Z kresowTym razem w naszych Kresowych podróżach przesuniemy się nieco na północ, konkretnie do wsi Mostowolany pod Białymstokiem. W owej miejscowości 2 lutego 1838 r. urodził się Konstanty Kalinowski. Chociaż z pochodzenia był polskim szlachcicem, zafascynował się ludnością białoruska i to jej poświęcał swoją działalność. Pod pseudonimem „Jaśko gospodarz” zaczął wydawać pierwsze białoruskie periodyki skierowane do chłopstwa i dostrzegając pewne odrębności pomiędzy mieszkańcami, wspierał tworzenie się narodu białoruskiego.  Jako gorliwy patriota i orędownik unii polsko-litewskiej opowiadał się za powrotem do federacji Polski i Litwy z naciskiem na autonomię wszystkich narodów, zwłaszcza Białoruskiego.  Po wybuchu powstania styczniowego natychmiast zaangażował się w pracę na rzecz odzyskania niepodległości, jednak podstępnie zdradzony wydany został w ręce Rosjan i 22 marca 1864 r. w Wilnie zamordowany. Pogrzebany w bezimiennej mogile, uleciał z ludzkiej pamięci na długie 152 lat. Podczas prac konserwatorskich prowadzonych w 2016 r. na Górze Zamkowej w Wilnie archeolodzy natrafili na niezidentyfikowane zwłoki, które okazały się być doczesnymi szczątkami Konstantego Kalinowskiego. Pogrzeb powstańca odbył się w 2019 r. i miał charakter państwowy. Uczestniczyli w nim prezydenci Polski i Litwy oraz przedstawiciele władz białoruskich. Uroczysta liturgia sprawowana w katedrze wileńskiej głoszona była w 3 językach: polskim, litewskim i białoruskim. Na trasie konduktu, prowadzącej od katedry na Starą Rossą ustawiły się tłumy ludzi, którzy trzymali w rękach historyczne flagami Rzeczpospolitej Obojga Narodów.  Powstańczy pogrzeb, stał się wówczas okazją do zamanifestowania wierności wobec tradycji.

Wolka mapa 2Czterech mieszkańców Wólki: Petriwski Oleksa, Odrechowski Pawło, Bencz Mychajło i Puchoński Iwan wzięło udział w wojnie obronnej Polski w 1939 r. Wszyscy wrócili po kampanii wrześniowej do rodzinnej wsi. W czasie okupacji wiele osób zostało wywiezionych na roboty do Niemiec. Nie wszyscy przeżyli. Przykładowo zmarł tam Orysik Onufry, syn Mychajła Orysyka, utalentowany rzeźbiarz zwierząt. Kilka osób po powrocie nie zastało już bliskich w Wólce, gdyż ci w 1945 r. zostali zmuszeni do wyjazdu do sowieckiej Ukrainy. Wywózki do Rzeszy uniknęła grupa młodych rzeźbiarzy, których Niemcy zatrudnili w specjalnie zorganizowanym zakładzie rzeźbiarskim w Rymanowie. Rusini nazywali go „artil”. Chłopcy, którzy tam pracowali, zaczęli kupować sobie bluzki z wyszywanymi ukraińskimi soroczkami, co nie podobało się ludności polskiej: „Te wyszywki - soroczki - pojawiły się za Niemców. Wcześniej [na bluzkach] były ornamenty roślinne” - zapamiętał A. Suchorski.

Zimą 1943 r. rozpoczęły się napady rabunkowe na Wólkę. Zdaniem mieszkańców tej wsi, dokonywały ich grupy uzbrojonych Polaków z Lubatowej, Iwonicza i Klimkówki, a po wyzwoleniu także przybyłych ze wschodu Kresowiaków. W czasie tych akacji „nikogo z naszych nie zamordowali, nie brali też ostatniej krowy” - mówił A. Suchorski. I dalej kontynuował: „Pierwsze rabunki nie były wielkie. W zimie przyszli do wsi z karabinami, wybrali gospodarza - za drugim razem był to Odrechiwski Petro - w stajni policzyli owce i musiał im oddać najlepsze za dzień, za dwa w lesie za Kopalnią. [...] Największy napad był latem 1944 r. Zabrali wtedy 27 sztuk bydła. Ludzie uciekli z domów. A Iwan Orysyk, który był leśniczym i pracował z Polakami, wiózł siano do domu. Sołtys go zobaczył i mu mówi, nie jedź do seła, bo tam pełno polskiej bandy. A on pojechał. Obstąpili go, pół fury siana zrzucili, ale wóz i konia zabrali. [...] W czasie frontu taty kolega z Klimkówki zaproponował, że weźmie mu krowę na przechowanie. Ta krowa została po mojej mamie. Ja protestowałem, ale tata z macochą nie posłuchali mnie. Jak on zabrał krowę, to już jej nie oddał. Powiedział, że przyszli do niego w nocy i ją zabrali. [...] Pojechaliśmy na Ukrainę bez krowy. Sześć osób i krowy nie było!”.

W przewodnikach Mieczysława Orłowicza znajdujemy również opis Rymanowa Zdroju. Autor kreśli historię rymanowskiego uzdrowiska z końca XIX stulecia. Oto fragment ciekawych spostrzeżeń Orłowicza odnoszący się do funkcjonowania kurortu.

Rymanow Zdroj pijalnia„Okres wypoczynkowy w Rymanowie Zdroju trwał corocznie od 15 maja do 20 września i składał się z trzech sezonów: dwóch tanich – od 15 maja do 15 czerwca oraz od 20 sierpnia do 20 września. W pierwszym i trzecim sezonie, mimo o wiele tańszych cen, panowały pustki. Restauracja nie była czynna poza okresem do 31 sierpnia, orkiestra wyjeżdżała z Rymanowa, panowała tu zatem nie tylko pustka, ale i głucha cisza. Dopiero w kilka dni po rozdaniu świadectw w szkołach średnich Galicji Wschodniej następował masowy najazd gości na zakład rymanowski. W dniu 17 lipca, bez względu na pogodę, zakład zapełniał się do ostatniego pokoju. Taki stan trwał przez 5 tygodni. Po 25 sierpnia wiało tu pustką. Byłem stałym gościem Rymanowa Zdroju mniej więcej od 13 czerwca do 31 sierpnia. Na deptaku przygrywała rano i po południu orkiestra zakładowa. W czwartki od 5 do 7 po południu w dworcu zdrojowym, z ogromną salą balową, odbywały się zabawy dla dzieci zwane z niemiecka „kinderbale”, które cieszyły się ogromnym powodzeniem. Na bale te przychodziły dzieci w wieku od lat 6 w górę. Trzeba bowiem uwzględnić, że Rymanów podobnie jak później Rabka, był uzdrowiskiem o wodach jodowo-bromowych dla dzieci. Pod opieką matek dziatwa stanowiła główną klientelę tego zakładu. Tutaj w willach należących do Potockiego były tylko mieszkania. Nie było miejsca na jadalnię, na kuchnię, gdzie można było gotować obiady. Potocki bowiem bał się spowodowania pożaru w drewnianych willach. Dlatego na obiady trzeba było chodzić do restauracji zakładowej, w której należycie przestrzegano zasad bezpieczeństwa.

PilsudskiCzy zastanawiał się ktoś z Was, ile jest pomników Józefa Piłsudskiego w Polsce? Jeżeli doliczymy popiersia, epitafia, tablice i obeliski to wychodzi mniej więcej … bardzo dużo. I dobrze, niech będą! Na części z nich Marszałek stoi, na innych dosiada Kasztanki, tu i ówdzie głowa mu wystaje albo mosiężne litery znaczą jego pobyt lub przemarsz którejś z brygad. Był jednak kiedyś pomnik inny niż wszystkie, monumentalny, majestatyczny, ujmujący Piłsudskiego w pozycji siedzącej. Bodajże jedyny w historii pomnik, na którym marszałek siedział na krześle (a może na tronie?) Na ramionach miał żołnierski płaszcz, a w ręku trzymał księgę z wyrzeźbionym hasłem rewolucji francuskiej: równość, wolność, braterstwo.  Pomnik stał w Kołomyi na centralnym placu, tuż obok ratusza. Monument znajdował się pod opieką niebyle kogo, bo legendarnego, elitarnego 49 Pułków Strzelców Huculskich, który wszystkie swoje uroczystości, defilady i odprawy przeprowadzał przy asyście naczelnego wodza. Ileż to razy synowie Czarnohory maszerując przed siedzącym Józefem żartowali między sobą, że chociaż raz mógłby wstać, kiedy my się tak staramy. Że chociaż na dźwięk trombity mógłby się zerwać. Ale on tylko siedział, siedział i patrzył łagodnie na jak mozolnie jednak systematycznie odradza się polska państwowość. 

Meandry historii nie pozwoliły tej wyjątkowej instalacji przetrwać do naszych czasów. Konstanty Laszczka, profesor ASP w Krakowie umieścił figurę na piaskowcowym cokole 27 X 1929 r. a równo 10 lat później, po zajęciu Kołomyi przez armię czerwoną, pijana sowiecka swołocz wysadziła pomnik w powietrze. Świadkowie wspominali, że najpierw strzelali do monumentu pomstując, za krzywdy, które od Piłsudskiego doznali w 1920 r., a kiedy on ciągle niewzruszony patrzył na nich z pogardą, podłożyli materiały wybuchowe i … po jedynym „siedzącym Marszałku” pozostało wspomnienie i kilka wyjątkowych, pożółkłych zdjęć.    

Wolka mapaSpołeczeństwo przedwojennej Wólki było wyjątkowo homogeniczne. Jednorodność ta była widoczna w strukturze narodowej (etnicznej) - wieś zamieszkiwali wyłącznie Rusini - oraz religijnej - wszyscy byli grekokatolikami i nimi pozostali do czasu wysiedleń. Inaczej sytuacja wyglądała we wsiach położonych w głębi gór, zwłaszcza w okolicy Tylawy, których mieszkańcy po 1928 r. masowo przechodzili na prawosławie.

Andrij Suchorśkyj, urodzony w Wólce w 1929 r., w swoich wspomnieniach dzielił się ciekawym spostrzeżeniem, dotyczącym mowy swoich rodaków: „W Wólce, Bałuciance i Desznie besida była taka sama, ale już w Króliku [Wołoskim] mówili inaczej, zamiast „ł” używali „l”, np. u nas: były, pryszły, piszły, a u nich: byli, pryszli, piszli”.
Stosunki z sąsiednią ludnością polską układały się dobrze, ale lepiej z mieszkańcami Iwonicza niż pobliskiej Klimkówki. Wynikało to z faktu, że ludzie z tej pierwszej wsi mieli mniej ziemi, niektórzy pracowali w uzdrowisku i w związku z tym nie posiadali koni. Często przychodzili do wóleckich gazdów z prośbą, aby ci przyjechali obrobić im pole. „Gorzej odnosiły się do nas osoby z Klimkówki. Nasze żinky chodziły w łemkowskiej odzieży, a dzieci z tej wsi krzyczały za nimi: Rusinki, Rusinki! i rzucały kamieniami. Ale ojcowie żyli dobrze” - podsumowuje Suchorśkyj.

Rymanow Rynek stary 1Mieczysław Orłowicz kreśli bardzo ciekawy opis społeczeństwa Rymanowa. Przedstawia zróżnicowanie społeczne miasteczka, uwzględniając wykonywane zawody, poziom wykształcenia, status materialny i styl życia mieszkańców.

" ... W Rymanowie ojciec wynajął mieszkanie nadające się również na prowadzenie kancelarii notarialnej. Mieszkanie to znajdowało się w sąsiedztwie rynku, bardzo blisko sądu. Właścicielem był mieszczanin Białas. Mieszkaliśmy tutaj około 7 lat, a dopiero na ostatnie 2 lata trzeba było sprowadzić się do innego mieszkania, o wiele mniej wygodnego zarówno ze względu na położenie, jak i na rozkład pokoi. Kamieniczka Białasa miała od frontu mały ogródek oraz 8 pokoi z kuchnią, w tym 6 pokoi na parterze i 2 kawalerskie na pięterkach, które zajmowałem ja, jeszcze jako uczeń gimnazjalny, a tym bardziej później, kiedy byłem studentem i przyjeżdżałem tutaj na wakacje.

Kancelaria ojca znajdowała się na parterze, tamże była jeszcze kuchnia, pokój sypialny rodziców, salonik i pokój do kart między salonikiem a pokojem jadalnym. Resztę miejsca zajmowały rozmaitego rodzaju piwnice, składy, magazyny i strychy. W każdym razie miejsca było dość, każdy dla siebie miał jakiś pokoik, a dla gości również można było urządzić specjalny pokój, choć nie bardzo na nich liczono w Rymanowie, gdzie życie towarzyskie ograniczało się tylko do wizyt dość ceremonialnych i bardzo pretensjonalnych, nudnych i kosztownych przez kilka dni w roku.

OrlowiczMieczysław Orłowicz urodził się 17 grudnia 1881r. w Komarnie. Z wykształcenia doktor praw, wypromowany na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, z zamiłowania krajoznawca, popularyzator turystyki. Działacz wielu organizacji turystycznych i sportowych m.in.: Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie, Towarzystwa Tatrzańskiego, Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Zawodowo zajmował się organizacją czynnego wypoczynku obywateli. Napisał niezliczoną liczbę przewodników, informatorów, bedekerów, artykułów publicystycznych, w polskiej literaturze krajoznawczej nazywany „Nestorem polskiej turystyki”. Jednymi z najciekawszych jego publikacji są: „Ilustrowany przewodnik po Galicji, Bukowinie, Spiżu, Orawie i Śląsku Cieszyńskim” oraz „Moje wspomnienia turystyczne”. Wszystkie prace bogato uzupełniane fotografiami, stanowią najlepszą dokumentację wielkich zasług Orłowicza w dziedzinie rozwoju amatorskiej fotografii artystycznej, którą traktował jako niezbędny element dla utrwalania odkrytych wartości turystycznych oraz najlepszy środek dla ich popularyzacji.

Pomnik SobieskiegoBędzie to krótka historia jednego pomnika, którego szalone dzieje są tak nierzeczywiste, jak czyny, których dokonał król umieszczony na jego cokole. I chociaż mamy grudzień, to będzie to opowieść listopadowa, a nawet ponadczasowa jedynie w listopadzie umiejscowiona. 
20 listopada 1898 r. we Lwowie było ciepło i słonecznie. Dziennikarz „Kurjera Lwowskiego” napisał nawet, że pogoda była wymarzona, że …„sam Pan Bóg zrobił wyłom w jesieni, by godnie przywitać swojego pomocnika” (który jakby nie patrzeć, zabezpieczył chrześcijańskość Europy na kilkaset lat). Pomysł uhonorowania wielkiego króla zrodził się dziesięć lat wcześniej, a misji odtworzenia podjął się lwowski rzeźbiarz ormiańskiego pochodzenia Tadeusz Barącz. Cóż to był za człowiek! Sam artysta zrezygnował z gaży za wykonanie zlecenia, a racjów miejskich jedynie o pensję dla pomocnika poprosił. Nie wzdrygnął się nawet, gdy pierwotny, kamienny pomnik został nagle na zmieniony na taki z brązu.

Ale wróćmy do programu uroczystości odsłonięcia, który był przebogaty! Rozpoczęto od mszy w katedrze łacińskiej. Następnie wszyscy zgromadzeni, w tym delegacje miast pod murami których król walczył, w długim kondukcie, klucząc lwowskimi uliczkami, przeszli na Wały Hetmańskie. Towarzystwa sportowe, kulturalne, duchowieństwo, arystokracja, ale i mieszczaństwo udało się na plac, gdzie w blasku pochodni stał niewzruszony, a skrywany od miesięcy, monumentalny pomnik Jana III Sobieskiego.
Stał tak król w centrum Lwowa przez 46 lat. W 1944 r. wraz z nastaniem sowieckiego miru, król zaczął zawadzać, przeszkadzać. Budzić rewizjonistyczne skojarzenia. Że to niby jak? Że tu Polska, że on bitwy na terenie Związku Radzieckiego prowadził. Przecież to reakcyjne kłamstwa! Trzeba się go pozbyć! Długo myśleli towarzysze, co z Janem III zrobić? Pewnego dnia, przyglądając mu się uważnie doszli do wniosku, że wąsy ma, buławę ma, na koniu siedzi – tylko czapkę zmienić, napisy wymazać, w kontusz mniej zdobny ubrać i będzie … Bogdan Chmielnicki!
Chwalić Pana, Kacapy nie zdążały oszpecić monarchy, bo „centrala” postanowiła pomnik przewieść do Warszawy. I tak, niespodziewanie, znalazł się Sobieski pod pałacem wilanowskim. Długo tam nie zabawił, bo w przypływie euforii, w 1965 r. postanowiono przewieść go do Gdańska i na Drzewnym Targu ustawić. Nasz jubilat stoi tam od 57 lat, świętując dzisiaj swoje 114 urodziny. Wszystkiego najlepszego pomniku króla.