludziom, powstawały pierwsze tartaki i zakłady obróbki drewna, rozwijał się handel. Dobry czas dla Komańczy i okolic powstrzymała I wojna światowa. U schyłku działań wojennych podjęto tu próbę ustanowienia przez nacjonalistów ukraińskich odrębnej władzy, którą historia odnotowała, jako Republikę Komańczańską, w ramach proklamowanej w listopadzie 1918 roku Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Inicjatorem utworzenia Republiki był ojciec Pantełejmon Szpylka z Wisłoka Wielkiego. Na jej czele stał były oficer austriacki, Andrij Kyr. Łemkowie z tzw. Łemkowszczyzny Wschodniej opowiedzieli się po stronie ukraińskiej. W skład Republiki Komańczańskiej weszło 33 osady, warto wymienić te wioski: Komańcza, Baligród, Cisna, Balnica, Maniów, Wola Michowa, Osławica, Łupków, Radoszyce, Smolnik, Duszatyn, Prełuki, Mików, Jawornik, Rzepedź, Turzańsk, Kulaszne, Szczawne, Dołżyca, Wisłok Wielki, Moszczaniec, Czystogarb, Darów, Surowica, Płonna, Karlików, Morochów, Sukowate, Wysoczany, Mokre, Puławy, Przybyszów, Kalnica. Jej dwumiesięczną działalność zakończyła interwencja 3 Batalionu Strzelców Sanockich, który końcem stycznia 1919 roku przeprowadził pacyfikację wsi
- Szczegóły
- Odsłony: 1362
Skromna, ale elegancka, ładna i sympatyczna, najczęściej uśmiechnięta, okazjonalnie lubiła zakładać kapelusze i koronkowe rękawiczki, posługiwała się piękną polszczyzną, którą szlifowała w Studium Nauczycielskim we Lwowie. Do Deszna przyjechała w październiku 1944 r. wraz z rodziną Uszyńskich, tak jak ona zatrudnionych na stanowisko nauczycieli. Miała wówczas już 36 lat. Czas dzieciństwa i młodości spędzony w Kamionce Strumiłowej pod Lwowem oraz okres wielkiej miłości do lotnika, który zginął w bitwie o Anglię, okryła zasłoną milczenia. Jej rodzice zostali wywiezieni na Syberię i tam pomarli, natomiast bracia, w wyniku porozumienia Majski-Sikorski, przedostali się do armii Andersa i wraz z wojskiem przeszli szlak bojowy. Jeden z nich pozostał w Anglii i tam założył rodzinę. Co najmniej dwukrotnie pani Zofia go odwiedziła, przywożąc stamtąd eleganckie ubiory i smakołyki, którymi raczyła swoich uczniów. Drugi brat wrócił do Polski, założył rodzinę, a trójka jego dzieci - Michasia, Jurek i Zbyszek, często gościła u cioci Zosi, a nawet czasowo realizowała obowiązek szkolny pod jej opieką. Wszyscy osiągnęli wykształcenie, a Michalina obroniła doktorat z matematyki. Panią Zofię od zesłania na Syberię uchroniło to, że była nauczycielką dzieci nie tylko polskich, ale również ukraińskich. Pani Maruszniak niemalże 30 lat swojego życia spędziła w Desznie jako kobieta niezamężna, oddana pracy, aktywna w środowisku lokalnym. Osiem ostatnich lat życia spędziła u kuzynek w Pile i tam nagle zmarła 4 VIII 1981 r.
Dlaczego piszę o tej osobie? Zasłużyła ona bowiem na wdzięczną pamięć kolejnych pokoleń. Była pedagogiem przez wielkie „P”, wspaniałą przedwojenną nauczycielką, której wielkim powołaniem była służba dzieciom. Pani Zofia – zawsze spokojna, cierpliwa i opanowana. Jej pogoda ducha rozlewała się na całą szkołę, tworząc ciepłą rodzinną atmosferę. Była uczynna i koleżeńska, szanowana i lubiana przez kolegów po fachu i rodziców swoich uczniów. Miała taki autorytet, że nie musiała stosować kar. Karą dla ucznia był jej smutek. Dużą wagę przywiązywała do opanowania przez dziecko podstawowych technik szkolnych tj.: czytania, pisania i rachowania. Często powtarzała, że bez tego nie będzie postępów w nauce ani żadnego szkolnego sukcesu. Dzieci, które miały jakiekolwiek problemy z opanowaniem szkolnych umiejętności, zostawiała po lekcjach na pracę indywidualną. Nikogo nie przekreślała, nie dyskryminowała czy dyskredytowała ze względu na słabe wyniki. Wierzyła w każde dziecko. W każdym umiała znaleźć coś dobrego i jakiś talent. Zachęcała do czytelnictwa i pożyczała książki z wielkiej szafy, która nazywana była „biblioteką”. Potem rozmawiała z dziećmi o treści przeczytanych pozycji, aby dyskretnie sprawdzić, czy przeczytały i co zrozumiały. Cierpliwie tłumaczyła kwestie trudne dydaktycznie, a rozproszenia i nieuwagę w czasie lekcji potrafiła obrócić w żart i wyprostować. Znała życie i problemy wielu rodzin. Dyskretnie i taktownie pomagała tam, gdzie było to konieczne. Szczególną opieką otaczała dzieci, które doświadczyły absencji chorobowej. Wiele godzin poświęcała na wyrównywanie ich braków. Dużo serca i pomocy doświadczały od niej półsieroty. Dawna uczennica, która wcześnie straciła matkę, wspomina: „Ukochana pani Maruszniak nauczyła mnie czytać i pisać, rozmiłowała w poezji, ale przede wszystkim zastępowała mi mamusię”.
Czytaj więcej: Pani Zofia Maruszniak - ukochana nauczycielka
- Szczegóły
- Odsłony: 1381
Józef Maksymilian Ossoliński urodził się w 1748 r. w Woli Mieleckiej. Był powieściopisarzem, poetom, wybitnym przedstawicielem oświecenia, ale nade wszystko gorliwym patriotom. Kiedy po III rozbiorze Polski, rozpoczął się proces brutalnego wynaradawiania, a Rosjanie rozkradli największe polskie księgozbiory, zrodziła się w nim myśl, by stworzyć instytucję w której uda się zgromadzić i zachować najwspanialsze perły polskiej kultury. W tym celu nawiązał kontakty z innymi znacznymi rodami i rozpoczął budowę swojej wielkiej kolekcji. 13 listopada 1817 r. Ossoliński odkupił od władz austriackich znajdujący się we Lwowie stary, pokarmelitański klasztor i uzyskał od cesarza Franciszka II Habsburga zgodę na stworzenie Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich. Idą instytut było badania rodzimej historii i literatury, gromadzeni dóbr kultury oraz powołanie stowarzyszenia naukowców upowszechniających tę wiedzę. Przez ponad 100 lat, aż do odzyskania niepodległości, Ossolineum stanowiło najważniejszy ośrodek pracy nad historią i kulturą polską, pomimo szykan i represji, związani z nim naukowcy podtrzymywali narodowego ducha stając się łącznikiem pomiędzy pierwszą a drugą Rzeczypospolita. W dwudziestoleciu międzywojennym Zakład posiadał bardzo wielu darczyńców, którzy to właśnie we Lwowie chcieli zdeponować swoje rodzinne skarby, m.in. potomkowie Henryka Sienkiewicza przekazali prawa autorskie do jego dzieł na rzecz Ossolineum.
Kres istnienia Zakładu, w formie jaką stworzył Józef Ossoliński, nastąpił we wrześniu 1939 r. Najpierw armia sowiecka rozkradła depozyty kosztowności składowane w Ossolineum przez dziesiątki lat. Znajdowały się tam obrazy, elementy ze złota i srebra. W trakcie niemieckiej okupacji, hitlerowcy zarządzili, na początku 1944 r. by wywieźć ze Lwowa do Krakowa najstarsze i najcenniejsze zbiory, ale tylko te tworzone w języku niemieckim. Misję tę powierzyli prof. Mieczysławowi Gębarowiczowi, który pomimo grożącego mu niebezpieczeństwa spakował do niemieckich skrzyń najcenniejsze działa, ale tworzone w języku polskim. Dzięki temu w bezpiecznych piwnicach Biblioteki Jagiellońskiej znalazły się m.in. rękopis „Pana Tadeusza”, cała spuścizna Juliusza Słowackiego i Aleksandra Fredry, łącznie ponad 8000 jednostek archiwalnych i chociaż Niemcy ostatecznie zdeponowali skrzynie w okolicach Złotoryi, to kolekcji udało się przetrwać.
- Szczegóły
- Odsłony: 1504
Posada Górna pierwotnie obejmowała obszar między Rymanowem na północy a Wołtuszową i Desznem na południu. Granica z Wołtuszową przez wieki biegła wzdłuż brzegu lasu na terenie dzisiejszego Rymanowa Zdroju tak, że centrum uzdrowiska powstało na gruntach tytułowej miejscowości, a góra Zamczyska była na obszarze Wołtuszowej. Z drugiej strony rzeki granica południowa rozpoczynała się w pobliżu współczesnych i najdalej na północ wysuniętych domów Deszna (budynek ze źródłami Danuta i Mieczysław), skąd prowadziła południowym brzegiem lasu na zachód. W ten sposób góra Mogiła, wznosząca się na Rymanowem Zdrojem, należała w całości do Posady. Potwierdza to mapa podstawowa trzeciego zdjęcia austriackiego z drugiej połowy XIX w., gdzie obok nazwy „Na Mogiłą” znajdziemy też określenie „Posadski Las”. Wiadomo, że ten układ granic uległ zmianie, gdy w połowie lat dziewięćdziesiątych XX w. powstała osada Rymanów Zdrój, która swym zasięgiem objęła tereny Wołtuszowej, Deszna i południowej części Posady Górnej.
Prezentując nazwy terenowej tytułowej miejscowości, pozostaję w jej dawnych granicach. Wspominana Mogiła jest jednym z najstarszych oronimów w okolicy. Wyraz ten pierwotnie oznaczał 'pagórek, wzniesienie', a dopiero później 'większy nasyp nad grobem, kopiec'. Dzisiaj słowo to rozumiemy przede wszystkim jako miejsce pochówku. Nawiązuje do tego kilka legend, które tylko w ludowy sposób objaśniają pochodzenie nazwy tej góry. Pamiętajmy, że znaczenie „naszej” Mogiły jest topograficzne, a nie kulturowe!
Czytaj więcej: Posada Górna nazwami opowiedziana. Część 2. Nazwy terenowe
- Szczegóły
- Odsłony: 1471
„Jeszcze Polska nie umarła…” – Józef Rufin Wybicki autor hymnu narodowego
11 listopada 1918 roku Narodowe Święto Niepodległości, rozbrzmiewa pieśń najpiękniejszego patriotyzmu: Jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy…..
Józef Rufin Wybicki herbu Rogala (1747-1822) urodził się w Będominie na Pomorzu, z wykształcenia prawnik. Przodkowie pełnili ważne funkcje w urzędach sądowych. W 1768 roku został posłem na sejm I Rzeczypospolitej. Był sekretarzem w komitecie kodyfikacyjnym. W latach 1775-1776 opublikował pierwszą broszurę polityczną. W okresie 1776-1778 ogłosił czternaście Listów patriotycznych do J.W.ekskanclerza Zamoyskiego, prawa układającego i broszurkę. Do autora Listów patriotycznych, pierwszy swój utwór dramatyczny, tragedię Zygmunt August, następnie Podróżny w Pawłowie (1778). W 1776 roku został członkiem Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych w Komisji Edukacji Narodowej i pełnił funkcję wizytatora Akademii Wileńskiej. Powołany również na stanowisko szambelana króla, uczestniczył w obiadach czwartkowych, spotykał się z wieloma pisarzami jak: Ignacym Krasickim, Stanisławem Trembeckim, Adamem Naruszewiczem. Inspirując się ich utworami, postanowił sięgnąć po pióro. W operze patriotycznej Polka, przedstawił scenę wojskową z marszem, w którym zostały wypowiedziane takie słowa:
Polacy! Męstwo jeśli w nas nie zgasło,
Jeśli nam miła jest ojczyzna nasza
Wiara i Wolność, na tak święte hasło
Wsiadajmy na koń, dobądźmy pałasza,
Odwagą, męstwem i siłą ramienia
Okażmy dzielność polskiego istnienia.
- Szczegóły
- Odsłony: 1466
Nazwa miejscowa Deszno (ukraińskie: Doszno) odnotowana została po raz pierwszy w 1389 r. i wtedy miała postać Deszczno. Ojkonim ten nie jest do końca jasny. Niektórzy językoznawcy widzą w nim podstawę deszczka, ukraińskie: dosz(cz)ka, czyli dzisiejszą ‘deskę’. W takiej interpretacji jest to nazwa kulturowa, związana z jakąś obróbką drewna.
Deszno w drugiej połowie lat trzydziestych XX w. liczyło 94 budynki, które tworzyły zabudowę ciągnącą się od okolicy dzisiejszego basenu na północy po odgałęzienie drogi do Bałucianki na południu. Według notatek Kazimierza Waisa, ówczesnego kierownika miejscowej szkoły, w 1936 r. mieszkało tu 236 Polaków, 339 Rusinów, 18 Żydów i 8 Cyganów. Rusini - Łemkowie skupiali się w górnym fragmencie osady, gdzie mieli swoją cerkiew greckokatolicką i cmentarz. Wysiedlono ich w 1945 r. na Tarnopolszczyznę w zachodniej Ukrainie.
Ten dawny społeczny podział wsi zapisał się trwale w nazewnictwie terenowym. W części północnej występują wyłącznie nazwy polskie, w południowej są mniej dla nas zrozumiałe toponimy łemkowskie. Te ostatnie w swojej pamięci zachowała jeszcze wiele lat po wysiedleniach pani Julia Niemczyk (z d. Zawojska), mieszkająca Pod Hubinem. Z dolnej partii wsi najwięcej mian terenowych podał mi p. Stanisław Krukar.
- Szczegóły
- Odsłony: 1539
Chłopak z nizin społecznych, który jeszcze w wieku 60 lat nie znał dokładnej daty swoich urodzin, wyśpiewał prawie 1000 przedstawień w Metropolitan Opera. Urodził się w Woli Sękowej, choć początkowo sądzono, że w Sanoku, w Wigilię 1873 lub 1874. Okoliczności narodzin i wczesnego dzieciństwa poznał dzięki staraniom córki Mary Didur-Załuskiej. Był nieślubnym dzieckiem Wincenty Jasińskiej, córki leśnika. Ojciec biologiczny, ziemianin Jakub Wiktor herbu Brochwicz, nie poślubił matki Adama. Dopiero, gdy chłopiec miał 11 lat, usynowił go organista i nauczyciel wiejski Antoni Didur. Ukończył szkołę powszechną oraz gimnazjum i wyjechał do Lwowa, aby podjąć naukę w Seminarium Nauczycielskim. Tam wstąpił do chóru studenckiego. Swoim głosem zwrócił uwagę prof. Dreżopolskiego, który zarekomendował go u ówczesnej sławy operowej, wieloletniego solisty La Scali, prof. Wysockiego. Tenże nauczał śpiewu wg własnej, autorskiej metody. Adam pozostał pod jego opieką od 1892r. przez dwa lata. Następnie uczył się we Włoszech, u śpiewaka Francesco Emmericha. Było to możliwe dzięki pomocy finansowej Jana Raspa, urzędnika pocztowego, rozmiłowanego w muzyce, śpiewającego amatorsko w chórze „Lutnia” we Lwowie. Po latach, kiedy Adam był sławny, odwdzięczył się Raspowi, kupując dla niego małą posiadłość pod Sanokiem. Didur debiutował na scenie operowej w małej miejscowości Pinerollo, 40 km od Turynu, w operze Verdiego. Wtedy poznał swoją żonę, Angelę Arandę Arelano, meksykańską śpiewaczkę, pochodzącą z Hiszpanii. Z tego związku urodziło się pięć córek, dwie zmarły we wczesnym dzieciństwie, trzy zostały śpiewaczkami. W kręgach artystycznych krążyły liczne opowieści o wybuchach zazdrości żony Didura. Kobieta była „temperamentna”, a on wysoki, przystojny, z bujną fryzurą, czarujący. Wprawdzie lekko utykał na nogę (upadek z konia), ale to tylko dodawało mu uroku. W kuluarach mówiło się o romansach Adama, co było powodem skrajnych zachowań żony, od uwielbienia do agresji fizycznej, jak pisała o tym w pamiętnikach hrabina Dzieduszycka. Po licznych występach w Aleksandrii, Kairze, Rio de Janeiro, Buenos Aires, w 1895r. został zaangażowany w Mediolanie na cztery lata. W 1899-1903 był solistą Teatru Wielkiego w Warszawie i brał udział w wystawieniach „Halki”, „Strasznego Dworu”, „Fausta”, „Aidy” itp. Potem śpiewał w Messynie, Londynie, Padwie, Kijowie, Wiedniu, Budapeszcie , Rzymie, Moskwie, Montrealu, Barcelonie, Madrycie. Jego głównym rywalem o prymat w świecie operowym był sławny Fiodor Szalapin.
Czytaj więcej: Adam Didur - śpiewak, który osiągnął wszystko
- Szczegóły
- Odsłony: 1422
30 październik 1904 r. był wyjątkowym dniem dla wszystkich mieszkańców Lwowa. Po długich wyczekiwanych, nareszcie udało się sfinalizować jedną z najbardziej wyczekiwanych inwestycji w mieście. Antoni Popiel, brat Tadeusza herbu Sulima, tego samego którego przepiękna polichromia zdobi majestatyczny kościół parafialny w Klimkówce, zezwolił na odsłonięcie jednego z najpiękniejszych swoich projektów - pomnika Adama Mickiewicza. Samego aktu przecięcia wstęgi dokonał Władysław Mickiewicz, najstarszy syn Adama. Już sam jego przyjazd z Paryża do Lwowa stał się okazją do wystąpień i manifestacji patriotycznych, a samo miasto i uroczystość to Władysław opisał w swoich wspomnieniach: „O dziesiątej rano władze polskie, członkowie Sejmu, ciała naukowe, rada miejska i liczne delegacje uczestniczyły w uroczystym nabożeństwie w katedrze katolickiej. Tłumy także brały udział w innych nabożeństwach, w katedrze ormiańskiej i w synagodze. (…) Uroczystość była wzruszająca. Szkoły, cechy szły w pochodzie w nadzwyczajnym porządku. W każdym oknie miasta wystawione są portrety naszego ojca. Co do pomnika, składa się on z pięknej kolumny, na której wierzchołku znajduje się kadzielnica wyobrażająca znicz, ogień wiecznie podtrzymywany na ołtarzach ofiarnych pogańskiej Litwy. Anioł (rzeźbiarz musiał wiernie skopiować młodą pensjonarkę, która służyła mu za model) podaje z góry lirę poecie. (…) Poeta trzyma w ręku zwój papieru, który będzie mu bardzo przeszkadzał w brząkaniu na lirze. (…) Napływ publiczności był ogromny. Był to olbrzymi pochód wszystkich cechów, stowarzyszeń młodzieży, chłopów, miast Polski pod jarzmem rosyjskim i pruskim, „nie podamy nazwisk tych ostatnich – pisały dzienniki – żeby ich nie narazić”. Porządek był wzorowy. (…) O uroczystym obiedzie, wydanym trzydziestego pierwszego października przez prezydenta miasta Godzimira Małachowskiego, powiem tylko tyle, że brały w nim udział znakomitości Galicji, jak namiestnik cesarski, hrabia Andrzej Potocki, który miał zginąć z ręki fanatyka rusińskiego, hrabia Badeni, obaj arcybiskupi, Bilczewski i Teodorowicz i wielu innych. (…) Wobec pomnika mego ojca mniej wzrusza maestria rzeźbiarza, niż skupienie pielgrzymów, którzy mieli trudności do przezwyciężenia, by uczestniczyć w uroczystości zakazanej u nich. Radują się na widok godeł narodowych, przemówienia patriotyczne są dla nich wiatykiem na drogę powrotną, a wracają obłożeni zakazanymi książkami jak pancerzem.
Jak odczytujemy ze słów Władysława Mickiewicz, to był piękny październikowy dzień w tęskniącym za niepodległością Lwowie. Wiele pomników nie przetrwało próby czasu i totalitarnych bestialstw, ale Adam Mickiewicz ciągle stoi i wpatrzony w muzę wspomina ów piękny październikowy dzień.



