MariaNiezwykle dynamiczny był rozwój Rymanowa Zdroju w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Potoccy sfinansowali budowę dwóch kolejnych willi. Pożyczone od Stanisława Potockiego z Brzeżan pieniądze Anna Potocka przeznaczyła na wzniesienie „Dworca Gościnnego”, z niemiecka zwanego „Kurhausem”. Budowę rozpoczęto w 1878 roku u zbiegu dróg z Deszna i Wołtuszowej wg sugestii ówczesnego dyrektora zakładu Stanisława Eliasza Radzikowskiego. Przy wznoszeniu budynku zachowano wszystkie elementy stylu szwajcarsko – tyrolskiego. Drewniana willa posadowiona na wysokiej podmurówce z kamienia była obszerna, mieściła restaurację, czytelnię oraz pokoje gościnne. Całość budowli zwieńczał dach kryty gontem. W budynku Dworca mieściła się duża sala balowa, którą dookoła obiegał drewniany krużganek. Nad okazałą, szeroką sceną wisiał wielki herb przedstawiający Orła i Pogoń z Aniołem. Funkcjonującą tu jadłodajnię prowadził były kierownik słynnej restauracji Hawełka w Krakowie – Bartoszewski. Niestety, Kurhaus 21 września 1944 roku spłoną doszczętnie w wyniku pożaru, który w dość tajemniczych okolicznościach wybuchł w budynku. Jego piękną architekturę możemy dzisiaj podziwiać na starej fotografii i zachowanych kartkach pocztowych.Dworzec goscinny

Kolejna piękna willa w stylu szwajcarskim wzniesiona została w 1885 roku, a nadano jej nazwę Dom Pod Matką Boską. Według planów architekta lwowskiego Jana Sas Zubrzyckiego powstał drewniany budynek z konstrukcją zrębową, szalowany na rzucie prostokąta. We wnętrzu zaprojektowano dużą, dwukondygnacyjną salę otoczoną piękną drewnianą galerią z latarniami, posadowioną na poziomie piętra. W narożniku budynku powstała drewniana, trójkondygnacyjna wieża z oszkloną galeryjką w górnej części. Bryłę postawiono na 86 murowanych filarach, posiadała 3 obszerne werandy i balkony, 34 pokoje, z których 10 połączono z dużymi przedpokojami. W budynku znajdowała się stołówka i dwie kuchnie. Willa robiła ogromne wrażenie na przebywających w niej kuracjuszach, toteż chętnie organizowano w jej wnętrzu lekcje muzyki, kursy wakacyjne dla Pań i Panów w zakresie higieny, pedagogiki doświadczalnej oraz gospodarstwa domowego. Po II wojnie światowej pensjonat upaństwowiono, a po remoncie w 1944 roku powstało tu czwarte po wojnie sanatorium dziecięce na 100 łóżek. Zmieniono też nazwę willi z Domu Pod Matką Boską na Janka Krasickiego, a obecnie willa funkcjonuje pod nazwą Maria.

Link do części 1 artykułu

PosadyNazwy miejscowe tworzone są przez społeczeństwo przede wszystkim w celach komunikacyjnych (orientacyjnych). Jednak w swym znaczeniu leksykalnym zawierają rozmaite informacje, które nie zawsze są zrozumiałe. Kto dzisiaj wie, o czym mówią takie określenia z terenu Rymanowa jak: Łazy, Posada, Rajszule, Sakmany czy Morawski? Być może nawet nie zdajemy sobie sprawy, że takie miana istnieją w otaczającej nas przestrzeni.

Nazwy, nawet te najbliższe, odznaczają się dużym zróżnicowaniem, co wynika z różnorodności desygnatów (np. nazwa góry, rzeki, osiedla) i rozmaitości informacji zawartej w znaczeniu (nazwa o treści topograficznej, dzierżawczej, kulturowej itp.). Z tego względu powstały mniej lub bardziej rozbudowane ich klasyfikacje. Najprostszy podział nawiązuje do charakteru wskazywanego obiektu terenowego. Wyróżnia się tu przykładowo ojkonimy (nazwy osiedli ludzkich), hydronimy (nazwy wodne), oronimy (nazwy górskie), toponimy (inne nazwy terenowe). Nasze spotkania z rymanowskimi mianami rozpoczniemy od tutejszych ojkonimów. Tworzą je dwie nazwy miejscowości: Rymanów i Posada Dolna oraz dość liczna grupa określeń odnoszących się do skupisk domów, np. Pustki, Łazy, Spalenisko, Kucze.

Miana Rymanów i Posada łcązy bliskość przestrzenna, ale różnicuje pochodzenie i wiek. Zachęca to do poszukiwania możliwych relacji między nimi w przeszłości.

Jozef Bilczewski20 marca 2023 r. niemal niezauważenie minęła setna rocznica śmierci arcybiskupa metropolity lwowskiego św. Józefa Bilczewskiego. Człowieka, który według niektórych biografów, przerastał swoją epokę. Chociaż pochodził z Wilamowic na Śląsku, gdzie urodził się jako syn ubogiego cieśli, to niemalże całe swoje dojrzałe życie związał z Lwowem. Dzięki jego zaangażowaniu udało się zbudować w archidiecezji lwowskiej ponad 300 obiektów sakralnych, wśród których naczelne miejsce należy przyznać monumentalnemu kościołowi pw. św. Elżbiety we Lwowie. Był propagatorem idei, by naukę Kościoła łączyć z intensywną pracą społeczną mającą na celu poprawą sytuacji materialnej najuboższych warstw społecznych. Głęboko zaangażował się w apostolstwo wśród środowisk robotniczych, grup wykluczonych społecznie oraz tych najbiedniejszych. Z tej racji, że sam pochodził z rodziny robotniczo-chłopskiej, doskonale rozumiał bolączki trapiące ludzi ciężkiej pracy.

Jeden z wielu przykładów swojego heroizmu dał w trakcie I wojny światowej, kiedy w trakcie okupacji Lwowa, narażając się carskim władzom, pielgrzymował do wszystkich lwowskich kościołów. W trakcie wizytacji szczególną uwagę zwracał na ludzi biednych oraz cierpiących głód i inne choroby, którym z własnych środków zapewniał utrzymanie. Dzięki takiej postawie abp Bilczewski był niezwykle popularny wśród mieszkańców Lwowa, dla których stał się moralnym oparciem.

Również wydarzenia mające miejsce tuż po zakończeniu I wojny świtowej, czyli konflikt polsko-ukraiński z 1918 r., pokazały, jego wielką troskę o najuboższych. Stanął on na czele Komitetu Ratunkowego, którego działalność skupiała się na dostarczaniu żywności, wody i leków tym wszystkim, którzy ucierpieli na skutek działań frontowych.

Andrzej SzajnaHistoria bohatera tego artykułu ciekawie wpisuje się w działalność Anny Potockiej na ziemi rymanowskiej. Andrzej Szajna, bo o nim będzie ta wypowiedź, urodził się 19 XI 1865r w Rymanowie, w rodzinie rzemieślniczej. Nie ma żadnych pisemnych przekazów na temat jego dzieciństwa i młodości, ale wg rodzinnej tradycji ustnej, wykazywał zdolności plastyczne. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Andrzej uczęszczał do szkółki rzeźbiarskiej hrabiny Anny. Również z przekazu ustnego wiemy, że kontynuował naukę w Budapeszcie i Wiedniu. Nie wiemy, czy była to indywidualna nauka u mistrzów, czy studia akademickie. W Rymanowie założył swoją pierwszą pracownię rzeźby, gdyż na wielu jego wyrobach istnieje sygnatura: „A. H. Szajna artysta rzeźbiarz Rymanów”. W 1900r. zawarł związek małżeński z Julią Chrząszcz z Wyszatyc. Rok później przyszła na świat ich pierwsza córka Irena, a w roku 1903 syn Tadeusz. Od 1905 roku był związany z Jasłem, gdzie zamieszkał przy ul. Kraszewskiego 11, w wybudowanym przez siebie domu. Tu przyszło na świat dwoje dzieci; Włodzimierz w 1906 i Stefania w 1908. Dom był wygodny, a od strony podwórza posiadał przestronną pracownię rzeźby, która istniała do 1921r. Warsztat działał prężnie. Miał bardzo dobrą opinię. Zatrudniał uczniów i współpracował z wieloma rzemieślnikami. Od roku 1905 wytwory artysty były sygnowane „Szajna Jasło”. Główne zamówienia, jakie realizowała jego pracownia, to były rzeźby sakralne. Profil twórczości komunikował znak na papierze firmowym pracowni tj. neogotycki ołtarz zwieńczony krzyżem. Andrzej Szajna był człowiekiem religijnym, wykazywał się znajomością dziejów biblijnych. Musiał być dobrym obserwatorem życia i ludzi, gdyż posiadał umiejętność oddawania nastrojów i emocji na twarzach swoich biblijnych postaci. Materiałem rzeźbiarskim pracowni Szajny było drewno lipowe i dębowe, mistrzowsko i szlachetnie wyprowadzane spod dłuta, tak, że poza złoceniami, nie potrzebowało polichromii.

Z KresowŚwięto, które celebrujemy 1 marca jest absolutnie wyjątkowe. Potocznie nazywamy je „Dniem Żołnierzy Wyklętych”, ale równie dobrze możemy je nazwać ostatnią wojną II Rzeczypospolitej, a nawet krzykiem rozpaczy młodego pokolenia, które wolało zginać, niż pozwolić uzurpatorskiej władzy komunistycznej objąć rządy w Polsce. Przez 45 lat komunizmu pamięć o bohaterach, którzy podjęli nierówną walkę z całą machiną wojenną sowieckiej Rosji była zafałszowywana, manipulowana i przekłamywana. Bohaterowie nazywani byli bandytami, a ci którzy swoje kariery zawdzięczali sowieckim bagnetom, wynoszeni byli na społeczny piedestał. Jak wynika z badań prowadzonych przez naukowców, w gminie Rymanów władze komunistyczne na przełomie lat 40/50. XX w. represjonowały ponad 60 osób, w tym nauczycieli związanych z lokalną szkołą, m.in. ks. Jana Zawrzyckiego i wychowawcę Kazimierza Kaczmarczyka. Osoby, które aktywnie nie tylko z bronią w ręku zaangażowały się w walkę z nową okupacją, skazywane były na wieloletnie więzienie, tortury i szykany. Młodzi rymanowianie po wojnie walczyli przeciw komunizmowi m.in. w szeregach II kompani batalionu NSZ „Zuch” mjr. Antoniego Żubryda dowodzonej przez urodzonego w Stryju, a w okresie wojny zamieszkałego we Wróbliku Szlacheckim Edmunda Sawczyna. Mundek w chwili objęcia komendy nad II kompanią miał zaledwie 23 lata, a średnia wieku jego podkomendnych ledwo przekraczała 20 wiosen. Ich determinacja, wola walki o prawdę, dobro i sprawiedliwość stała się fundamentem współczesnej Polski, który my jako społeczność rymanowskiego Zespołu Szkół pielęgnujemy. Edmund Sawczyn został zamordowany przez komunistów w Targowiskach 20 IX 1946, pamięć o nim i dziesiątkach tysięcy podobnych mu żołnierzy miała na zawsze zostać wymazana. Tak się jednak nie stało, gdyż póki my żyjemy, Oni żyją w nas!

Wolka 1Jak napisałem w części poprzedniej, mieszkańcy opuścili Wólkę na przełomie maja i czerwca 1945 r., a po miesiącu zostali osadzeni w okolicy Bereżan i Podhajców w rejonie tarnopolskim na ówczesnej sowieckiej Ukrainie.

Jednak nie wszyscy wyjechali. W kilku domach pozostały starsze lub schorowane kobiety. Możliwe, że stan zdrowia niektórych z nich wykluczał jakąkolwiek podróż, albo planowano je ewakuować później, gdy do Wróblika zostanie podstawiony pociąg. Jedna z kobiet - Katarzyna Bencz - po wyruszeniu transportu w kierunku Bałucianki oznajmiła na Przymiarkach, że nigdzie nie pojedzie i wróciła do swojej chyży.

Tymczasem czas oczekiwania na transport na stacji kolejowej się wydłużał. Już po kilku dniach do przesiedleńców dotarły wiadomości, że Polacy z sąsiednich wsi zrywają w Wólce blachę z opuszczonych domów. Jak okazało się później, spełniły się też najgorsze przypuszczenia, dotyczące pozostałych tam osób. Według relacji A. Suchorskiego zastrzelone zostały kobiety: Katarzyna Bencz i Wawrynowicz (Ławrynowicz, przydomek Ksynka). Do tej ostatniej wrócił wnuk z Niemiec i zginął razem z babką. Potocką w porę zdążyła zabrać rodzina z Królika (Wołoskiego?). W dolnej Wólce pozostała matka Orysyków, którzy przed wojną pracowali z Polakami, oraz jakaś młodsza jej towarzyszka. To ona otrzymała informację od kogoś z Kopalni, aby uciekała z Wólki, bo „szykuje się akcja”. Ta kobieta ostatnią noc w rodzinnej wsi spędziła w leśnym jarze, a rano dotarła do Wróblika, skąd wyjechała na Śląsk. Ostatecznie dołączyła do swojej rodziny w Ukrainie. Matka Orysyków prawdopodobnie zginęła. Z przymusowych robót w Rzeszy wrócił Arsij Harahuz. Możliwe, że zamieszkał u narzeczonej w Klimkówce, z którą się później ożenił. Jednak niedługo po ślubie został zamordowany.

WillaW rymanowskim uzdrowisku zachowało się kilka budynków wzniesionych w tzw. stylu szwajcarskim. Styl architektury regionalnej powstały na obszarze Szwajcarii, Niemiec i Austrii, nazywany też architekturą szwajcarsko-tyrolską, był popularny w polskich kurortach uzdrowiskowych w II poł. XIX w. Jego charakterystyczną cechą są drewniane wille i pensjonaty o konstrukcji zrębowej. Każdy budynek posiadał kamienną podmurówkę zbudowaną z łamanego kamienia. Na zewnątrz obiektu wznoszono tarasy, werandy i balkony. Schody, obramowania okien i drzwi zdobiono bogatą dekoracją snycerską. Były to przeważnie wycinane w drewnie roślinne lub geometryczne zdobienia. Willę szalowano z zewnątrz deską poziomo lub pionowo. W Polsce przykłady tej architektury możemy podziwiać m.in. w Nałęczowie, Iwoniczu-Zdroju, Krynicy-Zdroju, Kotlinie Jeleniogórskiej i Rymanowie-Zdroju.

"Chłopaki nie płaczą, tylko biorą się w garść..."

„Przestań płakać, nie bądź beksa”. Nierzadko słyszymy takie pocieszenia rodziców, którzy stoją nad płaczącym, małym chłopcem. Te sytuacje oraz inne stereotypy płciowe czy uwarunkowania kulturowe wpływają na to, że młodzi chłopcy czy dorośli mężczyźni trudniej dopuszczają do siebie myśl oraz przyznają się przed otoczeniem, że z czymś sobie nie radzą i potrzebują pomocy. Jest to dla nich źródłem wstydu i porażki. Wierzą, że muszą być „twardzi”, samodzielnie stawiać czoła codziennym problemom i rozwiązywać je.

Depresja jest chorobą tak samo jak np. cukrzyca i dotyka wszystkich ludzi niezależnie od pochodzenia, statusu materialnego, płci czy wieku: dzieci, młodzież, osoby dorosłe.